przed jesiennie

 

 

 

Polecam wszystkim stronę w blogu pana Pawła Deresza, którego żona również zginęła w tej strasznej smoleńskiej katastrofie.
I mimo, że był i jest nadal pogrążony w bólu po stracie ukochanej żony, potrafi zachować umiar i zdrowy rozsądek w tej kwestii.

http://pawelderesz.natemat.pl/31911,hieny-cmentarne
Zamieszczam też mój komentarz, który dodałam na Jego blogu, pełna uznania dla Jego postawy.

Mogę tylko w swoim imieniu powiedzieć Panu PRZEPRASZAM ZA NICH
Bo oni w swoim zacietrzewieniu nie zdają sobie sprawę, że czynią krzywdę nie tylko tym zmarłym, których prochy są narażone na profanację, ale przede wszystkim czynią szkodę Rodzinom zmarłych, bezpardonowo rozdrapując już nieco zaleczone rany robiąc przy tym jakieś okropne bezduszne przedstawienie.
PRZEPRASZAM ZA NICH PANA PANIE PAWLE!!!

Wczoraj bardzo ucieszył mnie krótki komentarz Ulki, hurra!! nie zapomniała całkowicie o Ewusi.

Za dwa dni przyjdzie do nas jesień Już przedwczoraj moje wszystkie kosteczki wiedziały, że będzie padać, dlatego dokuczały mi ile wlezie.
Nie ma na to innej rady, jak zażywanie leków przeciwbólowych, na mnie osobiście Nimesil doskonale działa, niestety nie jest to lek do codziennego użytku, albowiem podobno ma bardzo niszczący wpływ na wątrobę. Ale jedna taka saszetka działa na mnie przez około 3-4 dni. A jaka jest pyszna… taka cytrynowa oranżadka!!!!!

Ale nie martwcie się, przed nami jeszcze  ciepło, przyjdą nawet i gorące, 29-cio stopniowe dni ( w przyszłym tygodniu)

No i wcale się nie dziwię, nasz kraj słynie z pięknej złotej jesieni.
Wcześniej nie zauważałam piękna tej pory roku, dopiero gdy stałam się właścicielką ( na szczęście już całkowicie spłaconego ) aparatu fotograficznego zauważyłam, że to też piękna i kolorowa podobnie jak i wiosna pora roku. Pod warunkiem, że nie pada, ale czy wiosna nie bywała nieraz i kapryśna???

A tak w ogóle to kiedy przyjdzie wiosna??????

Życzę przyjemnego czwartku, wszak to dzień tuż, tuż przed weekendem.

P.S. dzisiaj w TVN – 24 usłyszałam, że samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu też podobno nie spodobały się cmentarne harce pani Fotygi i pana Macierewicza.
Dostaną wilczy bilet z Pisu??? Wtedy mogli by założyć  nową partię o nazwie  CMENTARNI !!!!!

poranek zaczyna się o 4.30

 

Dzisiaj znów bardzo wcześnie rozpoczęłam dzionek. Pewnie popołudniu mnie nieco zmorzy sen, na razie działa  wspomagacz energii, czyli poranna kawa.

Nie chcę dzisiaj pisać o polityce, to wszystko co ostatnio dzieje się wokół cmentarzy, gdzie przeprowadzają ekshumacje zwłok ofiar katastrofy smoleńskie,j doprowadza mnie do całkowitego zniesmaczenia, Już dwukrotnie o tym pisałam, więc tylko powiem jeszcze jedno: cała postawa partii Pis jest po prostu chora. I tyle na ten temat.

Wczoraj przyszła do nas wiadomość o śmierci małego Dawidka, wielkiego  fana futbolu. Miał  tylko 14 lat, los bardzo go skrzywdził, chorował na rdzeniowy zanik mięśni. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego życie dogasa, ale nie poddawał się, poprzez komputer komunikował się z innymi fanami i spełniał  tym swoje marzenia. Jego największym marzeniem było spotkanie z hiszpańskim piłkarzem Ikerem Casillasem,  W tym celu wraz ze swoją mamą  pokonał bardzo trudną dla niego wyprawę do Hiszpanii, niestety los pokrzyżował Dawidowe plany i nie spotkał się tam ze swoim idolem. Ale dzięki odbywającym się w Polsce  Euro 2012 i dzięki temu, że hiszpańska drużyna zamieszkała niedaleko niego na Kaszubach, doszło jednak do tego spotkania i szczęście dziecka zostało spełnione.
Niestety choroba bardzo szybko posuwała się naprzód i wczoraj Dawid odszedł na zawsze. Żal zawsze gdy odchodzi ktoś na zawsze od nas, a szczególnie przykro, gdy dotyczy to dziecka. Miał wspaniałą matkę, która opiekowała się nim naprawdę bardzo troskliwie i starała się  umilić mu ten ciężki los.
I chwała jej za to, chociaż też na pewno bardzo przeżywała chorobę swojego syna, potrafiła wskrzesić sobie jeszcze tą siłę, aby dziecku zapewnić radosne,  mimo strasznej choroby dni.

