N I E !!!!

 

Nie, nie będę mój drogi Przyjacielu nic pisała o wczorajszym dniu.
Minął, przeszedł, miał być pognębieniem premiera, okazało się inaczej……
Zostawiam każdemu do własnej interpretacji wczorajszą debatę.

A ja zajmę się czymś o wiele przyjemniejszym –  jesienią, codziennością
Wczorajszy poranek zapowiadał się przyjemnie, chociaż wiejący halny nieco niektórym przeszkadzał, na przykład mnie, bo jestem meteoropatką,
Ale wystarczyła druga ( i jeszcze pół) kawa i wszystko do normy powróciło, ciśnienie osiągnęło odpowiedni pułap, znów można było żyć!.
Popołudniem spadł deszcz, czy akurat musiał wtedy, gdy wychodziłam z pracy?
Z powodu tego deszczu zrobiły się ogromne korki na ulicach, co prawda nie bardzo rozumiem, jakie są te korelacje, ale tak było.
Do domu wracałam prawie godzinę, czyli na przykład prawie tyle co jechałabym   np do Myślenic, ale co tam, przynajmniej nic mi na głowę nie padało, bo jechałam jak pańcia, taksóweczką. Nawet zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam wybierając akurat ten środek lokomocji, ale potem stwierdziłam, że nawet bardzo dobrze, bo gdybym jechała autobusem na pewno czas przejazdu już na pewno podobny byłby do drogi Kraków – Zakopane. A taka taksóweczka jedzie niby pasem autobusowym ( co niestety w czasie zatłoczenia nie zawsze zdaje egzamin), ale zawsze ma okazję w boczną jakąś uliczkę wjechać i korek ominąć.
A dzisiaj znów za oknem piękna jesienna pogoda, niebo niebieskie, prawie bez chmurek, ciepło…..
No i weekend, nareszcie weekend, tylko jaki? Ciepły i miły, czy deszczowy  i senny???
Całe szczęście, że mieszkam w Krakowie, bo jutro będzie znów pisowski  pochód  w Warszawie, będą budzić Polaków, fajnie zaoszczędzimy przynajmniej na budzikach. Ale co stolica to stolica, teraz już wiem, czemu Andrzej Sikorowski prosił śpiewając : nie przenoście nam stolicy do Krakowa.
Ja też proszę, zostawcie tą stolicę sobie w Warszawie, niech sobie tam po Krakowskim ( nomen omen) Przedmieściu maszerują, skoro już tak bardzo chcą, nasz kochany Kraków zaś w  słodkim półśnie nadal niech  pozostanie.
A w niedzielę znów kciuki za mojego Kochanego bratanka Łukasza  trzymać będę – będzie brał udział w warszawskim maratonie. Przynajmniej będzie biegł z jakimś sensem, sportowym przesłaniem, a nie będzie się bezmyślnie po ulicach Warszawy kręcić, jak ci poprzedniego dnia.

NO TO CZEKAMY NA TEN WEEKEND