a wczoraj – a dzisiaj

ponieważ 3 czerwca, czyli w dniu urodzin Zeldki nie byłam zdrowotnie w najlepszej formie, Jej urodzinki w bardzo ścisłym gronie obchodziłyśmy wczoraj w Parku Krakowskim. Była Solenizantka, Jej Rodzice i ja, czyli Ciocia – Prababcia.
Była taka piękna pogoda, słoneczko nam pięknie świeciło, a ptaszki śpiewały Zeldce urodzinowe pieśni.
Najważniejszy punkt programu było oczywiście rozpakowywanie paczki, z czym Zeldka doskonale sobie poradziła, a Jej oczom ukazało się piękne wydanie Baśni Braci Grimm, w pięknej twardej oprawie, okraszonej pięknymi ilustracjami Carla Offterdingera, Alexandra Zicka i Paula Friedricha Mayerheima, pochodzacymi z przełomu XIX i XX wieku.
Do prezentu w pięknej kopercie dołączona była dedykacja, pięknie komputerowo wydrukowana :

Tak Zelduniu Kochana! Niech życie płynie Ci jak prawdziwa bajka, ale nie ta o Czerwonym Kapturku, który ze złym wilkiem spotkać się w lesie musiał, nawet nie ta o Kopciuszku, ślicznej dziewczynce o imieniu Rózia, którą ciężki los mocno i boleśnie musiał doświadczyć musiał, zanim spotkała swojego Księcia z Bajki, ale niech będzie przepełnione radościami, wspaniałymi Przyjaciółmi i przede wszystkim Rodziną, której jesteś przecież szczególną Pieszczoszką, takim Naszym Kochanym Słoneczkiem.
No, prezent został rozpakowany, lody zjedzone, więc następnym etapem urodzin była wizyta na Placu Zabaw, gdzie można było zrobić pyszne ciastko z piasku i z wody, gdzie można było pospinać się, a potem rurą zjechać wprost w objęcia mamy.
Tak sobie siedziałam na ławeczce i patrzyłam na te szczęśliwe, pełne werwy dzieciaczki i tak sobie pomyślałam, że za naszych czasów nie było takich Placów Zabaw, owszem, niedaleko bloków, na mini placykach poustawiane były huśtawki, ale dla dzieci z moich czasów najlepszą i najczęstszą ogólnie dostępn zabawą było huśtanie się na trzepakach.
Inne czasy, inne zabawy……..
Taki Plac Zabaw to fajna sprawa, to też Zeldunia niechętnie go opuszczała, ale pomału robił się już wieczór i trzeba było powrócić do domku.
A dzisiaj musiałam wcześniej wstać, już o 6 rano byłam na nogach, bo przed godziną ósmą byłam umówiona z Ksawrem, który do towarzystwa pojechał ze mną do Szpitala im. Dietla, gdzie miałam wykonaną gastroskopię.
Cóż, samo badanie na pewno do przyjemności nie należy, ale jakoś da się wytrzymać.
Najgorszy był ten moment oczekiwania na pana doktora, który gdzieś tam w swoim gabinecie robił opis poprzedniego badania. Co prawda nie dostałam żadnego znieczulenia. ale za mną stała bardzo miła pani pielęgniarka, która cały czas gładziła mnie po głowie, co działało na mnie niezwykle uspokajająco.
Na szczęście żadnych podejrzanych zmian w moim żołądku typu wrzód, czy nowotwór nie zauważono, natomiast jedna nieprawidłowość to niewielkie żylaki przełyku, które będę musiała nadal diagnozować, już jestem umówiona na przyszły tydzień z Łukaszem na wykonanie USG jamy brzusznej. Komu jak komu, ale Łukaszowi nie tylko że wierzę w jego diagnozę, ale również wiem, że ma on szczęśliwą rękę i żadnych nieprawidłowości w moim brzuszku nie wynajdzie.
Zresztą wczoraj w takiej prześmiewczej grze internetowej Nemetis przeczytałam, że umrę w wieku 105 lat, a przyczyną śmierci będzie….przejedzenie, po prostu przyczyna śmierci: przejadła się i zmarła.
No, coś w tym prawdy musi jednak trochę być, bo rzeczywiście jeść to ja raczej lubię, chociaż ostatnio wiele potraw musiałam z przyczyn zdrowotnych ograniczyć , ale jakby nie było, mam jeszcze przed sobą jeszcze te 34 lata.
Dla mnie to może i dobrze, bo mimo kilku nieprawidłowości, jednak na tym świecie mi się nawet podoba, tylko nie wiem jak moja Kochana Rodzinka te 34 lata jeszcze ze mną wytrzyma?????
Ale to już nie moje zmartwienie!

Dzisiaj znów słonko nam świeci, chociaż czasami i za chmurkami się chowa,ot taka zabawa w ciuciubabkę, ale może na chwilkę chociaż do Parku wyskoczę?
Miłego wtorku życzę