To był okropnie długi, gorący i pracowity dzień.
Do domu wróciłam dopiero tuż przed 22-stą ( a wyszłam 0 7.30 rano).
Ale jakoś przetrwałam, wypijajac hektolitry wody mineralnej i siedząc przy stale pracującym wiatraczku, bo takowy w pracy posiadam, ba, nawet dostałam całkiem nowiutki.
Wszystko przez pamptopy, nie wytrzymały gorąca i się pozawieszały, wszystko musiałam wpisywać " na piechotę" – mam nadzieję, że wiele błędow nie zrobiłam????? 
