Ania, Anulka, Aneczka – moja Kochana Siostrzyczka

Każdy 10 czerwca jest dla mnie smutnym, pełnym refleksji dniem.
Tego dnia 2009 roku odeszła ode mnie na zawsze moja Ukochana Siostra Ania.
Pamiętam tę chwilę, gdy ta wiadomość do mnie dotarła.
Byłam wtedy w Przychodni na Żabińcu, za oknem szalała ogromna burza, niebo przeszywały zygzaki piorunów, a groźne grzmoty zwiastowały złą nowinę.
I wtedy zadzwonił ten telefon ze szpitala. w którym leżała moja Ania, z wiadomością, że właśnie przed chwilą moja Ukochana Siostra odeszła na zawsze.
I nawet ta burza nie wydawała się tak przerażająco denerwująca, łzy same po policzkach poleciały, a moje serce zaczęło rozpadać się na malutkie kryształki, a każdy z tych kryształków bardzo boleśnie uciskał okolice mojej klatki piersiowej, coraz mocniej, coraz bardziej przenikliwie, a ból ten wydawał się nie do opanowania.
I chociaż już od dłuższego czasu wiedzieliśmy, że ze zdrowiem Ani jest źle, że niestety ten grom musi nadejść, jednak ciągle od siebie tę wiadomość od siebie odsuwałam, z nadzieją, że to nie prawda, że jeszcze musi być dobrze.
Przecież Ania miała wtedy tylko 65 lat !!! To nie był czas na umieranie !!!! ZDECYDOWANIE NIE !!!!
Prawie tyle było wspólnych tych lat, które przeżywałyśmy w naszym rodzinnym domu na Smoleńsku, bo chociaż Ania na kilka lat przed śmiercią przeniosła się do Modlnicy, ale nadal miałyśmy stały kontakt, bądź to w Przychodni na Żabińcu, bądź w jej domu w Modlnicy, w którym czułam się też jak u siebie, bo wszystkie meble, które przemieściły się wraz z Anią i Jej Rodziną ciągle przypominały mi to nasze mieszkanie na ul Smoleńsk, chociaż teraz wzbogacone było przez wielki taras i wspaniały ogród, który dom otaczał. Nie było za to tego szumu z krakowskich ulic (teraz niestety przez rozwój wioski i dzięki powstałej nowej przejazdowej szosy ten ruch powrócił i jest tak samo dokuczający, jak ongiś na miejskich ulicach).
Po prostu wyglądało to tak jakby ktoś wziął to całe nasze mieszkanie na barki i przeniósł z ulicy Smoleńsk w Krakowie do Modlnicy na ulicę Ulubioną.
Gdy Ania przenosiła się do Modlnicy Jej uliczka była jeszcze mała, prawie nie zamieszkała, prawie polna, dopiero z czasem zaczęły wyrastać tam inne domki, pomału zaczęła tworzyć tam się normalna ulica z asfaltem, a nie z dziurami, po których płynęły rzeki wody podczas każdego deszczu , z czasem nawet i oświetlona lampami, a gdy Wójt Modlnicy zwrócił się do Niej, jako w sumie pierwszej mieszkanki tej ulicy z prośbą, by wymyśliła nazwę dla swojej ulicy, Ania bez namysłu odpowiedziała : to jest moja ulubiona okolica, więc i ulica musi dostać nazwę Ulubiona i tak już pozostało.
Nie mniej jako osoba niemotoryzowana nie mogłam przenieść się wraz z Anią i Jej rodzinką do Modlnicy, byłam wtedy związana z dyżurami w Szpitalu Kolejowym i z koniecznością mojej ciągłej dostępności na telefoniczne wezwania.
A potem już nie pracowałam co prawda w Szpitalu, ale jakoś tak wrosłam w ten „smoleński” klimat, że nie wyobrażałam sobie, że mogłabym na wieś się przenieść, chociaż Ania taką decyzję pozostawiała mi ciągle jako nie rozwiązaną.
Ale jak pisałam, zawsze, do końca z Anią byłyśmy w stałym kontakcie i telefonicznym i osobistym. Uwielbiałam przyjeżdżać tam (zwłaszcza wiosną i latem) i patrzeć, jak moja Siostra jest tam po prostu szczęśliwa. Bo tak często zresztą te słowa mi powtarzała siedząc na tarasie i patrząc w dal zielonego ogrodu.
Niestety nie na długo tego szczęścia Jej zostało, zła choroba niestety Ją pokonała.