Żegnaj wspaniały młody Kibicu, może tam z góry będziesz mógł lepiej przypatrywać się wszystkim piłkarskim rozgrywkom, a może los pozwoli i Tobie kopać ulubioną swoją piłkę………

I jak tu  można porównać  tą wspaniałą matkę z innymi np z Katarzyną W, czy z ostatnio nagłaśnianą sprawą rodziny zastępczej z Pucka która zabiła dwoje dzieci, straszna historia, normalnemu człowiekowi nie mieszcząca się w głowie. Jak można własnemu czy adoptowanemu dziecku sprawiać takie piekło na ziemi.????

Dzisiaj poranna zmiana, więc pomału już zbieram się do pracy. Podobno pogoda ma dzisiaj wydatnie się pogorszyć, ma padać, co akurat czuję w swoich kościach,
Najgorsze, że ten lewy bark znów zaczyna dokuczać, jeszcze nie na tyle, żeby budził mnie w nocy, ale daje o sobie niestety znać.

No to miłego środkowego dnia tygodnia
Szczególnie pozdrawiam dzisiaj Ulkę, ciekawe, czy jeszcze czyta moje wpisy w blogu??

Hieny cmentarne

 

Dzisiaj w nocy (??) odbyła się ekshumacja zwłok zmarłej na skutek smoleńskiej tragedii Anny Walentynowicz.
Ekshumacja odbywać się miała odbyć o godz 3 w nocy ( właśnie po to ta godzina była wyznaczona, aby ekshumacja przebiegała spokojnie), ale niestety „Komitet  powitalny” złożony z niektórych działaczek Pisu ( w tym Anny Fotygi i Doroty Arciszewskiej Mielewskiej) i z pismaków  z Gazety Codziennej przeszkodził w tych czynnościach.
Nie było ich na liście prokuratorskiej, więc na teren cmentarza nie zostali wpuszczeni, więc  zrobili pikietę przed cmentarzem.
Matko Boska, co za pomysły, rodem z najgorszych horrorów.
Rzekomo obie posłanki przyszły się pomodlić za duszę sp. Anny W., zupełnie jakby nie mogły te modliszki robić tego w swoim domu i to o godziwej godzinie.
Przeraża ta horrory-styczna wizja partii PIS, czy ci, którzy na nich chcą swój głos oddać nie widzą, że jest to po prostu chyba najbardziej nieprzewidywalna w
swoich  przerażająco głupich wizjach partia??
Bo kto normalny o 3 w nocy lata po cmentarzu? Chyba tylko hieny cmentarne czujące świeżą krew ( tu już nie ma krwi, bo minęło ponad 3 lata od jej śmierci).
Jeszcze jestem gotowa uwierzyć, że obecność najbliższej rodziny była tam konieczna, chociaż nie wiem też po co, przecież trumny na cmentarzu i tak  nie otwierali, ale po jaką cholerę przyszły te dwie czarne pisowskie wrony i pozostali uczestnicy tejtragicznej imprezy?????

GŁUPOTA PISU JEST OGROMNA, PRZERAŻAJĄCA I NIEOBLICZALNA!!!!!!!!!!

A i tak na koniec okaże się, że w tym grobie leży rzeczywiście pani Anna i na jej ciele też nie będzie żadnego śladu po wybuchu bomby, czego koniecznie pisowcy się doszukują.
A Kiedy wykopią nielegalnego gościa z Wawelu? Może to nie on tam leży, może to nie jego żona jest obok pochowana ???
Szkoda tylko, że te wszystkie ekshumacje nie są na koszt tych, którzy zamachową teorię tworzą, są opłacane z naszych, podatniczych pieniędzy, a tych coraz mniej.
Zamiast więc populistycznych zapowiedzi Jarosława, co i komu da po dojściu do władzy ( NIE DAJ PANIE BOŻE!!!!!!), niech wreszcie odstąpi od drogich i zupełnie bezsensownych i drogich  czynności pro – smoleńskich ( ekshumacje, budowanie pomników pamięci) i niech udowodni, że nie zależy mu tylko na własnych partykularnych interesach, tylko rzeczywiście zależy mu na Polsce.
Bo jak na razie to tylko mówi, że mu zależy na dobru Polaków, czyny świadczą od czymś innym, a ciemnota na to niestety daje się nadal nabierać.
Że też muszę od poniedziałku denerwować się takimi głupotami, ale trudno, taki mam charakter, że ludzka głupota zawsze doprowadzała moje nerwy do wrzenia.

