widocznie się starzeję

i żadnych zmian nie lubię.

Dlatego dzisiaj wróciłam do swojego starego sposobu wpisywania blogu.

Żadnych renowacji, żadnych rewelacji.

Kolejny dzień w domu.

Obudził mnie tuż przed siódma ciemny i ponury ranek.

Za oknem deszcz i nijakość.

Załamałam się, czy to juz jesień nadeszła?

Na szczęście słonko namyśliło się i jeszcze nieco rozpromieniło.

Więc i ja jestem promienna.

Nie mam specjalnych powodów co prawda ku temu,ale co mi tam.

Do wiosny jeszcze daleko co prawda,ale..

właśnie juz mi skóra się jeży, gdy pomyślę o Bożym Narodzeniu.

To będa niestety bardzo smutne święta.

Jeszcze smutniejsze, niż poprzednie.

Odlądałam wczoraj zdjęcia z tych ostatnich.

Akurat apatrat mi sie zepsuł i wszystkie te zdjecia są czarno – szare.

Czarno -szare tak jak i były smutne tamte święta

Radość Bożego Narodzenia niestety już nigdy nie powróci….