Wszystko zaczęło się 2 lata wcześniej, gdy razem byłyśmy w Busku w Sanatorium, Ona już wtedy źle się czuła, ale nie chciała wracać do Krakowa, bo nie chciała mnie pozostawić samą w Busku. A już wtedy bardzo Ją choroba męczyła, powinna była wracać i zacząć leczenie. Niestety potem przyplątało się zapalenie płuc, a po nim i inne choróbska, które Ją tylko pogrążały. Niestety dołączyły się też choroby z przeszłości, które wydawałoby się już wyleczone, a przynajmniej podleczone, znów uderzyły na coraz słabiej broniący się Jej organizm. Ania gasła w oczach, a wraz z nią gasł ten wspaniały świat, który dotąd znałam, świat moich Rodzinnych wspomnień.
Nie było już w nim moich Rodziców, nie było też już mojego Brata Krzysztofa, a teraz jeszcze z tego świata pomału wymeldowywała się Ania.
I w końcu przyszedł ten tragiczny dzień 10 czerwca 2009 roku , gdy mój świat ostatecznie runął.
Nie, nie byłam sama, na szczęście mam blisko siebie Magdę i Maćka, którzy są zawsze bardzo mi pomocni i serdeczni,, mam też dzieci i wnuki Krzysztofa i wnuki Ani, dla których też jestem bliską osobą, ale to już niestety nie to samo.
Świat znany z dzieciństwa, ze Smoleńska już zaginął….. bezpowrotnie…..
Mam tylko nadzieję, że znów wszyscy razem, moi Kochani Rodzice, Ania, Krzysiu i mała Kasia, której nie dane mi niestety poznać, bo zmarła na wiele lat przed moim urodzeniem, spotkamy się na tym drugim, lepszym świecie i znów będziemy razem, szczęśliwi, już na wieki.
Na ścianie w moim pokoju wisi zdjęcie uśmiechniętej Ani, taki obraz na zawsze pozostanie pod moimi powiekami i w mim sercu.
Czasami z Nią sobie rozmawiam, patrzę wtedy na to to zdjęcie,i do niej przemawiam, podobnie jak wtedy w Szpitalu, w czerwcu 2009 roku, na kilka dni przed Jej śmiercią, gdy już się żegnałyśmy. Wtedy właśnie Ania, która niestety już nie mogła mówić, oczami przekazywała mi wiadomość, że to już koniec, że odchodzi, ale nigdy o nas nie zapomni.
I wiem, że tak jest, czuję Jej obecność każdego dnia i czuję Jej opiekę nad nami.
A ja, jako Jej siostra, a właściwie teraz już jako Seniorka naszego rodu, mam obowiązek przekazywania tej dalszej naszej rodzinnej tradycji, naszej wspólnoty i chociaż życie różnymi torami się toczy i chociaż różne zawieruchy przeżywamy, różne mniejsze, czy większe słowne potyczki staczać będziemy, nie możemy zapomnieć, że taki testament rodzinnej miłości przekazał nam mój Tata, mój Brat i potem moja Siostra. Jesteśmy wszyscy jedną wspólną Rodziną i nikt z nas nie ma prawa do zrywania tych łączących nas więzi, nikt nie może zniszczyć tej miłości, która już od kilku pokoleń naszą Rodziną kieruje.
Poprzednie nasze pokolenia też nie były bez skazy, też wielokrotnie dzieliła ich różnica zdań, w różny sposób wyrażana, ale w sumie zawsze potrafili się porozumieć, potrafili docenić to, co była podstawą ich jedności.
Ci którzy już od nas odeszli doskonale o tym już wiedzą, my musimy przyjmować to jako pewnik, jako misję, którą tu na ziemi mamy do wykonania, aby kiedyś, przy spotkaniu z naszymi przodkami, z czystym sumieniem im powiedzieć: Wasze przesłanie zostało wypełnione, a teraz przekazujemy go młodszemu pokoleniu.
A mnie, jako nestorce najdłużej w tej obecnej Rodzinie żyjącej, przypada pilnowanie tego rodzinnego ładu i łagodzenia jakichś ewentualnych niesnasek, co z wielkim bólem serca przyznając, niestety nie zawsze mi się udaje.
Ale wciąż wierzę w moją Rodziną i wierzę, że kiedyś ten sukces osiągnę, jeszcze trochę czasu przede mną……
Przecież w tej mojej misji pomagają mi z niebiosów moja Mama, mój Tata, Ania, Kasia i Krzysiu.
Myślę o Tobie Aneczko i nie tylko w takim smutnym dniu , jak ten dzisiejszy, nie tylko w święta, które dla Ciebie zawsze miały specjalny wymiar, myślę każdego dnia i mimo, że od tamtej daty minęło już 12 długich lat, w moim sercu zawsze pozostaje taki sam ból jak wtedy a często i łzy napływają do moich oczów.
Bądź tam gdzie jesteś szczęśliwa, ale nigdy o nas nie zapominaj !!!!!!

