
NO WŁASNIE, JAKĄ TO MY MAMY PORĘ ROKU?????
Bo wczoraj to właściwie były wszystkie cztery, z czego najmniej było zdecydowanie lata : deszcz i wiatr jak w jesieni, po chwili słońce wiosenne, czasami przygrzewalo jak letnie, a w Zakopanem podobno nawet śnieg padał .
Możnaby powiedzieć, że teraz rok dzielimy na dwa okresy : na śnieżny i nieśniezny ( chociaż jak powyzej pisałam w tym drugim niespodzianki też w postaci mokrego i zomnego białego, latającego puszku bywają).
A ja jestem juz okropnie zmęczona tymi potyczkami na plemionach, a atakują mnie na kilku na raz kontach ( no ja czasem też gdzieś uderzam), co z dodatkowo zimną wojną w całkiem realnym świecie tworzy całkiem nerwowo- wybuchową mieszankę.
No tak, perspektywy przedemną raczej marne, bo dzieciaki dopiero co na wakacje wyjechały zostawiwszy mi ten świat walk pod opieką, na szczęście odpadły mi dwa światy, które Wika i Daria "sprzedaly" swojemu ojcu pod opiekę.Ale zeby mi nie było całkiem smutno obie mnie obdarowały pozostałymi czterema.
I jak tu nie zwariować?
Pewnie i sny będę miała koszmarne, juz nawet zastanawiałam się, czy nie rzucić to wszystko w cholerę (…. miła kobito, a na co ci to…) ,ale rodzina to rzecz święta, obietnica też, więc…..nie mam wyjścia ( mawet awaryjnego)
No, wszystkie wioski już "obleciane" – matko zajęło mi to aż trzy kwadranse, blog napisany, kawa wypita, więc pędzę do pracy.
Acha, miłego dnia, ciekawe co on przyniesie????