A tymczasem lato wcale nie chce od nas odejść, mimo, że w kalendarzu jesień już króluje.
Dzisiaj w Krakowie piękna. słoneczna pogoda. Oczywiście słonko nie świeci już tak silnie, ale urok lata wciąż pozostaje.
Chyba ostatnio mam jakaś złą passę „cmentarną” – wciąż piszę o znajomych, którzy odchodzą i zawsze ta śmierć mniej lub więcej boleśnie mnie dotyka.
Wczoraj dowiedziałam się o śmierci bardzo miłej lekarki – diabetyczki, pod której opieką też byłam.
Miała zaledwie 50 lat, podstępny guz mózgu zmiótł ją z ziemskiego padołu w przeciągu jednego tygodnia, wcześniej podobno nie miała żadnych objawów tej strasznej choroby .
Bardzo ją lubiłam, była bardzo delikatna, miła i widać było, że oddana pacjentom. Nawet gdy miała jakieś zastrzeżenia co do nieprzestrzegania przez pacjenta pewnego koniecznego w chorobie reżimu, nie grzmiała groźnie, ale w grzeczny i przekonywujący sposób starała się narzucić odpowiedni sposób postępowania.
Była naprawdę lekarzem z powołaniem.
Dlatego z wielkim bólem wspominam Ją tutaj dzisiaj, oddając hołd Jej pamięci.
Tak już jest, coraz częściej będę słyszała o śmierci znanych mi osób. Tylko, że śmierć osoby w pełni żywotnej i w pełni sił, no i w dodatku w wieku 50 lat, niestety jest bardzo przykrą wiadomością.
A przed nami niedziela, cieszmy się jej blaskiem, póki jest nam to dane