Dzisiaj zapowiada się śliczny, słoneczny dzień.
Wczoraj nas troszkę burza postraszyła, niby kilka grzmotów, troszkę deszczu, parę błyskawic, ale jakoś szybko ta niby burza przeszła nad Krakowem, czy dzisiaj będzie podobnie?

Życzę jednak przyjemnego czwartku

środowa piosneczka dla Uleczki

Lato, morze, róża czeka
więc Uleczku już nie zwlekaj
swoje walizki spakuj szybciutko
i na dworzec pędź prościutko,
ściskając w ręku kamień zielony
wskakuj do pociągu pędzącego w nadmorskie strony
bo tam na Ciebie czeka przygoda,
słoneczko, plaża i morska woda
i towarzystwo wręcz doborowe
do wspólnej zabawy też już gotowe,
bo wreszcie przyszło upragnione lato
powiedz Uleczku, co Ty nas to ?????

Myślę, że Ci się spodobała Uleczko moja piosneczka, walizki pewno też masz już spakowane i…..
Dobrej, słonecznej pogody, miłej morskiej bryzy, wspaniałych spacerów wieczorową porą po plaży i uśmiechu i beztroski od rana do wieczora i od wieczora do następnego rana Ci życzę.

Jak już pisałam wczorajszy dzień przeszedł mi pod znakiem badań, ale wcale nie upoważniło mnie do późniejszego spędzania spokojnego popołudnia w w domowych pieleszach, bo chociaż słonko od czasu do czasu bawiło się ze mną w chowanego, jednak ponad dwie godziny spędziłam sobie w moim ulubionym Parku, szkoda na to było mi czasu, wszak już i tak sporo tego czasu zmitrężyłam przy komputerze i przy telewizorze.
Zresztą prawie wszystkie, no może z wyjątkiem Klanu, który wciąż jeszcze jest w przedwakacyjnej projekcji już się pokończyły i tak naprawdę nie bardzo co jest oglądać, bo do wyboru mam albo sport, albo….powtórki.
Co prawda kiedyś Mistrzostwa w piłce nożnej jakoś mnie interesowały, teraz jakoś straciłam do nich „melodię” i zadowalam się tylko czytaniem wyników, co mi w zupełności wystarcza, przynajmniej ograniczam sobie w ten sposób powodów do niepotrzebnych mi stresów.
Wczoraj po raz pierwszy w tym roku kupiłam sobie truskawki i kilka ich zjadłam i chociaż były dosyć spore i w miarę słodkie, jakoś nie do końca byłam nimi zachwycona, jakoś ostatnio truskawki mnie nie pociągają. Zdecydowanie wolę jabłka, które tak fajnie chrupią pod zębami, chociaż tez trzeba powiedzieć, że i one są już nieco mniej smaczne niż jeszcze onegdaj.
No nic, trzeba będzie poczekać na tegoroczne już jabłka, zwłaszcza na papierówki, które mają jedyny i niepowtarzalny smak.
O polityce nie chce mi się pisać, bo właściwie nie wiele się w niej zmieniło, Terlecki idzie w zaparte, chociaż część Prawicowców, zwłaszcza tych od Gowina, wyraźnie odcina się od słów Marszałka i są zdecydowani zagłosować o odwołanie Terleckiego z funkcji Marszałka, a nawet kto wie, czy nie zagłosują o pozbawienie go poselskiego immunitetu, bo jakby nie było, haniebne słowa Marszałka Terleckiego szerokim echem po całym świecie się rozniosły, wzbudzając powszechne oburzenie. A ponieważ Wielki Wódz Kaczyński jeszcze nie wypowiedział się w tej sprawie, jego sługusy z partii Pis przezornie nie zabierają zdecydowanego zdania, coby na wszelki wypadek Wodzowi nie podpaść.
A przecież takie słowa w ogóle nie powinny były paść, pokazują tylko, że naszemu rządowi nawet w obliczu słusznej obrony praw demokratycznych ludzi brutalnie prześladowanych przez białoruski reżim bliższe są prywatne polityczne rozgrywki na swojskim, polskim poletku. Nawet taki moment, który wydawał się być sprawą priorytetową dla polskiej dyplomacji, wykorzystują do brutalnego atakowania opozycji, pozbawiając ich praw do nazwy opozycji demokratycznej i w dodatku w te swojskie brudy wciągają jeszcze ludzi, którzy zwracają się o pomoc w zwalczaniu przemocy i bestialstwa, jakie obecnie w Białorusi panuje.
Niestety spadliśmy już na samo polityczne dno, ale niestety wciąż od tego dna nie potrafimy się odbić, tylko spadamy wciąż jeszcze niżej.
A wydawałoby się to niemożliwe….. jednak z Pisem niestety wszystko jest możliwe.
Pewnie znów zostanę przez V.I.P.A skrytykowana, że znów o tej polityce wspominam ( „Ty nie umiesz o niczym innym pisać tylko ta polityka i polityka”), ale dzisiaj była tylko taka mała wzmianka, w sumie dotycząca nas wszystkich, bo boli mnie, że nasze miejsce w świecie coraz bardziej się dewaluuje.
A to jest niestety sprawa dotycząca każdego z nas, obojętnie po której stronie polityki stajemy.
Jeszcze parę takich ekscesów i nikt nie poda Polakowi ręki.

