wspomnienia z Modlnicy

Tak wyglądało Maciusiowe sushi.
Wróciłam wczoraj do domku i teraz juz mogę zdjęcie wkleić ( bo Maciek mnie spytał, czemu
na blogu nie ma mojego sushi??? – więc już jest).
Wiecie co, chyba polubiłam to danie nawet, muszę kiedyś takie Ważnej Osobie
spreparować, tylko obawiam się, czy nie będzie wybrzydzać?
Jednak poranek na wsi w taki letni dzionek, to co innego niż poranek w nagrzanym mieście.
Teraz pewno wyszłabym sobie na tarasik z garnuszkiem kawusi z mlekiem, a tu
muszę w zaduchu się męczyć.
Ale cóż, nawet najpiękniejsze kiedyś się kończy.
I tak muszę podziękować Magdusi i Jackowi, że tyle ze mną wytrwali………
A tu znów wysokie temperatury na 2-3 dni zapowiadają, oczywiście tylko w tygodniu, bo już
w niedzielę znów ma padać i być chłodnawo.
Jakoś przetrwam…. byle do niedzieli.!