
Mój komputer oszalał, Przynajmniej tak mi się wydawało.
Za nic nie chciały się google wczytywać ( no najwyżej były te iGogle), a co za tym idzie nie
miałam dostępu ani do mojego albumu Piicasso, ani do mojej poczty Gmail.
Pewnie, że dawałam sobie radę, zawsze na około jakoś do pewnej strony wejść można, ale
czemu mialabym to robić na około, skoro można prostą, normalną metodą cel osiągnąć??
Jakoś sobotę i niedzielę się przemęczyłam, a w poniedziałek zatelefonowałam do „lekarza”
mojego komputerk, Pana Józia i umówiłam się na wieczorną sesję na odległość.
Jakie to fajne, można dać komuś pozwolenie na grzebanie w Twoim komputerze, mimo, że ten
ktoś jest u siebie.
Wrodzone lenistwo ( no cóż w końcu był weekend) nie pozwoliło mi na sprawdzenie, jak
zachowuje się na tym samym serwerze mój mały laptopik. No i to był błąd.
Sprawdziłam to dopiero wczoraj wieczorem, tuż przed telefonem pana Józia i…… okazało
się, że i na małym laptopie jest podobnie, czyli google też nie funkcjonują.
No i wtedy wpadłam na pomysł, że może to po prostu wina rutera?
Zatelefonowałam do Pana Józia, podzieliłam się z moimi spostrzeżeniami, poprosił bym ruter
zresetowała i……wszystko wróciło do normy.
Proszę, jakie to proste, już nie mówiąc, że jednak jestem genialna, że na podobny
pomysł wpadłam, szkoda, że nie 2 dni wcześniej……
W sumie ruter też ma prawo od czasu do czasu się zawiesić, wszak to elektroniczne
urządzenie i podlega czasami złym wpływom ( Chochlika?)
Bowiem Chochlik ma różne miejsca przemieszkiwania i stamtąd nam czasami na złość robi!.
No a propo’s mojego Chochlika w pracy : ostatnio zachowuje się całkiem poprawnie,
wczoraj pozwolił na wszystkie badanie bez żadnego, nawet najmniejszego zgrzytu.
To fakt, że codziennie grzeczne witam się i zegnam z moim aparatem, od czasu do czasu
go głaszczę po klawtaturze i przemawiam spokojnym głosem – grzeczny chłopczyk, grzeczny
Chochlik- może powiecie, że to objaw zdziecinnienia, nie będę polemizowała, grunt że
działa!!!!!!.
Wczoraj był wspaniały dzień, mimo, że miałam sporo pracy, wszystko leciało mi jak z płatka,
nawet miałam czas wyjść na moment ogrzać swoje stare kości do słonka, które przepięknie
wczoraj świeciło – no, dobrze, przyznaję, że nie tyle szłam słonko podziwiać, co na papieroska
musiałam wyskoczyć. Ale od czasu do czasu przecież można!!!
Dzisiaj też słoneczko świeci ładnie, prawdziwa wiosna, ale jeszcze może się wszystko odmienić,
tzn. śnieg ma zamiar jeszcze o sobie przypomnieć, podobno. Tak przynajmniej złowieszczo
przepowiadają, ale to tylko sprawa przejściowa, w kwietniu temperatura ma osiagnąć nawet
do 20 sopni Celsjusza,A kwiecień jest przecież tuż, tuż.
Już wczoraj przeprosiłam się z moimi półbutami , Boże, jakie one są niemiłosiernie twarde,
że też nikt nie umie robić normalnie miękkich półbutów, pasujących na schorowane nogi.
Niby robią zdrowotne buty, niby są miękie, ale to tylko teoria, niestety.
Nawet pomyślałam sobie, żeby napisać do Cioci Juty i poprosić ją o wygodne obuwie,
kiedyś mi takie przysłała i były bardzo, ale to bardzo wygodne. A jakie mięciutkie… jakbym
po puchu kroczyła!.
Ale może to wstyd, co będe Ciocię jakimiś butami obarczała?? Będę się więc nadal męczyła
i tuptała jak po rozrzazonych węglach w twardych, polskich, „zdrowotnym” obuwiu !
Idę dzisiaj na porankową zmianę, więc już moje przydługie rozważania kończę, życząc
wszystkim miłego wtorku i….wygodnego obuwia!!! 🙂
BO DOBRE OBUWIE JEST PODSTAWĄ DOBREGO SAMOPOCZUCIA!!!!!!