Obowiązek spełniony. czyli walka z komarami

 

Już zagłosowałam, spełniłam swój polityczny obowiązek.

Wstałam wcześnie rano, ubrałam się i poszłam do urny.

Już o 6.45 swój głos oddałam na upatrzonego ( mojego) Kandydata.

Teraz przyjdzie mi tylko cierpliwie poczekać do wieczora, aż  podadzą statystyczne

wyniki, po 23.15 mają podać pierwsze cząstkowe wyniki, ale całej prawdy dowiemy się

dopiero jutro.

Bardzo długie czekanie przedemną, ale…cóż ce la vie.

 

Niedzielny poranek, za ściana jeszcze wszyscy smacznie spią…

Nie cierpię nocy, zawsze ostatnio mam kłopoty przy zasypianiu, a  i potem w nocy

kilkakrotnie się budzę.

Dzisiaj też jakaś wściekła komarzyca pożarła moja dłoń, tak więc pół nocy na drapaniu

spędziłam.

Słyszałam to złowieszcze bzykanie żądnej mojej krwi komarzycy, więc szczelnie się

zasłaniałam kołdrą, po czym znów kołdrę odrzucałam, bo dokuczał wielki skwar.

Wreszcie zmeczona tą nocną  potyczką zasnęłam, ale już zaraz po szóstej otworzyłam

moje śliczne oczęta ( coś trzeba mieć w końcu ślicznego, co nie?) i rozpoczęłam

kolejny dzionek.

Ciekawe, że gdy sen mnie morzy w dzień, nie grzeje mnie ani poduszka ani komar nie

chce atakować.

Noce są  ostatnio dla mnie jak koszmarne pająki……

Ech, S.K.S , trudna rada….