ulubiona pora

        

 

Moja ulubiona pora?? Właśnie nadeszła: piątek wieczór, pod warunkiem, że następny dzień też mam wolny.

A właśnie ten weekend teŻ należy do mnie.

I co tu robić z takim nadmiarem szczęscia???

CIESZYĆ SIĘ !!!!

 

p.s. nareszcie nadeszła pora dżdżu, a ja jak ta kania……….

a po imieninach…….

                                        

                                           72 D D  M  W  D  B – Z

  

No cóż, nie zaprzeczę,nieco sobie pofolgowałam  wczoraj, a wszystko przez te imieniny Ani.

Najpierw Solenizantka u rybek ( a prezent przezemie zakupiony,oczywiście od wszystkich – wisiorek bardzo jej się podobał) i  jej słodkości ( pieczone przez nieodzowną Babunię), pycha i pierwszy grzech – łakomstwo.

Potem już było gorzej.Imieninowe party u mojej siostry ( też Anny) i łakomstwo totalne, pysznosci z grila,ale na szczęście nie na wszystkie starczyło miejsca, zapełniły go wspaniale grzankli z grilla z masłem czosnkowym), trochę innych łakomstewek też zresztą po drodze było i oczywiście Sangria z owocami…

Ta Sangria + upał i zmęczenie całodniowe+ niewyspanie poprzedniej nocy spowodowało, że już po 21 opuściłam miłe towarzystwo i posżłam sobie …spać.

Oj, a gdzie te czasy, że kondycja starczała mi na biesiadowanie  do białego rana??

Dzisiaj obudzilo mnie niesamowite pragnienie ( czyżby kac???) i pól kartonu soczku wypiłam, zamiast porannej kawy.

Ale poranna kawa też była potem, nawet dwie, więc norma przedpołudniowa  jest wyczerpana.

Na szczęście dzisiaj piątek i przedemną dwa dni weekendowe.

Ale będę sobie odpoczywała…….