A za oknem wstała piękna i słoneczna środa.
Ciągle nam tego słonka za mało, a przecież już lato czeka na nas za progiem……..
Życzę milutkiej środy


a wczoraj – a dzisiaj

ponieważ 3 czerwca, czyli w dniu urodzin Zeldki nie byłam zdrowotnie w najlepszej formie, Jej urodzinki w bardzo ścisłym gronie obchodziłyśmy wczoraj w Parku Krakowskim. Była Solenizantka, Jej Rodzice i ja, czyli Ciocia – Prababcia.
Była taka piękna pogoda, słoneczko nam pięknie świeciło, a ptaszki śpiewały Zeldce urodzinowe pieśni.
Najważniejszy punkt programu było oczywiście rozpakowywanie paczki, z czym Zeldka doskonale sobie poradziła, a Jej oczom ukazało się piękne wydanie Baśni Braci Grimm, w pięknej twardej oprawie, okraszonej pięknymi ilustracjami Carla Offterdingera, Alexandra Zicka i Paula Friedricha Mayerheima, pochodzacymi z przełomu XIX i XX wieku.
Do prezentu w pięknej kopercie dołączona była dedykacja, pięknie komputerowo wydrukowana :

Tak Zelduniu Kochana! Niech życie płynie Ci jak prawdziwa bajka, ale nie ta o Czerwonym Kapturku, który ze złym wilkiem spotkać się w lesie musiał, nawet nie ta o Kopciuszku, ślicznej dziewczynce o imieniu Rózia, którą ciężki los mocno i boleśnie musiał doświadczyć musiał, zanim spotkała swojego Księcia z Bajki, ale niech będzie przepełnione radościami, wspaniałymi Przyjaciółmi i przede wszystkim Rodziną, której jesteś przecież szczególną Pieszczoszką, takim Naszym Kochanym Słoneczkiem.
No, prezent został rozpakowany, lody zjedzone, więc następnym etapem urodzin była wizyta na Placu Zabaw, gdzie można było zrobić pyszne ciastko z piasku i z wody, gdzie można było pospinać się, a potem rurą zjechać wprost w objęcia mamy.
Tak sobie siedziałam na ławeczce i patrzyłam na te szczęśliwe, pełne werwy dzieciaczki i tak sobie pomyślałam, że za naszych czasów nie było takich Placów Zabaw, owszem, niedaleko bloków, na mini placykach poustawiane były huśtawki, ale dla dzieci z moich czasów najlepszą i najczęstszą ogólnie dostępn zabawą było huśtanie się na trzepakach.
Inne czasy, inne zabawy……..
Taki Plac Zabaw to fajna sprawa, to też Zeldunia niechętnie go opuszczała, ale pomału robił się już wieczór i trzeba było powrócić do domku.
A dzisiaj musiałam wcześniej wstać, już o 6 rano byłam na nogach, bo przed godziną ósmą byłam umówiona z Ksawrem, który do towarzystwa pojechał ze mną do Szpitala im. Dietla, gdzie miałam wykonaną gastroskopię.
Cóż, samo badanie na pewno do przyjemności nie należy, ale jakoś da się wytrzymać.
Najgorszy był ten moment oczekiwania na pana doktora, który gdzieś tam w swoim gabinecie robił opis poprzedniego badania. Co prawda nie dostałam żadnego znieczulenia. ale za mną stała bardzo miła pani pielęgniarka, która cały czas gładziła mnie po głowie, co działało na mnie niezwykle uspokajająco.
Na szczęście żadnych podejrzanych zmian w moim żołądku typu wrzód, czy nowotwór nie zauważono, natomiast jedna nieprawidłowość to niewielkie żylaki przełyku, które będę musiała nadal diagnozować, już jestem umówiona na przyszły tydzień z Łukaszem na wykonanie USG jamy brzusznej. Komu jak komu, ale Łukaszowi nie tylko że wierzę w jego diagnozę, ale również wiem, że ma on szczęśliwą rękę i żadnych nieprawidłowości w moim brzuszku nie wynajdzie.
Zresztą wczoraj w takiej prześmiewczej grze internetowej Nemetis przeczytałam, że umrę w wieku 105 lat, a przyczyną śmierci będzie….przejedzenie, po prostu przyczyna śmierci: przejadła się i zmarła.
No, coś w tym prawdy musi jednak trochę być, bo rzeczywiście jeść to ja raczej lubię, chociaż ostatnio wiele potraw musiałam z przyczyn zdrowotnych ograniczyć , ale jakby nie było, mam jeszcze przed sobą jeszcze te 34 lata.
Dla mnie to może i dobrze, bo mimo kilku nieprawidłowości, jednak na tym świecie mi się nawet podoba, tylko nie wiem jak moja Kochana Rodzinka te 34 lata jeszcze ze mną wytrzyma?????
Ale to już nie moje zmartwienie!

