smutny dzień

Nie mam czasu ani ochoty dzisiaj na wpis.

Więc tylko kwiatka dzisiaj sobie wkleiłam.

Muszę tylko wspomnieć o smutnej wiadomości :dzisiaj zmarł wielki aktor Krzysztof Kolberger.

Wspaniały Artysta,  bardzo utalentowany,o niepowtarzalnym doniosłym głosie.

Udrodził się w tym samym roku, co ja.

Niestety, zmogła go potworna, nowotworowa choroba.

Jeszcze jedno dla mnie ostrzeżenie?

6 STYCZNIA ŚWIĘTO TRZECH KRÓLI

 

Dzisiaj Trzej Królowie : Kacper Melchior i Baltazar przybywają do Betlejem,

by złożyć nowonarodzonemu Dzieciątku pokłon i dać im swoje dary:

mirrę, kadzidło i złoto.

Zawierzyli przepowiedniom Proroka i na wielbłądach przebyli długą podróż,

aby potem złożyć hołd i dary temu, który przyszedł nas zbawić.

Dzisiaj

na specjalne życzenie Magdy

 

 

Rodzinny tort kokosowy rodziny W.

 

12 jajek, 12 łyżek cukru, cytryna, 4 łyżki mąki, 30 dkg wiórek kokosowych, budyń

waniliowy,albo śmietankowy, 1/2 l mleka,  3 kostki dobrego masła,kawa rozpuszczalna,

cukier puder ,spirytus

 

Upiec kolejno 3 blaty kokosowe na złoty kolor

każdy blat kokosowy to : ubić 4 białka na bardzo sztywną pianę ( piana musi „stać” w

przewróconej misce), potem kolejno wrzucać po 1 łyżce cukru i nadal ubijać, aż do

momentu, gdy cukier juz nie będzie „zgrzytał” w pianie – w praktyce piana podwaja swoją

objętość. Do tak bardzo już ubitej z cukrem piany dodajemy kilka kropel cytryny, a

następnie dodajemy łyżkę mąki i 10 dk wiórek kokosowych , bardzo dokładnie  i bardzo

delikatnie mieszając, by piana nie „siadła”. Masę wylewamy do nasmarowane masłem

blachy i dajemy do nagrzanego już pieca do temp około 100-120 stopni na około

20-30 minut „susząc” go do koloru lekkiego złota,( patyczek musi byc suchy).

W trakcie pieczenia pierwszego blatu przygotowujemy pomału drugi, a po jego upieczeniu

trzeci blat i czekamy aż blaty wystygną, następnie każdy blat ponczujemy.

Poncz robię tak: zaparzam bardzo silną herbatę, dodaję cukier, spirytus  do smaku

i czekam, aż wystygnie, dopiero zimnym ponczem nasycam dokładnie małą łyżeczką każdy

blat osobno. i zaczynam składać tort. Pierwszy blat , jako baza tortu musi być bardzo

solidny na niego układamy łyżką  masę, rozsmarowujemy dokładniemas, dajemy następny

blat i znów łyżką dajemy masę, najwięcej masy kładziemy na wierzchi i na boki

tortu ( na  bokach można  zrobić widelcem „drapany”  wzorek.

Całość obsypujemy kokosem.

Masa : Budyń robimywg przepisu, studzimy.

Masło bardzo dokładnie rozcieramy, do dobrze już ukręconego masła kolejno dodajemy

4 żółtka ( kolejni po jednym ) i po łyżce wystudzonego budyniu oraz po łyzce

cukru  pudru. Masa musi być bardzo puszysta, na koniec kropelkami do smaku dodajemy

spirytus – ostrożnie, by masa się nie zważyła i 4-5 łyżek  suchej kawy rozpuszczalnej,

Jeżeli masa jest nieco gorzkawa, można dodać 2-3 łyżki rozpuszczalnej czekolady,

tak zrobioną masę kładziemy na tort, jask powyżej opisywałam.