Wygląda na to, że dzisiaj przed nami kolejny ciepły dzień – lato nie daje się łatwo pokonać, a jesień za drzwiami już stoi i delikatnie puka…..
Miłego tygodnia
Dla przeciwwagi zamieszczam kolorowe i uśmiechnięte zdjęcie dzieło mojej koleżanki Eli ( dziękuję)

 

 

 

Bardzo ciekawe zjawisko

 

 

No właśnie, to jest bardzo interesujące, dlaczego właśnie w sobotę na ogól napada na mnie lenistwo i tym samym niechęć do pisania blogu.
Tym razem to nie nawet senność, która mnie napadła, wstałam ( dzięki telefonowi Magdusi) około 7 z minutami ( a w sobotę teoretycznie mogłabym sobie jeszcze nieco dłużej pospać) i …można wytrzymać, na razie jeszcze oczy mi się nie kleją, ale co będzie popołudniu, nie wiem, bo pogoda nieco senna za oknem.
Jak już  kiedyś pisałam, czuć, że w telewizji ( i tej państwowej i tej prywatnej)  też wakacje się skończyły, bo powracają nie tylko ulubione moje seriale ( ten nowy serial pt. „Lekarze” też już zdążyłam polubić), ale również i ciekawe programy publicystyczne n.p Kropka nad i, czy też śniadanie mistrzów, czy loża prasowa lub kawa na ławie –  na TVN-wskiej stacji.
Loża prasowa wypełniona jest dziennikarzami różnych politycznych poglądów, a pozostałe wymienione tu programy to kanwa politycznych rozgrywek, zarówno prawica jak i lewica, a nawet centro  lewo – prawica ( bo gdzie tu przypiąć np PO, ich poglądy są częściej lewicowe niż prawicowe). Trochę się kłócą, czasami j każdy mówi co innego w tym samym czasie i  ogólny tego wynik, to  tylko wielki chaos. Czyli są to programy. w których politycy mogą dowolnie dać sobie upust swoim lub nadanym im z góry poglądami
Ale zawsze jest możliwość wyłączenia telewizora w momencie, gdy poziom rozbrzmiewającego hałasu jest dla ucha nie miły.
Jednak niektóre ciekawe wypowiedzi pomagają na rozwinięcie swojego politycznego horyzontu, bo jak już pisałam, różne opcje dochodzą tam do głosu i można sobie o nich różne własne opinie kształtować.
Jednakowoż zarówno stacja TVN jak i Gazeta Wyborcza jest przez prawą stronę polityki uznawana i krytykowana jako tuba rządowa. Czy tak jest na pewno? Z tym obiektywizmem bym za bardzo nie przesadzała, bo podobnież można powiedzieć, że pisowską tubą jest Rzeczpospolita, Gazeta Codzienna, a już na pewno Radio Maryja i telewizja TRWAM.
Jedno jest pewne: świetnie można określić poziom dziennikarskich, politycznych ocen przez powiedzenie „punkt widzenia zależy od miejsca zasiedzenia”
A ponieważ polityka jest brudna równocześnie i poziom dziennikarzy i mediów  w  bardzo dużym stopniu od normy odbiega, zarówno na prawicy, jak i na lewicy. czy w tzw centrum.

O pogodzie już pisałam : nie jest źle, ale gdzie to zapowiadane na dzisiaj słoneczko?

Nie mam  na dzisiaj jakichś szczególnych planów, więc ta sobota powinna przebiegać u mnie raczej spokojnie, czego i Wam życzę.

P.S. A swoją drogą pięknie w słoneczku wyglądają nawet jesienne roślinki. Dziękuję Elu za przepiękne zdjęcie.

nekrologi

 

Nekrologi – czyli lista nieobecności.