Dzisiaj znów słonko nam świeci, chociaż czasami i za chmurkami się chowa,ot taka zabawa w ciuciubabkę, ale może na chwilkę chociaż do Parku wyskoczę?
Miłego wtorku życzę

powodzenia na nowy tydzień

takie kwiatki rosną w moim Parku

Nowy tydzień, nowe wyzwania, nowe nadzieje….
Co prawda wciąż mielimy te same fakty, np. czy Terlecki powinien być odwołany ze stanowiska Marszałka Sejmu i w ogóle pozbawiony legitymacji poselskiej (niech nadal się kisi w tej partii PIS).
Według mnie tak. bo Sejm nie jest politycznym poletkiem pana Terleckiego czy nawet całej partii PIS, tam wyrażane są poglądy wszystkich posłów, więc przedstawicieli wszystkich głosujących Polaków i prywatne animozje nie tylko nie powinny, ale nie mogą brać góry zad meteorytyką istnienia Polski, a stosunki międzypaństwowe z innymi krajami są integralną częścią sensu istnienia naszego kraju.
Z tym, jak znam życie, znów Terleckiemu „się upiecze’, albowiem ta ich liczebna przewaga w sejmie zwłaszcza własnie zezwala na pisowską butę i arogancję, wiedzą, że i tak nie poniosą żadnych konsekwencji.
Terlecki w ohydny sposób chciał wykorzystać sam fakt brutalnych incydentów białoruskiego reżimu do politycznych rozgrywek w naszym kraju, po prostu w całkiem chamski sposób wykorzystał atak na naszą opozycję, nie zważając na to, że w tę jego grę została brutalnie wciągnięta znana białoruska opozycjonistka, która w Polsce właśnie widzi pomoc w rozwiązaniu problemów jej kraju.
Takie osoby jak Terlecki, którzy nie potrafią opanować swoich negatywnych emocji stanowczo powinni być odsunięci od sprawowania jakichkolwiek ważnych funkcji w państwie.
I tak jesteśmy na „muszce” całej Europy, która nie może pojąć, co stało się z tym krajem, który jeszcze niedawno był wzorcem dla innych w walce o demokrację
Niestety nie możemy pochwalić się siłą naszej dyplomacji, raczej robimy wszystko, żeby nasz kraj postrzegali jako kraj autorytarny, coraz bardzie zbliżający się do standardów Białorusi i Rosji.
Drugi ważny problem to ewentualny powrót Donalda Tuska do polityki, co ma tyle zwolenników, co i zdecydowanych przeciwników.
Niestety wiele osób nie może zapomnieć Tuskowi jego opuszczenia PO i „ucieczki| do Unii, gdzie piastował jedno z najwyższych stanowisk. Nie nazywałabym tego faktu jego ucieczką, po prostu miał okazję na dalsza karierę i każdy z tych, którzy go teraz krytykują, mając taką okazję ( chyba zazdrosną mu, że jednak ich nie mają) też by skorzystał z takiej zmiany. Tylko do tego trzeba mieć predyspozycje i umiejętności.
Inni krytykują Tuska za rządy letniej wody w kranie, jakby zapomnieli, że to własnie jego rząd przeprowadził nasz kraj prawie suchą nogą przez czas gospodarczego kryzysu.
No, sami rozstrzygnijcie, czy nie lepsza była ta chłodna woda w kranie i spokój, niż nerwy i awantury z wszystkimi po kolei krajami Europy , a przede wszystkim ta szalejąca inflacja, która wkrótce doprowadzi do upadku nie tylko przedsiębiorców ale z czasem i każdego przeciętnego Polaka, którego nie będzie stać na dotychczasowe zakupy. O babciach i dziadkach – emerytach nawet nie wspomnę, bo nie tylko nie starczy im na przysłowiowy chleb, ale przede wszystkim na lekarstwa i zaczną z powodu braku możliwości leczenia gromadnie wymierać, jak dinozaury.

