Sushi

 

 

Zostałam wczoraj zaproszona przez Maćka na ucztę s sushi.

Kiedś już próbowałam tego specjału,ale jakoś nie byłam zbytnio nim  wówczas zachwycona.

Wczorajszze shushi robił sąsiad Maćka, pan Adam.

Na specjalnej bambusowej macie kładzie się najpierw warstwę sprasowanych

glonów, na to daje się warstwe specjalnie ugotowanego japońskiego ryż,u na

nie układa się surową  rybę, rtoszkę bardzo ostrego chrzanu wasabi,, można  dodać paluszek

surimi,i cienko pokrojony paseczek ogórka, wszystko to na tej macie się zawija

i powstaje rolka, którą kroi się na grubsze  plasterki.

Na taki plasterek sushi ( po oczywiściu lekim schłodzeniu w lodówce) daje się znów

minimalną warstewkę chrzanu wasbi ( ostry jak cholera, od naszego chrzanu wiele,

wiele ostrzejszy},na to kładzie się plasterek marynowanego imbiru,wszystko moczy się w

miseczce ze sosem sojowym i…smacznego.

To wczorajsze sushi nawet mi dosyć smakowało, zjadłam dobrych kilka kawałów tego

japońskiego przysmaku

Ale potem były też i inne przysmaki jak np, karczek z grlia, czy ptasie mleczko z wiśniami,

zrobione przez panią Olę, żonę Adama i…musicie przyznać sama, nie ruszzyłam,

nie dałam się skusić, czyli jednym słowem byłam dzielna, mmo, że na oba miałam

cholerną ochotę. w

Ale nie po to tyle z cukrem walczę, żebym miała zapzepaścić wszystko w jeden wieczór.

Dlatego zagryzłam jeszcze pysznym pomidorkiem z mozzarelą  i bardzo dobymi

ogóreczkami kiszonymi, czyli tym, co jest bezkarne dla mnie do papusiania.

No dobra, przyznam sie, że wyiłam ze 2 szklaneczki mohito, czyli popisowego drinka Maćka…..

Ale ne poszedł mi, mimo upału na szcczęście do głowy

Wróciłam do Magdy dopiero około 22.

Trochę się błyskało gdzieś w nocy w oddali, ale chyba dosyć daleko, bo nawet pomruki

burzy do nas nie dotarły.

Dzisiaj nieo chłodniejszy dzień,  będzie można odechnąć  od tych upałów.

Miłej niedzieli