Dzisiaj akurat przeglądałam internetowy Dziennik Polski i w dziale nekrologi znalazłam wiadomość o śmierci Wiesława G.
Co prawda nosił on bardzo popularne nazwisko, ale  popatrzyłam jeszcze na wiek, zgadza się, miał tyle samo lat co ja.
Czy to ten właśnie Wiesio?
Wiesiek był moją pierwszą wielką miłością, poznałam go będąc wesołą osiemnastką na jakiejś imprezie, przyprowadziła go moja koleżanka, zaraz wpadliśmy sobie w oko i zostaliśmy ( na krótko co prawda ale jednak) parą.
Pamiętam, gdy tańczyliśmy razem w takt piosenki  „Cygańska wróżba” :” cyganka kiedyś tak rzekła mi, napotkasz dziewczynę w życiu swym, w jej oczach swoje wyczytasz sny……. ” – to o tobie, szepnął wtedy, czy mogłam nie być szczęśliwą?
Przyznam, byłam bardzo zakochana w tym chłopaku, był dobry, ciepły i przede wszystkim bardzo mądry. Nasze randki to były jakieś wędrówki, podczas których wiele ciekawych rzeczy się dowiadywałam od niego. Niestety, koleżanka widać zazdrosna wtedy była, że Wiesiek właśnie się mną zainteresował, naopowiadała mu jakiś strasznych bzdur o mnie, a on po prostu jej uwierzył. Mieliśmy spotkać się raz jeszcze, by wyjaśnić to całe nieporozumienie, ale niestety tak jakoś dziwnie się stało, ze spóźniłam się wtedy na to nasze ostatnie spotkanie, nie czekał……
Długo nie mogłam pozbierać się po tym zerwaniu, bardzo, bardzo boleśnie to przeżyłam, zresztą Wiesiek i tak z tą koleżanką nie utrzymywał też dalszej znajomości.
Spotkałam go jakiś czas potem na AGH, gdzie studiował informatykę , ja byłam wtedy na geologiii, wydawało mi się nawinie, że będę bliżej tego, którego wciąż kochałam. Niestety nasze spotkanie skończyło się tylko zdawkowym powitaniem Cześć i każdy poszedł w swoją stronę. Już więcej go nie zobaczyłam…
Niedawno wspominałam sobie lata młodzieńcze i wyobrażałam sobie nawet, jak Wiesiek teraz mógłby wyglądać : no cóż też starszy, pewnie już siwy pan.
I już nigdy go nie zobaczę.

Wiesiu! jeżeli akurat to Twój nekrolog odnalazłam  dzisiaj w Dzienniku, to wiedz, że jest mi bardzo, bardzo przykro………smutno……..

Niestety, już jestem w takim wieku, że coraz więcej moich znajomych z tego świata do Krainy  Wiecznej Szczęśliwości odchodzi.
Jak to się popularnie  mówi :  „biorą  już z mojej półki”.
A kiedyś i na mnie przyjdzie pora………

Wspominkowy i smutny jest ten dzisiejszy mój wpis, tak smutny, jak i za oknem pogoda ma na człowieka  refleksyjny wpływ.
Ale słońce nie może przecież cały czas świecić.

„Dziewczyno widzisz los sprawił tak, że nasze drogi spotkały się
więc proszę uwierz w ten losu znak, los przecież najlepiej wie”

Ale z czasem stajemy na rozstajnych drogach i……….

A może to tylko po prostu mi się śniło??????

Tak mało, a cieszy

 

Na przykład sedes w delfinki.
Tak, tak, w delfinki, po małej katastrofie łazienkowej musiałam wymienić tą część łazienkowego „tronu”, oczywiście skorzystałam z internetowego sklepu i wybrałam właśnie  deskę wolno opadająca i to w dodatku w delfinki.
Od razu tak jakoś egzotycznie w mojej łazience się zrobiło, a pewniej jeszcze ładniej by było, gdybym ściany wymalowała na kolor jasno niebieski i zamieściła na ścianach nieco ciemniejsze niebieskie flizy. No i zrobiła sobie brodzik wg. mojego pomysłu ( przyznam podpatrzonego w Muszynie), gdzie nie trzeba było wchodzić do brodzika, tylko byłaby to lekko spadająca chropowata, podłoga.
Ale cóż, wygrana trójka w Lotka na takie inwestycje nie pomoże, trzeba próbować dalej.

Dwa słowa z polityki: wg ostatniego sondażu  Pis bardzo wydatnie goni PO,  teraz jest tylko dwuprocentowa przewaga PO ( 26/28).
No i bardzo dobrze ( a może i źle), jednak nadal twierdzę, że GŁUPOTA POLAKÓW JEST OGROMNA.
Widać lubią  gów…ko w kolorowy papierek zapakowany lizać.
Oj, obawiam się, że cieniutko będziemy PISczeć, cieniutko  – ta informacja dla mnie radosna nie jest, chociaż wszyscy mądrzy politycy i nie tylko politycy  twierdzą, że mimo, że rząd Tuska nie jest doskonały, ale w obecnej sytuacji politycznej nie ma żadnej sensownej alternatywy, nieliczni twierdzą inaczej, a jeszcze inni wierzą chyba w cuda.
Przecież te wszystkie wielkie obietnice Jarusia w próchno się obrócą, a Polska jeszcze więcej zadłuży.
No chyba że nie będzie tak hojnie rozdawał dóbr materialnych, jak zapowiadał, a wtedy na gniew tych którzy są nim teraz zauroczeni na niego padnie.
Pamiętacie tą piosenkę „Kaczuszko wiesz maki są tak duże, duże, duże, a ty masz krótkie nóżki, jak zwykle u kaczuszki…..”
A Kaczorek krótkie nóżki ma i jego kłamstwa też, szkoda tylko, że tylu Polaków  tych kłamstw nie pamięta, czyżby ogólnopolska skleroza na niektórych padła?

