Dzisiaj jestem dziewczyna (?) na 102.
Nie, jeszcze nie w kilogramach, tych mam jeszcze nieco więcej, niestety, ale
w pomiarzach mojej „słodkości”.
I to jest granica normy !! Brawo, utrzymuję się nadal w bezpiecznym dla zdrowia
poziomie !!
Kto nie przeżywał tego, nie wie, że jednak sporo trzeba wyrzeczeń, by taką normę
wypracować i utrzymywać.
Cały czas pracuję z indeksem glikemicznym, czyli sprawdzam, czy to co chcę zjeść ma
niewielki poziom węglowodanów.
I wbrew pozorom i wbrew sugestii niektórych ta metoda się sprawdza.
Poza tym zauważyłam, że bardzo często, szczególnie wieczorem mam pokusę pod
tytułem ” coś bym zjadła”, ale staram się jej nie ulegać, na ogół piję wtedy szklankę
wody mineralnej, a kiedy wydaje mi się, że to już głód mi doskwiera biorę sobie
przekąskę w postaci zimnej, prosto z lodówki papryki, którą chętnie chrupię, śmiejąc
się, ze jem …lody paprykowe.
Generalnie mówiąc już po mału odzwyczajam się od jedzenia późno wieczorem,
na ogół ostatni mój posiłek jest około 19 stej.
Najgorsze chyba u grubasków jest…łakomstwo, je się dlatego, że coś tam dobrego
stoi na stole, jakiś przysmak jest w lodówce czy szafce, a nie wcale dlatego, że jest
się głodnym.
Ja o takim podjadaniu zapomnieć już muszę zapomnieć i basta!!!!!!
Teraz dla mnie wykładnikiem mojej diety jest głównie pomiar cukru, jeżeli jest
nie duży, znaczy się, że jadłam wczoraj poprawnie.
Oczywiście bardzo pilnie przyjmuję zadane mi lekarstwa, szczególnie te na cukrzycę,
nie mogę sobie pozwolić, by znów cukier wybujał mi w górę jak oszalały.
Czyli cały czas muszę się dyscyplinować.
Ale ciekawe, nawet kawa z mlekiem bez cukry wydaje mi się całkiem dobra.
Hm, tyle już zrobiłam, to moze zabrać się jeszcze za następną dyscyplinę, czyli
papieroski?.
Przydałoby by mi się to i zdrowotnie i finansowo.
Podobno nikotyna ma tez swój wpływ na poziom cukru!!!!
Tylko, że wtedy umrę już całkiem zdrowa !!!!
Miłego dnia.