Miłego dnia, jakim jest niedziela

A właściwie miłego pół dnia, chociaż wciąż jest on na szczęście długi.
Szkoda tylko, że pogoda jest taka nieco kapryśna, raz słonko świeci, raz się chmurzy. jakby burza nadejść miała….
Jestem Wam winna, (albo nie, jak ktoś nie chce, niech nie czyta), co też ciekawego TK o moim brzuszku powiedziało.
Wczoraj o tym nie pisałam, chociaż badanie w piątek sobie robiłam, ale musiałam wiele spraw odnośnie mojej przyszłości przemyśleć, przekalkulować.
Otóż najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że zachorowałam na chorobę typową dla alkoholików, wcale alkoholu nie lubiąc i nie pijąc.
Właściwie to nigdy nie miałam zbytniego pociągu do wódki, a teraz nawet i do wina ( piwa nigdy nie tolerowałam i nie mogłam zrozumieć, co ludzie dobrego w piwku widzą, gorzkie to, niedobre, brrr), zawsze starałam się stronić od ludzi pijących (a kilku takich na swojej drodze i owszem, spotkałam), dlatego teraz czuję się przez los oszukana, tak oszukana, bo dlaczego niby mnie, niepijącą, taka marskość wątroby dopadła???
Pewnie, święta nie byłam, a to raczej chodzi o nieprzestrzeganie diety, chociaż od czasu operacji fast foody też mnie raczej nie interesują.
Ktoś powie: jadłaś tłusto, Czy ja wiem, czy tłusto, mięso raczej jem sporadycznie, smażone przez siebie, a nie kupne kotlety mielone od czasu do czasu, schabowego już nie pamiętam kiedy wsuwałam. Ostatnio najczęściej jadałam kurczaka i to też albo gotowaną nóżkę z zupą, albo pieczonego w piekarniku, ale w torebkach do pieczenia, albo we folii, w tzw kąpieli wodnej, czyli pakowałam mięso do worka, dodawałam na smak jakichś przypraw, lekko go kropiłam wodą, wstawiałam do brytfanki, wypełnionej wodą, którą uzupełniałam, by mięso się nie przypalało. Tak też piekłam i inne mięsa np schab czy cielęcinę i zapewniam, że są smaczne, a przez tą kąpiel wodną nie wysuszają się.
No to skąd się biorą te moje zapasy tłuszczu na wątrobie (i nie tylko), przecież nie z niejedzenia. Widać porcje były za duże, pewno też i mało ruchu, a nawet ostatnio i słodycze ograniczyłam, po prostu mi nie smakują.
Całkiem możliwe, że jest to pozostałość po tej operacji bariatrycznej, a może nawet jakiegoś wirusa typu A czy C moja wątroba podczas zabiegu tego czy poprzednich podłapała, o czym nawet nie wiedziałam i rozpoczął się proces niszczenia wątroby.
Miałam wiele symptomów tej choroby, chociażby ten świąd całego ciała, czy wieczne zmęczenie i nadmierna senność, no i te ciągłe bóle brzucha, trochę, przyznam, to zlekceważyłam.
Ale przysięgam ; NA PEWNO ALKOHOLU NIE PIŁAM, więc to nie jest proces poalkoholowy!!!
Tylko dlaczego wszyscy tak podejrzanie jak na alkoholiczkę na mnie patrzą, jakbym gdzieś po cichu smoliła tę wódę, a w dodatku sama tak się czuję i jeszcze do tego tłumaczę z tego, czego nie zrobiłam!!!!
I TO JEST BARDZO NIESPRAWIEDLIWE !!!
Pal licho, stało się, mleko już się rozlało, teraz trzeba przystąpić do czynów.
Przeglądnęłam wszystkie możliwe fora internetowe tyczące chorobom wątroby, sposobom jej leczenia, no a przede wszystkim diety!!!
Znalazłam tez kilka dietetyków, którzy ewentualnie pomogli by ustawić dietę, ale po co, skoro mogę zrobić to sama, na tzw czuja.