Zresztą ostatnio w Polsce dziwne sprawy się dzieją.Wczoraj zostali uniewinnieni największe bandziory z pruszkowskiej bandy,
Czyli gdzie jest ta przysłowiowa  sprawiedliwość? Czy tylko w bajkach dobro zwycięża, a zło jest rozgromione?
Czy to wina rządu? Raczej uważam, że jest to wina wynikająca z nadmiernej niezależności polskiej prokuratury, która przyznam, że mam wrażenie jest nieźle skorumpowana.
Z taką korupcją walczył między innymi i Jarosław, gdy był premierem, ale skutki jego walki to wsadzenie  rękami Ziobry do więzień tylko samych płotek, zresztą przeważnie rzeczywiście niewinnych, potem państwo musiało im wypłacać dosyć spore odszkodowania.
Zresztą dzisiaj słyszałam, ze ci uniewinnieni wczoraj bandyci też o takie odszkodowania do rządu zamierzają wystąpić.
Czyli wynika z tego jedna konkluzja : bij, zabijaj, kradnij, a potem występuj o grube pieniądze i możesz na całe życie nieźle się ustawić.
Świat chyba przewrócił się już całkiem do góry nogami!!!

 No i jeszcze jedna dobra nowina : Wisła całkowicie nam nie wyschnie!!! Nareszcie pada deszcz.
Oczywiście każdy wolałby, żeby słonko nadal nam świeciło, ale ta susza była wręcz przerażająca, niech więc przez dwa dni sobie popada, a na weekend znów nam słoneczko zaświeci.
No bo popatrzcie chociażby na to zdjęcie dołączone do dzisiejszego wpisu, a wykonane dwa dni temu przez moją koleżankę Elę – czy nie wspanialej świat w słonecznym blasku wygląda? A taki piękny. romantyczny zachód słońca od razu dobrze na ludzką psychikę wpływa.
No to słonecznego przynajmniej w duszy dnia życzę, bo gdy słonka brak na niebie,  nawet jeden uśmiech też może rozpromienić cały świat

chwile wzruszenia

 

Nawet poczta internetowa może być powolna, wysłane  przedwczoraj przeze mnie zdjęcia  jakoś w dziwny sposób we wczorajsze samo południe wreszcie do mnie dotarły.
Ale była radocha!!!!

No bo zobaczcie sam, oto zdjęcie upamiętniające  pierwsze kroki malutkiej Ewusi :

Nie pamiętam tego momentu ( co jest chyba jasne), ale z rodzinnych opowieści wiem, że ten historyczny  fakt nastąpił  w Bukowinie Tatrzańskiej.
Jak widać, byłam bardzo z tego zadowolona , że już na dwóch nogach świat zwiedzać mogę. Na tym zdjęciu mam około jednego roku z małym dokładką, dokładnie nie wiem, ale jak widać  z letniego mojego ubranka, w które jestem tu odziana, były to wakacje, a skoro urodziłam się w kwietniu, musiałam mieć chyba około jednego roku i 3-4 miesięcy. Ach te tłuściutkie, krzywe nóżki !!!!!

No to pora teraz na nieco późniejszy dziecinny, rozkoszny wiek ,  tu mam około około 3 lat

Rozkoszny wprost bobasek, wtedy były  w modzie takie „pączusie w maśle” – niestety tak mi zostało do dzisiaj……
 Ten piesek ze zdjęcia  nie był oczywiście mój, był  tylko wypożyczony do zdjęcia, ale jak widać, już w dzieciństwie pieski  bardzo lubiłam i wcale ich się nie bałam
Zresztą w domu też mieliśmy najpierw Gleidi ( airedale terier  ), a potem jej nieco skundlonego syna Dudka, którego nawet domownicy nieco się bali, bo potrafił pokazywać swoje zęby, groźnie warcząc, tylko ja jedna wkładałam mu swoją małą łapkę do jego groźnego pyska bez żadnej  obawy.
Piesek nawet okiem nie mrugnął, gdy Ewusia wyczyniała z nim różne cuda, nawet na jego grzbiecie jeździła

Na trzecim zdjęciu widać, że nawet groźnych górskich misiów też się nie bałam :

Kły ten miś miał  też całkiem spore, ale mimo to  moja buzia jest uśmiechnięta, ciekawe, czy ten uśmiech nie był przypadkiem trochę udawany???