A ja duchowo przygotowuję się do jutrzejszego dnia, jutro o 8.30 będę miała wykonaną gastroskopię i może nie tyle boję się samego badania, bo już wielokrotnie takie badanie miałam, co prawda do miłych nie należy, ale da się przeżyć, jednak bardziej obawiam się wyniku tego badania, a na ten niestety będę musiała 3 tygodnie czekać.
Tak więc przede mną 3 tygodnie niepewności i…

będzie dobrze!!!

Póki co jestem dzisiaj umówiona z Zeldą, Dianą, i Ksawrem na spacer i na lody.
Wszak muszę wreszcie wręczyć Zelduni prezent urodzinowe, bo do tej pory jakoś nie miałam okazji

Jak to mówiła Barbara Niechcic : życie składa się z nocy i z dni, ale czasami zdarzają się niedziele.
I dla mnie dzisiaj będzie taka niedziela w ten rozpoczynający tydzień poniedziałek

Fajnego tygodnia

a dzisiaj nie było czasu na pisanie blogu

Zbyt piękna pogoda była, żeby w domu siedzieć.
Więc wybrałam się do Parku.
Z ławeczki wysłałam SMS-d do VIPA : „Siedzę teraz w Parku, jak chcesz, możesz do mnie dołączyć.”
No i oczywiście jak zwykle się nie zawiodłam.
Siedzieliśmy w Parku do godziny prawie 19-stej, napawając się ciepłem słoneczka, przepiękną, żywą zielenią wspaniale rozkwitłych drzew. a ptaszki nam tak pięknie dzisiaj koncertowały, że aż czułam się, jakbym była w Filharmonii na jakimś specjalnym Ptasim Koncercie.
To była naprawdę wspaniała niedziela !!!!!

BUTA

„Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie” – napisał na Twitterze Ryszard Terlecki. Słowa te spotkały się z falą negatywnych komentarzy na które szef klubu PiS zdecydował się odpowiedzieć. „Co innego spotykać się z kim tylko ma ochotę, a co innego brać udział w werbunku antyrządowych kadr” — stwierdził.

Już sam ten cytat świadczy o tym, czym jest nasza rządząca partia – kupą bufonów i głupków, nieudaczników, a przy tym wspaniałych hochsztaplerów i to na bardzo wielką skalę.
I my wszyscy musimy z tym żyć??
Niestety, tak jak kiedy s powiedziała pani Senyszyn : nie jest najgorsze to, że w to gó.w…no wleźliśmy obiema nogami, najgorsze jest to, że się w nim pomału zagospodarowujemy.
W każdym normalnym, demokratycznym kraju taki pan jak Terlecki nie tylko przestał by piastować funkcję Marszałka Sejmu, ale po prostu z wielkim hukiem wyleciałby z rządu.
Nawet sama pani Ciechanouska nie mogła zrozumieć intencji wypowiedzi tego pisowskiego matoła.
Niby Polska miałaby być dla Białorusi wzorcem przestrzegania zasad demokracji, a tu tak bardzo obraźliwe słowa świadcząca o tym, że opozycja w oczach rządzących jest po prostu niczym, nawet można powiedzieć, że wrogiem. padają z marszałkowskich ust, niby w intencji ratowania demokracji w Polsce? Owszem, opozycja w |Polsce była, jest i będzie, czy to się Terleckiemu podoba, czy nie i trudno, żeby opozycja popierała antydemokratyczne zakusy rządzącej „elyty”, nagminnie łamiącej nie tylko podstawowe konstytucyjne prawa, ale swoim zachowaniem zbliża się właśnie do białoruskich standardów.

Wczoraj jeszcze niektórzy starali się tę całkiem nie tyle niefortunną, co wręcz arogancką wypowiedź Terleckiego tłumaczyć włamem na jego konto, niestety, kilka godzin później tenże Terlecki dwoma rękoma podpisał się pod swoimi antydemokratycznymi dywagacjami.
Widocznie jest zdania, że władza Pisu jest wszechstronna i będzie trwać wieki.
I oby się pomylił.

Dzisiaj mamy sobotę, niby zapowiadali, że będzie ona OK, słoneczna i ciemna, tym czasem znów nam pogoda psikusy czyni. Nawet na dzisiaj nie tylko deszcze, co i burze zapowiadają.
Ale chyba tez powinniśmy się do tego, podobnie jak do władzy Pisu przyzwyczaić.
Jednak milej soboty życzę

