nie ma jak tarasik!!

 

Uff jaki zaduch!!!!!

Nawet wczoraj przez moment pogrzmiało i kilka kropel na rozpalony chodnik

i asfalt spadło, ale już za chwilę wszystko parowało i duchota jeszcze większa się zrobiła

No cóż, nie mogłam wyjść na wiejski  tarasik, żeby nieco się ochłodzić!!

Co prawda mam balkon,ale widok z niego nie szczególny, przed nami

jest ściana domu z sąsiedztwa, na dole kosze na śmiecie, a w bok jest następne

brudne podwórko…..

Ciekawe, gdy byłam dzieckiem to na tym podwórku w sąsiedztwie nawet się bawiłam,

ale jakoś chyba więcej drzew tam było, czy co.

A na pewno był trzepak, na którym świetnie się huśtało i nawet piaskownica była.

Dzisiaj po tym pozostało już tylko wspomnienie….

Tej nocy z powodu upału no i komarowej inwazji znów nienajlepiej spałam, znów obudziłam

się i…oczywiście była trzecia w nocy, jakaś magiczna dla mnie godzina…….

Zapaliłam więc papieroska, trochę podrapałam ręce i nogi i zasnęłam smacznie z powrotem.

A teraz z innej beczki;

DZISIAJ SĄ IMIENINY MOJEJ KOCHANEJ MAGDUSI !!!

Jej więc ofiarowuję tutaj tą śliczną różyczkę z życzeniami, by uśmiech i radość

z tego co robi zawsze uzewnętrzniał się na jej buzi.

 

 

 

koniec włączęgi czyli…

wspomnienia z Modlnicy

 

Tak wyglądało Maciusiowe sushi.

Wróciłam wczoraj do domku i teraz juz mogę zdjęcie wkleić ( bo Maciek mnie spytał, czemu

na blogu nie ma mojego sushi??? – więc już jest).

Wiecie co, chyba polubiłam to danie nawet, muszę kiedyś takie Ważnej Osobie

spreparować, tylko obawiam się, czy nie będzie wybrzydzać?

Jednak poranek na wsi w taki letni dzionek, to co innego niż  poranek w nagrzanym mieście.

Teraz pewno wyszłabym sobie na tarasik z garnuszkiem kawusi z mlekiem, a tu

muszę w zaduchu się męczyć.

Ale cóż, nawet najpiękniejsze kiedyś się kończy.

I tak muszę podziękować Magdusi i Jackowi, że tyle ze mną wytrwali………

A tu  znów wysokie temperatury  na 2-3 dni zapowiadają, oczywiście tylko w tygodniu, bo już

w niedzielę znów ma padać i być chłodnawo.

Jakoś przetrwam…. byle do niedzieli.!

walka z pokusami

I znów z pokusami walczyć musiałam.

 

No, może nie do końca, bo na karczekz grila jednak się skusiłam,

ale urodzinowego tortu Wiki nie jadłam.

Stanowczo powiedziałam : NIE!!!.

Wyobraziłam sobie, jakie to potem miałabym wyrzuty sumienia, gdybym taki nawet

malusieńki , malusienieczki kawałek spróbowała i pokiwałam zdecydowanie główką

na brak zgody.

A propos czy wiecie, że w Bułgarii odwrotnie kiwają głową niż u nas kiwają na zgodę i na brak

zgody ???? :

gdy mówią tak, kiwają na nie, gdy mówią nie kiwają na tak.

Podobno związane jest to z legendą: gdy Bułgaria była jeszcze w niewoli tureckiej,jakiś

żturek złapał piękną dziewczynę bułgarską i przyłozył jej nóż do gardła, pytając

ją, czy mu ulegnie.

Gdyby dziewczyna powiedziała nie, czyli pokiwała głową przecząco miałaby podcięte

gardło, musiała powiedzieć więc kiwajac głową na zgodę nie, co turek zrozumiał jako

jejaprobatę ę i ją wypuścił z objęć, a sprytna dziewczyna wykorzystała sytuację i zwiała,

I taka już tadycja do dzisiaj w Bułgarii pozostała, odwrotna do wszystkich innych krajów.

Dzisiaj chłodno, mży i jest odpoczynek od zaduchu, ale strach pomysleć, że znów podobno

nadciągają podobne do poprzednich upały.

Tylko niech nie trwają dłużej, niż do czasu , gdy ja do pracy chodzić jużz będę.

Nie wyobrażam siebie prosperującą w takim upale.

