Pszczółka Maja, czyli…wiosna coraz bliżej

 

 

Tę pszczółki, którą tu widzicie zowią Mają

wszyscy Maję znają i kochają,

Maja fruwa tu i tam

świat swój pokazując nam….

 

No niestety nie fruwa jeszcze, śpi mocno gdzieś w ulu zaszyta, bo śnieg prószy i prószy, chociaż

meteorolodzy coraz śmielej przepowiadają, że to już ostatnie zimy podrygi.

I bardzo dobrze, bo ferie w Małopolsce już są na półmetku, jeszcze tydzień i znów dzieciaki do

szkół wracają, więc nie ma żadnego powodu, żeby śnieg dalej padał, prawda?

W polityce ostatnio też burze śniegowe i to całkiem groźne widać, nareszcie nasz Sejm

się nieco rozruszał i walczy, bynajmniej nie na śnieżki ale na ostre słowa.

Nawet ostatnio najbardziej flegmatyczny minister Rostkowski  zagrzmiał z mównicy, groźnie

pięścią w ową mównicę uderzając i oskarżając pisowską opozycję o popieranie interesów

obcych krajów. Potem nastąpiła riposta i…awantura gotowa.

Tylko do czego wszystko prowadzi?

Zamiast usiąść i zastanowić się jak co naprawić, posłowie zaczynają dzień obrad od walki.

Ot jakaś uwaga, niezbyt mądre słowa , zarówno po prawej jak i lewej i środkowej stronie

sejmu, działa jak iskra rozpalająca wielkie ognisko i to coraz większe ognisko nienawiści.

Niektórym nawet wydaje się, że gdy kiedyś tam był wielką i znaczącą  osobą w sporcie, dzisiaj

może sobie pozwolić na chamskie, co by  tu nie  mówić, uwagi wobec pewnej pani minister,

skądinąd o  bardzo miłej powierzchowności, wydawałoby się delikatnej postury, a jednak

drzemiącej w niej dość wielkiej stanowczości.

Dokładnie jest to wszystko teatr dla ubogich i nawet tak zdeterminowanej politycznie osobie,

jaką ja jestem, przestaje się to wszystko podobać, Panowie weźcie się wreszcie do roboty,

a nie do pyskówek!!!!

Media zresztą wyraźnie im w tych awanturach pomagają, wyłapują każde nie tak rzucone

słowo i od razu rozdmuchują to jaką aferę, ale co im się dziwić, media żyją aferami, albo…

ludzkimi nieszczęściami. Przebrzmiały już sprawy Sosnowca, teraz na tapecie jest biedny były

żołnierz, który kiedyś walczył na froncie, a teraz niestety ma związane ze swoją służbą kłopoty

psychiczne, znaleziono go z odmrożonymi nogami w jakimś górskim szałasie. Media mielą ten

temat teraz na okrągło, przynajmniej jest czym zająć swoje strony w gazetach, czy audycje

w TV………….

A wielki sopel, który był jeszcze 2 dni temu na mojej zewnętrznej antenie już całkiem

się skurczył, można rzec, że prawie go już nie ma, znaczy to, że nadeszła odwilż.

Od wczoraj w Krakowie mamy już plusowe temperatury, pewnie czas syberyjskich mrozów

już od nas stanowczo odpłynął..

I na koniec ciekawostka: sama nie wiem, jak to się stało, ale ostatnio zaczynam ingerować

w język mongolski, nawet udało mi się wczoraj pewien artykuł w tymże języku wysmażyć, niestety

z samymi błędami, world złośliwie chyba popodkreślał mi wszystkie słowa na czerwono, jak

to dobrze, że można było  szybko, za pomocą jednego kliknięcia przetłumaczyć artykuł na język

polski.

Miłej soboty

 

P.S Na pewno nie będę wstawała o 5 czy 6 rano, aby już o 8 niektórzy niecierpliwi blog mój

przeczytać mogli!!!!