 

W wersji letniej, czyli nad morzem też byłam słodka:

Tu na zdjęciu jestem z moją kuzynką Krystyną, która jest ode mnie o rok młodsza.
Przepraszam, za „akty” zawarte na tym zdjęciu, ale byłyśmy jeszcze w takim wieku, że nie musiałyśmy chować swoich „wdzięków”  pod opalaczami.
Zresztą było wtedy w modzie, że dzieciaczki nad morzem latały golutkie, jak je Pan Bóg stworzył.
Czyli można powiedzieć, że byłyśmy prekursorkami plaży dla nudystów 🙂
Nie jestem pewna, czy to  zdjęcie robione jest w Jastarni, czy w Międzyzdrojach, bo i tu i tu jeździłam z rodzicami, rodzeństwem i Ciocią Danką ( siostrą mojej Mamusi) i  z Krystyną na wakacje.
Jeżeli to była  jednak Jastarnia, to kojarzy mi się ona ze znaną rodzinną anegdotką: Krystyna, czyli popularnie w rodzinie  zwana Tiną bardzo długo uczyła się wypowiadać literę „R” i jakoś niezbyt jej to szło, co chyba ją złościło, bo widać musiałam jej dokuczać, że mówi „L” zamiast „R” ( no w końcu byłam o ten rok od niej starsza, co, nie?) Pewnego dnia szliśmy z całą rodziną na plażę, najpierw trzeba było przejść koło kostnicy ( brrr, zawsze tego się okrutnie bałam, bo często była ona otwarta i w niej  przechowywano osoby, które się utopiły), a potem trzeba było przejść przez tory kolejowe ( fakt, pociąg tam jeździł tylko raz na kilka godzin, więc przejście było niestrzeżone, co nie było zbyt bezpieczne, zresztą tak chyba jest i obecnie), a potem trzeba było przejść przez niewielki lasek.
I nagle na Tinę nadeszła chwila odwagi, zwróciła się do mamy z wielkim entuzjazmem : Mamo,  IDZIEMY NA PRAŻĘ PRZEZ RAZ
Ale wszyscy się ucieszyli, że wreszcie Tina literę R poprawnie wygłasza, tak jej od tego czasu pozostało,  z tym że już w odpowiednich miejscach zdania  używała  zarówno litery L jak i R.

A skoro tak mnie na wspomnienia zabrało zamieszczę jeszcze zdjęcie mojej Mamusi, oczywiście robione o wiele wcześniej niż  zdjęcia powyższe, czyli w czasie, gdy jeszcze była młodą niezamężną jeszcze dziewczyną:

Była naprawdę śliczną kobietą, ze zdjęcia widać, że bardzo ciepłą, pogodną i rodzinną.
Cóż, los pozwolił jej  przeżyć  tylko 50 lat, potem zmogła ją straszna choroba – rak

Zamieszczę jeszcze zdjęcie małej Ani, mojej siostry, która była ode mnie 7 lat starsza, też była śliczną dziewczynką:

Tu na tym zdjęciu Ania ma chyba około 5 – 6 lat, więc pewnie mnie na świecie jeszcze wtedy nie było…..

No i pora jeszcze na zdjęcie  mojego brata, małego Krzysia, który jako dziecko  Pajtusiem był w rodzinie  zwany.

Oto kilkuletni Krzyś –  Pajtuś. ( był ode mnie starszy o 10 lat, więc też  jeszcze byłam wśród Aniołków, gdy robiono mu to zdjęcie)
Nawet śpiewano wtedy taką rodzinną piosenkę: idzie Pajtuś,  idzie Ania do Marysi na śniadania.
Marysia  jest naszą kuzynką, córką siostry mojego Taty, mieszkała wraz z rodzicami na czwartym piętrze w tej samej kamienicy co my i wiadomo, dzieci chętnie się odwiedzały i razem bawiły, szczególnie, że Marysia jest tylko o rok starsza od mojego brata.
Z rodzinnych opowieści wiem, że ulubioną ich zabawą była zabawa w  dom, który mieścił się pod dużym stołem w jadalni. Duży, zwisający obrus świetnie maskował ich „domowe”  pielesze.

Jak pisałam, moje rodzeństwo było trochę ode mnie starsze, ale zawsze bardzo się kochaliśmy


To brat mi śpiewał przed snem kołysanki, to z siostrą bawiłam się lalkami, chociaż czasami pewnie i się pokłóciłyśmy w tych zabawach.
Ale to przecież normalka, na zdjęciu jednak bardzo wyraźnie tą siostrzano – bratnią miłość widać, mimo,  ja wciąż jeszcze jestem dzieckiem, a moje rodzeństwo już do młodzieży zaliczane było..

Może i trochę przynudzam dzisiaj, ale mój blog Krakowskim Targiem  ma opis normalnie i romantycznie, czyli  takie romantyczne i tkliwe wspomnienia z lat już przeszłych są jak najbardziej na miejscu.

Wzruszyłam się nieco oglądając  te zdjęcia……. wróciły rodzinne wspomnienia…….
Ale za to ile zdjęć dzisiaj zamieściłam…..