A ja zaczynam następny dzień urlopu w Modlnicy

Miłego tygodnia

Sushi

 

 

Zostałam wczoraj zaproszona przez Maćka na ucztę s sushi.

Kiedś już próbowałam tego specjału,ale jakoś nie byłam zbytnio nim  wówczas zachwycona.

Wczorajszze shushi robił sąsiad Maćka, pan Adam.

Na specjalnej bambusowej macie kładzie się najpierw warstwę sprasowanych

glonów, na to daje się warstwe specjalnie ugotowanego japońskiego ryż,u na

nie układa się surową  rybę, rtoszkę bardzo ostrego chrzanu wasabi,, można  dodać paluszek

surimi,i cienko pokrojony paseczek ogórka, wszystko to na tej macie się zawija

i powstaje rolka, którą kroi się na grubsze  plasterki.

Na taki plasterek sushi ( po oczywiściu lekim schłodzeniu w lodówce) daje się znów

minimalną warstewkę chrzanu wasbi ( ostry jak cholera, od naszego chrzanu wiele,

wiele ostrzejszy},na to kładzie się plasterek marynowanego imbiru,wszystko moczy się w

miseczce ze sosem sojowym i…smacznego.

To wczorajsze sushi nawet mi dosyć smakowało, zjadłam dobrych kilka kawałów tego

japońskiego przysmaku

Ale potem były też i inne przysmaki jak np, karczek z grlia, czy ptasie mleczko z wiśniami,

zrobione przez panią Olę, żonę Adama i…musicie przyznać sama, nie ruszzyłam,

nie dałam się skusić, czyli jednym słowem byłam dzielna, mmo, że na oba miałam

cholerną ochotę. w

Ale nie po to tyle z cukrem walczę, żebym miała zapzepaścić wszystko w jeden wieczór.

Dlatego zagryzłam jeszcze pysznym pomidorkiem z mozzarelą  i bardzo dobymi

ogóreczkami kiszonymi, czyli tym, co jest bezkarne dla mnie do papusiania.

No dobra, przyznam sie, że wyiłam ze 2 szklaneczki mohito, czyli popisowego drinka Maćka…..

Ale ne poszedł mi, mimo upału na szcczęście do głowy

Wróciłam do Magdy dopiero około 22.

Trochę się błyskało gdzieś w nocy w oddali, ale chyba dosyć daleko, bo nawet pomruki

burzy do nas nie dotarły.

Dzisiaj nieo chłodniejszy dzień,  będzie można odechnąć  od tych upałów.

Miłej niedzieli

nareszcie wyspana

To była całkiem przyzwoita noc.

Co prawda o trzeciej w nocy na papieroska wyszłam na tarasik,ale zaraz wróciłam,

nawet telewizora nie włączyłam, by się nie rozbudzić i dosyć szybko zasnęłam.

Komary chyba nadal gryzą, bo chociaż przykryta  byłam prześcieradłem ( by nie było

mi za gorąco) prawie po głowę, jakaś złośliwa komarzyca jednak mnie dopadła i…

użarła mnie w górną powiekę tak,że mam ją zapuchniętą do połowy.

Trochę mi to przeszkadza w patrzeniu na świat,ale cóż, może nawet lepiej, że jest

ciut przesłonięty?, przynajmniej niektórych niepokojących rzeczy   nie widzę?

Nadal mieszkam sobie u Magdusi, ptarzę  na dom mojej siostry i wspominam, gdy cała

rodzinka na tarasie wspólnie kawkę popijała.

Teraz każdy zagoniony,zapracowny, tyle czasu już dla Ciotki pewnie nie mają????

Ech, gdzie te stare,dobre czasy?

Miłego weekendu

Bezsenność w…….

Czy zna ktoś może lekarstwo na bezsenność?

Godzina 1:36 a ja spać nie mogę….

Nie, nie znaczy to wcale, że nie jestem śpiąca, otóż jestem.

Nawet był moment,że tv mnie przez moment przymulił.

Ale zaraz potem wszystkoi złe namnie schodzi ,a to

się drapie, bo gdzieś nadkąszona przez komara jestem, a to mi niewygodnie, a to

znowu duszno jak nie wiem co.

Próbowałam zasnąć, nie powiem, nawet światło zgasiłam i…za chwilkę już

wstawać musiałam.

Jest nie dowtrymnia w tym przecież wygodnym łóżku.

Dzisiaj popołudniu zdrzemnęłam się po nieprzespanej poprzedniej nocy jakieś 2 godzinki.