pamiętna data 4 czerwca 1981 roku

4 czerwca 1989 r. przeprowadzono pierwszą turę wyborów do Sejmu i Senatu. Tego dnia – jak pisał prof. Antoni Dudek – „miliony Polaków zadały przy pomocy kartki wyborczej śmiertelny cios komunistycznej dyktaturze”.
Pamiętam ten dzień tryumfu, gdy Solidarność zadała Komunizmowi śmiertelny cios, gdy zwyciężyła normalność, demokracja.
Czy dzisiaj uda nam się ten krok powtórzyć?
Czy uda nam się zadać śmiertelny cios KACZYZMOWI, który jest od komunizmu jeszcze gorszy, bo jest nie tylko jego namiastką, ale niestety pomieszaną jeszcze z nazizmem, czyli najgorszymi wzorcami, które wydawałoby się historia pozostawiła poza sobą.
A jednak nie, ta HYDRA odrosła i coraz bardziej swoje pazury pokazuje.
Propaganda Pisu jest oi wiele silniejsza od komunistycznej propagandy, pomieszanej z propagandą Goebbelsa.
Niestety Polacy, to w większości naród niedouczony, po prostu głupi, nie próbujący nawet rozeznać grozę sytuacji i w dodatku łasy na kilka złotych, którymi można go kupić, a co najlepsze ten pisi grosz pochodzi z pieniędzy podatników, to nimi przekupują nas wszystkich, kręcąc przy tym niesamowite lody, wzbogacając swój majątek, który w arogancki sposób ukrywają przed innymi, nazywając ich bezczelnie bogaczami, z których haracz należy ściągać.
Teraz Wielki Wódz, wyraźnie mało dowartościowany zażyczył sobie, aby film o jego walce z komuną nakręcić i oczywiście znaleźli się chętni, którzy za jakieś wątpliwe korzyści taki film nakręcą.
Ciekawe, czy pokażą w nim łóżko z pierzyną, pod którą do południa smacznie pamiętnego 13 grudnia spał sobie Jareczek. Tak bardzo był zajęty tą walką z komuną, że smacznie przespał najważniejszy jej punkt programu i nawet nie wiedział, co koło niego się dzieje, można powiedzieć, że rzeczywiście był to PRAWDZIWY B O C H A T E R (specjalnie przez ch napisany) tamtych lat.
Pamiętnego czerwca 1989 roku mieliśmy Solidarność, związek, którego priorytetem była walka z wrogim demokracji – z komunizmem, mieliśmy ludzi mądrych, światłych, potrafiących uświadomić lud o co należy i warto walczyć.
Dzisiaj Solidarność powstała ze ścieków ludzi podległych Kaczyńskiemu, samych lizusów, karierowiczów, którzy chowają się pod sztandarem, który kiedyś miał wartość, dzisiaj jest tylko nic nie znaczącą szmatą ze szmatławymi pseudo solidarnościowymi działaczami – niestety taka jest prawda.
I smutne jest to, że nie ma teraz takich wielkich umysłów jak prof Bronisław Geremek, czy Tadeusz Mazowiecki i wielu jeszcze innych, którzy potrafili przekonać Polaków do zmiany poglądów na rzeczywistość i tworzenie nowych demokratycznych zasad, szkoda, że nie ma takiego wielkiego przywódcy, jakim wtedy był Lech Wałęsa, może człowiek prosty, człowiek wywodzący się z tej grupy, do której przemawiał, ale był bardzo oddany sprawie, a przede wszystkim mający niebywałą pozytywną charyzmę, którą używał podczas swoich przemówień. A robotniczy lud wprost go uwielbiał i stawał pod jego dyktando do walki.

Dzisiaj mamy 4 czerwca 2021 roku, czyli dzisiaj mija 32 lata od pamiętnego dnia tryumfu i co……niestety jesteśmy nie tylko 32, ale co najmniej 50 lat do tyłu. Kaczyzm świetnie hula, oszukuje i co gorsze ogłupia polskie społeczeństwo , a w tym wszystkim smutne jest to, że nie posiadamy żadnego mądrego człowieka, który potrafiłby skupić wokół siebie ludzi zainteresowanych w walce z tym marazmem, który nas ogarnął.
Co prawda Rafał Trzaskowski próbuje w jakiś sposób powtórzyć swój wyborczy sukces, gdy zebrał w Polsce znaczną ilość punktów poparcia, niestety nie wystarczających do zwycięstwa w wyborze na fotel prezydenta, niestety przegrał z pisią propaganda a może i różnymi machlojkami, które towarzyszyły tym wyborom.
Ale jednostka sama nie wiele może zrobić, potrzebuje poparcia innych, którzy jak na razie, mimo wspaniale głoszonych słów, zajęci są własnymi interesami.
Czarno niestety to widzę.
Co prawda ostatnio Donald Tusk odgrażał się, że również przystąpi do tej nierównej walki, ale to wciąż jeszcze jest za mało, by odnieść całkowity sukces, żeby ogłosić klęskę Kaczyzmu.
Na zwycięstwo w walce z komunizmem potrzebowaliśmy 50 lat, ile teraz czasu trzeba będzie strawić na odnowę naszej Polski, na oczyszczenie jej z pisich złogów wrogich Ojczyźnie?
Kiedy przyjdzie podobny dzień jak ten 4 czerwca roku 1989, gdy ogłosimy nasz polski tryumf demokracji????
Gdy ogłosimy, że Kacza dyktatura runęła?????????

