jak w garncu?

A kiedy? Oczywiście, że w marcu.

No bo wczoraj rano śnieg wielkimi płatami zaczął padać, ale…..

Zanim sięgnęłam po mój aparacik, śnieg całkowicie się stopił ( a przez moment nawet

na chodnikach i na trawnickach leżał), potem padał  na odmianę deszcz, na szczęscie

na tym zmiany się skonczyły,

A ja tak sobie pomyślałam, że gdyby tak dzisiaj lub jutro troche deszczy popadał ( piszę że

troszkę, nie za wiele) a potem słonko przyświeciło, pewnie zazieleniło by nam się nieco.

Dzisiaj krótki wpis, bo na poranna zmianę śpieszę, będę pracowała za urlopującą się

Jadzię ( może pogoda nieco jej się poprawi na ten krótki odpoczynek).

Na szczęście jestem już z Magdą umówiona, ona otworzy przychodnię , coby mnie ten wyjec

znów nie stresował.

Potem jestem umówiona z Bardzo Ważną Osobą. idziemy odebrać portfele, czyli

na kolejny  pokaz cudownych   środków medycznych – tym razem nie dam się na nic już

namówić.

Obiecali portfele, portmonetki i krawaty, a co dadzą? ano zobaczymy, oby nie następną

siatkę, bo Bardzo Ważna osoba tego by już nie zdzierżyła.

Acha, ważne zdarzenie wczoraj miało miejsce:  Na Krakowskim Przedmieściu obok obchodów ( z

pochodniami oczywiście) 11 miesięcznicy „męczeńskiej” śmierci Wielkiego Brata Wielkiego Guru,

odbywał się happening z okazji 71 urodzin Chucka  Norissa.

Uważam to za świetny prześmiewczy pomysł.

Skoro jednym wolno robić aferę, drugim też wolno świętować, wszak o taką  demokrację

walczyliśmy.

Tylko zastanawiam się, jakiej to prawdy chce jeszcze  pan J.K., bo my prawde świetnie znamy,

on zresztą też, pewnie dlatego zachowuje się na zasadzie „Łapcie złodzieja”!!!

A do wyborów coraz bliżej, a poparcie Pisu maleje , niestety PO też, coraz mniej ludzi im

wierzy,a wszystkie zwyżki cen temu sprzyjają.

Ale cudów zrobić nie można, gdy kieszeń pusta, prosta i logiczna zasada.

Dobra, kończę moje poranne dewagacje, bo już 7- ma godzina się zbliża, za niedługo wymarsz

do pracy.

Miłego piątku i całego weekendu