 

No a co tam panie  w polityce???
Nie, nie, dzisiaj nie będę tych romantycznych wspomnień kalała brudami polityki.
Pogodą zresztą też nie,  bo jaka ona jest wszyscy widzą spoglądając za okno.
Wiadomości prognostyczne są sprzeczne, najpierw mówili, że jeszcze cały wrzesień i październik będą piękne i słoneczne, dzisiaj słyszałam że idzie wielki chłód, sama już nie wiem w co mam wierzyć.

Koniec wspomnień, koniec romantycznych wzruszeń, pora wrócić do rzeczywistości, praca czeka.

Miłego dnia, to już ( moja ulubiona) środa, połowa tygodnia !!
Do weekendu już coraz bliżej 🙂

 

Niezbyt przyjemny dzień

 

Mimo, że to poniedziałek ( a jaki poniedziałek taki cały tydzień ??? ) nie był to przyjemny dzionek.
Po przyjściu do pracy dowiedziałam się smutnej wiadomości o śmierci mojej koleżanki po fachu, Bożenki.
Bożenkę znałam od dawna ( pracowała jeszcze w Szpitalu Uniwersyteckim z moim bratem, gdzie nie raz wpadałam ), co prawda nie była moją bliską koleżanką, ale wiadomość ta zasmuciła mnie. Ostatnio pracowałyśmy niby w tej samej, naszej rodzinnej firmie, ale na dwóch różnych placówkach, nie tak dawno Bożenka nawet robiła mi mammografię. Jaka była Bożenka?  Była bardzo uśmiechniętą i wesołą kobietą, miała fantastyczne podejście do życia, takie mało konfliktowe, z tego co widziałam wszyscy ją bardzo lubili. Jak dziś pamiętam, gdy siedziałyśmy razem w kuchni w pracowni na Smoleńsk i ona paliła te wstrętne papierosy ( ja wtedy też jej w tym okropnym obrzędzie zresztą towarzyszyła) Miała raka płuc, dowiedzieliśmy się o tym pod koniec listopada ( już nie była na naszym ostatnim  firmowym wigilijnym spotkaniu), niestety choroba przyjęła bardzo agresywną postać (  liczne przerzuty) i wczoraj Bożenka odeszła od nas na zawsze.
Czy te przeklęte papierosy nie przyczyniły się do jej choroby? Na pewno, dlatego ostrzegam tych palących te świństwa ( muszę ograniczyć też tego elektrona!!!).
Bożenka mogła jeszcze żyć, miała zaledwie 54 lata, na pewno była potrzebna swojej córce i swojemu synowi, ale także i nam ze swoim wielkim życiowym optymizmem.
Żegnaj Bożenko, na pewno zasilisz teraz ” niebiańską pracownię rtg” mojego brata, który też zawsze Ciebie bardzo lubił !!!! A może i tam kiedyś  my też znów się spotkamy?????

Po tej smutnej wiadomości naszła na mnie dziwna nostalgia i zaczęłam przeglądać na komputerze Magdy wgrane tam stare zdjęcia naszej rodziny, począwszy od lat czterdziestych aż po dzisiaj. Oczywiście najbardziej interesowały mnie lata pięćdziesiąte, bo fajnie jest zobaczyć siebie jako małą dziewczynkę.
Nawet umyśliłam sobie, że prześlę mailem niektóre wybrane zdjęcia na moją pocztę, ale niestety, nie wiedzieć czemu nie doszło ani jedno zdjęcie, chociaż wysyłałam ich kilka : i małą Ewusię i małą Anię i małego Krzysia. Muszę koniecznie kiedyś powtórzyć tę operację, może wtedy umieszczę na blogu starą historie rodu rodziny W.?
Ale przyznam szczerze, że byłam bardzo zawiedziona, że te wysłane przez zemnie zdjęcia nie dotarły na moją pocztę.

Zwieńczeniem tego niezbyt szczęśliwego dnia była  pewna rozmowa na skype, która też dla mnie nie była  zbyt przyjemna, ale może to ja tak histerycznie ją odczytywałam, wyprowadzona przejściami  i przemyśleniami z wczorajszego dnia? A może mój rozmówca też miał swój gorszy dzień????

Na szczęście poniedziałek już minął, a za oknem wstał piękny i słoneczny dzień z przewidywaną temperaturą na dzisiaj 30 stopni ( przecież wciąż jeszcze mamy lato!!!), dzisiaj już będzie dobrze!!!! Przynajmniej taką mam nadzieję !!!!

No to życzę wszystkim przyjemnego dnia.

a co tam panie w Ameryce???

