jak przeżyć kanikułę

Przyznaję, nie jest łatwo.
Ciekawe, gdy było zimno, a ja kuliłam się we dwa swetry ubrana też szczęśliwa nie byłam.
Okazuje się jednak, że zarówno na niskie jak i na te wysokie temperatury jestem nieprzygotowana.
Właściwie nie powinnam narzekać, bo w moim mieszkaniu teraz jest nawet dosyć przyjemnie, nie to samo, co w bloku, gdzie słońce operuje przez cały dzień i niemiłosiernie mieszkanie nagrzewa.
Moje stare mury tak szybko się nie nagrzewają, a zresztą od strony Parku okna są nieco gałęziami drzew przykryte, tak więc słonko bezkarnie nie może mieszkania przez ten gąszcz liści łatwo się nie przebije.
Mam (nareszcie) otwarte okno w pokoju i otwarte drzwi balkonowe i w związku z tym mam nawet fajny przewiew.
Jedno co mi przeszkadza, to muchy, wstrętne czarne bzyczące i wypasione straszne stworki, które wfruwają wprost z podwórka, gdzie są ustawione kubły na śmieci do mojej kuchni i przeszkadzają mi w błogim odpoczynku.
Okropnie głośno bzyczą!!!!
Dzisiaj nawet listek na drzewie nie zadrży, więc na razie porzucam parkowe spacery, może dopiero koło 17 będzie nieco chłodniej.
A wtedy Park i staw z kaczuszkami już jest mój !!!
Zresztą mój brzuszek znów nieco zastrajkował, więc opuszczanie na większą odległość mojego domku byłoby raczej niebezpieczne.
Dlatego dzisiaj sobie na obiad serwuję zupkę ziemniaczaną na samych jarzynkach, bez żadnych mięsnych wkładek.
Tak sobie dzisiaj mój brzuszek zaordynował, a ja się go słucham (przynajmniej ostatnio)
Dzisiaj bez polityki, za gorąco na powielanie takich bzdur, które ostatnio w przestrzeni medialnej się szerzą.
Trzeba wierzyć w jedno : BĘDZIE DOBRZE!!
Miłego poniedziałku i udanego całego tygodnia