Ogólne zasady znam, wiem, czego mi nie wolno jeść, co mam ograniczać, a co jest dozwolone i na podstawie tego sama sobie dietę ustawiam, zobaczy,y tylko z jakim skutkiem, gdy poczuję, że nie dam radę sama uporać się z tym problemem, sięgnę po pomoc doświadczonego dietetyka, chociaż wiem, że i on nic mądrzejszego nie wymyśli.
To ja sama muszę podjąć decyzję o swojej diecie, nikt tego za mnie nie zrobi!!!!
Ogólna zasada to jedzenie 5 razy dziennie w niewielkich porcjach, ale za to urozmaicone.
Teraz jest dobra na to pora, bo nowych jarzynek jest sporo na rynku, chociaż wcale nie przepadam za jarzynkami, no i jednak niektórych, mimo, że to tylko jarzyna, nie mogę jeść.
Najbardziej brak będzie mi tych serków pleśniowych typu VALBON, w których się rozsmakowałam (zresztą mam to chyba po moim Tacie który też takie „śmierdzące” serki uwielbiał), ale trzeba je będzie zastąpić poczciwym białym serkiem, trudno, czasami w życiu trzeba pocierpieć.
Dzisiaj miałam pyszny obiadek (mam nadzieję, że dietetyczny) 2 niewielkie ziemniaczki z koperkiem i do tego gotowaną na parze kulkę z mielonej szynki, a jako jarzynkę pomidorka, oczywiście dodatkiem też był i koperek, jako, że go nawet lubię i wcale mi nie szkodzi, a przynajmniej jakiś smak potrawie nadaje.
Zresztą tych kulek ugotowałam sobie kilka na zapas, tak więc mam zapewniony obiad jeszcze na jakieś 3-4 dni.
No i całkiem ten obiadek mi nie tylko smakował, ale i wystarczył, teraz jeszcze zażyję popołudniową porcję lekarstw i do wieczora mam spokój. A podwieczorek? mam jakiś serek waniliowy, może zrobię go sobie z galaretką bo te też jeść wolno.
No bo cała dieta polega przecież nie niejedzeniu niczego, tylko na mądrym jedzeniu tego, co jest dopuszczalne.
No, skoro to wiem, to po co mi dietetyk? Mój własny smak najlepiej mi podpowie, co jeść mi wolno, co lubię a nie szkodzi…….
W internecie reklamuje się dietetyk pan Topolski. Kiedyś nawet kupiłam od niego taką dietę, ale była ona taka udziwniona, bogata w dania, które wcale mi nie pasowały, wolę zjeść coś prostego, a nie jakieś wymyślane fantasmagorie.
Jak to zawsze Kazik mówi: najlepiej posłuchać swojego brzuszka, bo on najlepiej podpowie, na co ma akurat ochotę.
Jest to prawda, tylko jeszcze do tego trzeba podłączyć trochę umiaru i spora dozę rozumu, a wszystko będzie O.K .
No to dieta wdrożona, leczenie też, teraz czekam na skutki, chociaż na pewno szybko one nie nastąpią.
Potrzebna mi będzie pewnie jakaś wizyta u gastrologa, który ewentualnie będzie kierował moimi krokami.
Nie wiem tylko, czy zgodzę się na biopsję wątroby, bo taka mi grozi, ale tę może właśnie tylko gastrolog zlecić, bo to jedyny sposób, żeby zobaczyć, czy jakiś wirusik nie zamieszkał w mojej wątrobie i ją niszczy.
A z tego co przeczytałam, biopsję można zrobić tylko w warunkach szpitalnych, a nie ambulatoryjnych i niestety jest to zabieg inwazyjny, czyli bolesny.
Póki jednak wpadnę w szpona specjalisty od wątroby muszę sama zacząć leczenie , żeby jej jeszcze bardziej nie pogrążać i dać jej trochę wytchnienia.
Jestem dobrej myśli, a co będzie….zobaczymy.

Na niedzielę życzę wiele powodzeń i wiele fajnych godzin i letniego wytchnienia.