W ten piękny słoneczny piątek 4 czerwca 2021 roku życzę wszystkim Polakom wierzącym w dobro demokracji, w dobro naszej przynależności do wielkiej Europejskiej Rodziny aby jak najszybciej obudzili się ze złego snu, który nas teraz otoczył, niech jak najprędzej minie ta noc zła kaczej dyktatury i wreszcie znów zaczniemy czuć się spokojnie i bezpiecznie w prawdziwie wolnej, demokratycznej Polsce.

Trzy lata minęły jak prawie jeden rok

Dzisiaj moja Kochana Zelda kończy już trzy lata.
Dopiero była małym, niemym, ale już kochanym „tobołeczkiem” w zielonym kocyku, a dzisiaj z Niej wyrosła śliczna i bardzo rezolutna dziewczynka.
Wszystkiego najlepszego mój Skarbie, niech Twoje życie będzie jak piękna, nigdy nie kończąca się bajka, ze szczęśliwym zakończeniem, z pełnymi miłości i radości godzinami, dniami, latami…..
Spełniaj wszystkie swoje marzenia, bo chociaż na razie są jeszcze one bardzo malutkie i nie całkiem ukształtowane, ale w przyszłości niechaj doprowadzą Cię do osiągania prawdziwych szczytów samych wspaniałych sukcesów i tryumfów.
Kocham Cię bardzo, bardzo mocno i cieszę się, że jesteś tak blisko mnie.

Popatrz Uleczko

w jakim pięknym towarzystwie ślicznego, kolorowego ptaszka i motylka- cytrynki dzisiejsze rróże dla Ciebie wyrosły.

WIOSNA!!!!! NARESZCIE CIEPŁO !!!!!

Przynajmniej za oknem ciepło, bo w moim mieszkaniu ciągle jest chłodno.

A może to jakaś choroba, że tak ciągle na to zimno narzekam? Skąd ciągle mam te lodowate palce , od zimna zdrętwiałe i czemu ciągle zimne ciarki mi po plecach przechodzą???
Już zwątpiłam, że kiedykolwiek będzie mi ciepło, ale co tam, nie ma co narzekać, zawsze te 3 swetry na siebie można nałożyć, ale w domu w rękawiczkach chodzić?- to jednak chyba troszkę przesada.
Dzisiaj za oknem znów słonko świeci, może wiec uda mi się troszkę do słonka buzię wystawić?

Cieszmy się tym dzisiejszym dniem przedświątecznym, bo kto wie, co nam pojutrze przyniesie?
Właśnie Morawiecki nowe gruszki na wierzbie obiecuje.
A głupi lud słucha i kiwa głowami,. jedni z dezaprobatą, inni wciąż wierzą, że im deszcz milionów z nieba spadnie.
A to będzie tylko błoto ( nie chcę się denerwować i napisać gorszego słowa na gó..)

Miłej środy

A dzisiaj jest taki piękny dzień……

W każdym z nas drzemie coś z dziecka.
I bardzo dobrze, bo inaczej nasza dusza umarła by z tęsknoty, z beznadziejności z tych ciągłych zamartwień się o naszą codzienność.
Tak kolokwialnie można powiedzieć, że DZISIAJ KAŻDY Z NAS JEST DZIECKIEM.
I nie ważne jest czy masz 3-4 lata, czy tych lat masz 70 z przecinkiem, każdy, kto umie marzyć, umie cieszyć się z tych najmniejszych nawet rzeczy, każdy z nas dzisiaj ma swoje ŚWIĘTO.
Tak mało nas ostatnio raduje, ogólnie mówiąc za nami ciężki czas depresyjnego załamania, związanego nie tylko z epidemią, z ciągłą obawa o życie i zdrowie siebie samych i naszych najbliższych, ale też związane z pewnym okresem degrengolady, która w związku z polityczną sytuacją zarówno w naszym kraju, jak i na świecie nas dopadła.
Na dokładkę pogoda jeszcze z nami w ciuciubabkę gra i mimo, że czasami słonko świeci, ale i potrafi chłodniejszy wiaterek życie nam uprzykrzyć od czasu do czasu.
Rzućmy to wszystko dzisiaj w kąt, cieszmy się dzisiaj tak jak tylko to dzieci potrafią, najmniejszą radością, uśmiechem najbliższych i wspólnym świętowaniem, a kłopoty pozostawmy…. na jutro.

Miłego wtorku, miłego Dnia Święta Dziecka