Widać poprzestawiał mi się zegar i tylko w dzień potrafię spać??????

A do rana tak jeszcze daleko…….

No i śledzie już wszystkie zjedzone….

Śledź o czwartej dwadzieścia rano

 

Czy lubicie śledzie?

Ja nawet bardzo lubię, zwłaszcza te  marynowane w oleju.

Podobno nie tuczą, chociaż niby tłuste to one są. ale za to węglowodanów mają bardzo

mało.

A jak smakuje śledź prawie o wpół do piątej rano?

Mhm  wyborny jest.

Taki lekko ostry,z cebulką i papryką, lekko zamarynowany.

Odrazu niesmak niedospanej nocy przerywa.

No bo co w nocy robić można, gdy portal onet i s.e przeglądnięte,a na garnku

nikt komentarza mi nie pozostawił?

Papierosy też juz wypalone ( nie śpię w końcu od trzeciej w nocy).

No to nic innegi, jak dobrym śledzikiem się uraczyć.

Mówię wam pycha, żałujcie, że razem ze mną nie możecie go skosztować.

Właśnie za oknem wstaje nowy dzień.

Już prawie jasno,a właściwie to całkiem jasno, więc chyba spać nie ma iść

po co?

Poczekam sobie jeszcze z godzinkę i wypiję smaczną kawusię i powitam nowy,

słoneczny, modlniczański dzionek.

Miłego dnia.

P.S.Dzisiaj 600-chsetna rocznica Bitwy pod Grunwaldem.

A pomyśleć, że rok temu miałam nawet  pomysł, by pojechać na tą rocznicę?

Miałam zaproszenie od intenetowego kumpla Ryśka, który rok w rok w takiej

inscenizacji bierze udział.

Ale by była heca he he, Ciotka Ewa pod Grunwaldem, ubrana w niewieście szaty i pielęgnująca

rannych rycerzy…..

Nawet specjalne, wymoszczone skórami łoże miało na mnie w namiocie czekać.

Koniec świata

 

Lato z komarami

Nie można powiedzieć, w dzień jest uroczo, tarasik, rano rześki powiew wsi..

Następna  koszmarna noc z komarami i zaduchem, czy ja kiedyś przespię

spokojnie całą noc, bez nocnego łazenia?

Chciałam nawet w nocy polowanie na te niedobre, ządne krwi komarzyce urządzać,

nie udało mi się żadnej złowić, nawet zdążyły mnie już ukąsić, zanim wykonałam

ręką ruch, by je pozabijać.

Ech nie ten refleks już….

Nie, nie narzekam, nie mam prawa, bo jest mi w Modlnicy lepiej niż w domu miałabym

teraz.

Ja tylko narzekam na  te wstrętne komary

Na wakacjach….

…czyli nadal w Modlnicy.

Nie mogę powiedzieć, że nie jestem zadowolona.

Bo jestem, nawet bardzo.

Jestem sobie na tzw świeżym powietrzu, taras, słoneczko, może tylko basenu brakuje?

Ale tak na serio jest mi wspanialoe.

Rano urzęduje z Olcią a czasami i Darką i Wiką ,wczoraj nauczyły mnie nowej gry w

karty:Uno.

Jest podobna do makao,ale potrzebne są do tego specjalne karty no i zasady tej gry są nieco

bardziej rozszerzone.

Popołudnie spędzam z Magdą, czasami na tarasie gdy już słonko na to pozwoli.

Za to noce są koszmarne, gorąco  i żreją komary….

Dzisiejszej nocy spałam na raty od 22.30 do 1szej, potem były nocne spacery po tarasie,

oczywiście papierosek, chwile internet no i na końcu oglądałam ostatnio ulubione TVN24,potem

znów się lekko przespałam (az do 4.30) i znów od nowa  taras, papieros, telewizja…

No oczywiście największą atrakcją było…. drapanie miejsc, gdzie komar pozostawil

ślady swego ukąszenia.

Ale po nocy znów następny dzień przychodzi i jest fajnie.

Wczoraj z Magda wyciinałyśmy trawę ( tzn Magda wycinała a ja siedząc na fotelu

i  dyrygowałam).

Potem Magda z dziewczynami grała w siatkówkę, a ja dzielnie  im kibicowałam

Ech szkoda, że wakacje juź się konczą.

Właśnie przyszła Darka i Wika będziemy z nimi i Olka znów w Uno grać

Miłego dzionka