 

A USA stan gorączkowo – przedwyborczy. Głośno o tym nie tylko w amerykańskich , ale i również ( nie wiedzieć czemu) i w polskich mediach.
To prawda, zawsze zachwycaliśmy się tym, co amerykańskie.Czy to aby nie oznacza naszego kompleksu niższości?????
No ale fakt, ich kampanie kandydatów na prezydenta są niezwykle głośne, kolorowe i bardzo, bardzo medialne. W takiej kampanii bierze udział cała rodzina kandydata, nie tylko małżonki, ale również i dzieci.Wszyscy głośno się cieszą, biją brawo i wprowadzają biorących w wiecu amerykanów w stan prawie że euforii.
Wyobrażacie sobie taką kampanią przed prezydencką w Polsce? Dzieci naszego obecnego prezydenta są raczej za skromni na to, aby w takiej „szopce” brać udział.
Nie oznacza to wcale, że nie popierają swojego Ojca w prezydenckich przebiegach, oni po prostu żyją własnym życiem, ich medialne występy nie potrafią zauroczyć, co ich Ojciec w pełni aprobuje, zostaje mu co najwyżej małżonka, która stara się jak może wspomagać go w tej kampanijnej drodze.
Jak wiadomo, nasz  następny kandydat na prezydenta własnej rodziny nie ma ( prócz kota oczywiście), więc otacza się w czasie kampanii „aniołkami”, które starają się jak mogą złagodzić groźne oblicze swojego Pana i Władcy i ocieplić, osłodzić jego wizerunek, za co w nagrodę są po zakończonej kampanii  kopnięte przez swojego wodza w tyłek , a potem ……odmaszerowują  w zapomnianą dal, w polityczny niebyt, chociaż tyle im obiecywano……
Taka jest niestety polska rzeczywistość, my nawet z tak wielkiej sprawy jak kampania prezydencka nie potrafimy zrobić prawdziwego show.
A może to i dobrze, bo wiele osób denerwuje się tylko, gdy ogląda polityków, którzy obiecują przysłowiowe gruszki na wierzbie, które zaraz po wygranych wyborach gwałtownie do popiołu spadają.

No i proszę, zaczynamy następny weekend. Dzisiaj jesteśmy na parę kroków przed dwudniowym odpoczynkiem.
A kto pamięta jeszcze lata, gdy najpierw wszystkie, a potem przynajmniej jedna sobota w miesiącu  była pracująca?
Całkiem nie tak dawno i  nasza przychodnia w sobotę pracowała, wtedy wypadał mi taki dyżur przynajmniej raz na cztery tygodnie. Na szczęście  i władze naszej przychodni uznały te sobotnie dyżury za bezsensowne, jako, że prócz rejestratorki nikogo więcej w pracy nie było, chociaż pamiętam czasy, gdy również i lekarze w sobotę  u nas urzędowali, ale to już historia.
Pamiętam te wielkie kolejki w sklepach, szczególnie w piątek czy w sobotę rano ( w sobotę sklepy były  otwarte tylko do godz.14-stej), gdy nerwowo  robiło się weekendowe zakupy, czyli łowiło się to co się tylko a półkach akurat pokazało.
A teraz? można iść do byle którego marketu, wziąć wózek i spokojnie przechadzać się wzdłuż bogato wyposażonych w towary półkach, do koloru, do wyboru jest tego towaru na nich..
Jest co prawda kilka takich dni w roku, gdy akurat wypada święto państwowe, czy kościelne, wtedy markety są zamknięte, przy wielkim rozczarowaniu niektórych, uwielbiających wprost odwiedzać te przybytki ludzkiego  dobrobytu.
Wtedy ci bezsilni niedoszli klienci zaciskają ze złości zęby i znajdują sobie szybko  inne zajęcie, aby tylko przeczekać ten czas dla nich niedogodny i w odpowiednim momencie znów na zakupowe tournee  wyruszyć, oni już tak po prostu mają, dzień bez odwiedzin marketów uznają za dzień nieudany.
Ja osobiście wcale nie lubię zakupów, bo łazi człowiek po tym markecie, wszystko mu się podoba, i po ten i po tamten towar sięga, a potem okazuje się, że na końcu fortunę  przy kasie zostawić musi. Ale wielu jest jednak wielbicieli wydawania swojej fortuny, albo przynajmniej oglądania, jak inni tą fortunę wydają. Wystarczy wejść po jakiejkolwiek galerii, tam ludzie jak mrówki przechadzają się tam i z powrotem, to do tego, to do innego butiku zaglądają, gdzieś po drodze przy stoliku przysiadają by coś pysznego przekąsić , albo przynajmniej kawusi się napić.
I tak im się to życie toczy, od zakupów do zakupów.
Teraz nawet wśród młodzieży modne są odwiedziny  w galerii, zamiast na spacer lub wycieczkę krajoznawczą uwielbiają łazić właśnie tam, by tego prawdziwego
i wielkiego świata pooglądać i w tą wielkomiejską  atmosferę się wtopić.

Życzę miłego weekendu po pracowicie spędzonym tygodniu pracy.
Oby tylko pogoda nam dopisała, bo podobno ten weekend będzie………  pogodowo niezbyt ciekawy.
Akurat można będzie na następne zakupy wyruszać!