czasami nudna niedziela może być fajna

 

Zapowiadała się całkiem nudnie i wręcz sennie, a tu nagle…dzyń, dzyń dzwonek do drzwi.

A za drzwiami stoi… nie nie Bardo Ważna osoba, ale Magda.

To było naprawdę wspaniałe popołudnie, siedziałyśmy przed komputerem i…

śpiewałymy ( w myśli raczej, bo żadna z nas wspaniałym głosem raczej nie grzeszy):

GDYBYM BYŁ BOGATY …..TRALALA …. TRALALA ….TRALALA.

Pytacie dlaczego?

Bo obydwie odbywałyśmy wirtualne wycieczki do ciepłych krajów i zamieszkiwałyśmy

oczywiście w super exlusywnym hotelu ( najmniej cztery i pół gwiazdki, inne nas nie

intreresowały) z wyżywieniem oczywiście all inclusive, bo jakże tam być i nie popijać

wspaniałych eksluzywnych alkoholowych drinków i n ie zakąszać ich lodami ciastami i bardzo

soczystymi owocami..

Ale najważniejsze oczywiscie były te drinki, w niektórych ośrodkach już podawano je o 9 rano,

w innych (niestety) czekać trzeba było a do 10.30 – okropność.

A potem, leżąc na leżaczku pokrytym obowiązkowo  wspaniałmy hotelowym miękkim żółtym

ręczniczkiem leniwie popijamy zimnego pysznego drinka i oddajemy się błogiemu lenistwu,

od czasu do czasu mocząc swoje ciało w ciepłym, przeźroczystym morzu.

Można jeszcze ewentualnie jakąś przekąskę po śniadaniu przegryźć,, aby o 14 udać się

na uroczystym, wspaniały obiad z owocami, deserami, lodami i Bóg wie z czym jeszcze.

A po obiadku znów leniwe drinkowanie na wygodnym leżaczku aż do kolacji, po której dopiero

zaczynają się letnie szaleństwa w dyskotekach aż prawie do białego rana.

Na takich marzeniach najpierw, a potem na poważniejszych też i rozmowach ( niech nie sądzą

wszyscy, że jesteśmy całkowicie próżne) spotkał nas wieczór i….niestety nie drink, ale

pożegnanie było nieuniknione,wszak na drugi dzień  trzeba już przestać marzyć, a należy

realnie popatrzeć na życie.

No i przyszedł poniedziałek, gorący, właściwie to duszny ( a gdzie mój drink?) i zaraz do

pracy trzeba będzie się zbierać…………….

Dziwicie się pewnie, że nic o polityce nie wspomniałam?

Bo już moje rece całkowicie opadły po niedzielnej wizycie w Częstochowie Prezesa

i Ojca Profesora. Przykro mi tylko, że to święte miejsce w tak brudny sposób do polityki

został wykorzystany.

Wczoraj przeczytałam taki komentarz : Gdyby Był Bóg, poraził by  wszystkich tam

zebranych moherowów piorunem.

Do czasu, przyjdzie pora, że porazi, może nie realnym, ale politycznym. Już mam nadzieję, że

październiku.

A tak między nami, to czemu Kaczyński obraża się, że nazywamy ich moherowcami?

Przecież sam Ojciec Profesor Dyrektor kazał wszystkim uczestnikom tej pielgrzymki

ubrać moherową biało- czerwoną czapeczkę, no to są w końcu MOHERAMI, CZY NIE???

Według mnie są, bo takla czapeczka jednak bardzo uwiera i proces myślowy jest

wtedy bardzo ograniczony 🙂 We wszystko łatwiej wtedy uwierzyć, nawet w to, że Kaczyński

chce zmienić Polskę na demokratyczną HA  HA  HA   HA