Mam jeszcze drugi ” alternatywny” przepis na masę:

zamiast budyniu można dodać  słodkie mleko skondensowane w puszce , wcześniej

gotowane przez około godzinę ( całą puszkę wsadzamy do gorącej wody i gotujemy

na niewielkim ogniu) – wtedy wystudzony już karmel, który powstaje z ugotowanego tak

mleka  mieszamy  z masłem i z żółtkami oczywiscie z mniejszą ilością cukru i dalej jak wyżej.

Tort po zrobieniu powinien iść na całą noc do lodówki, aby dobrze stężał.

Na drugi dzień naprawdę jest wspaniały.

Przepis zgodnie z umową z Magdą zapisałam, teraz się pytam kiedy Magda wywiąże sie z

danej mi obietnicy i zaprosi mnie na ten tort , przypominam :jak napiszesz przepis ja ten tort

upiekę i Ciebie na niego zaproszę.

No to cierpliwie czekam.

Bo uważam, że nie jest to wcale trudny przepis, szczególnie gdy się do niego podejdzie

dokładnie i prezycyjnie.

A za oknem wstał prześliczny dzień, pełen słonka i radośći, widać, ze taki przedświąteczny.

I dobrze, że słonko nam świeci, bo od razu energii życiowej dodaje.

Taki lekki przedsmak wiosny ( ale jestem marzycialką co?), więc i kwiatek ładny dołączam.

No to co, pozostaje mi tylko miłej środy pożyczyć i…zabieramy się za pracę.Cześć

 

 

 

 

Zaćmienie słońca czyli dzień Faraona

A to za załugą zaćmienia słońca, które własnie następuje.

Przypominam sobie film Faraon, gdzie biedni, ciemni ludzie okłamywani przez ówczesny kler

wierzyli, że to jest koniec świata.

Teraz na szczęście kler końcem świata nas nie karmi, ale pewne podobieństwo można

zauważyć, zwłaszcza dotyczy to pewnego  odłamu skupionego wokół miasta Kopernika.

Ale nie wszystkich jest stać na zakup berecika z wełny z antenką, obowiązkoweo atrybutu

tej „elity”, więc reszta niezrzeszonych jest zwolniona ze specyficznego sposobu myślenia

i wyznawania ich poglądów.

Chciałam dzisiaj nawet zrobić zdjęcie z tego zaćmienia słonka, niestety nie udało mi się,

mgła i dymy snujące się nad Krakowem utrudniały mi to  zadanie, więc dla odmiany

wpięłam zdjęcie psa jako symbol wspomnień ciąg dalszy, czyli piosenki

mojego Taty, o którym Basia wczoraj wspominała:

 

Wpdał pies do kuchni i porwał mięsa ćwierć, a jakiś kucharz głupi zarąbał go na śmierć,

a drugi kucharz mądry, co litość w serce miał, wystawił mu  nagrobek i taki napis dał:

Wpadł pies do kuchni…….

Wogóle mój tata lubiał śpiewać swoim wnukom różne skoczne piosenki, a dzieciaki, jak to

dzieciaki, zawsze się wtedy  radowały., na przykład taką skoczną przeróbkę:

Lajkoniku laj laj poprzez cały kraj kraj, jak się pała rozłupie, to dostaniesz po d…e.

No i tu zawsze był nieodzowny chichot.

Jeszcze jedna rzecz, którą wspaniale pamiętam z lat dziecinnych , a potem i młodzieńczych:

Tata miał wspaniałą szafę biblioteczną, w której jedne drzwi zawsze zakmnięte były na klucz –

tam był skarbiec Taty, ale gdy  brał klucze do ręki i szedł te drzwi otwierać

zawsze leciałam w tą stronę, potem pamiętam leciały zawsze i dzieci mojej siostry i mojego

brata, bo tata  chował tam dla dzieci czekoladę, albo inne łakocie, którymi chętnie

małe łakomczuchy częstował. Te półki tej części bibilioteczki były wypełnione różnymi

dokumentami, a także męskimi perfumami, do dzisiaj pamiętam ten specyficzny zapach,

który z tej biblioteczki się wydobywał. nie pamiętam dokładnie nazwy tych perfum, bodajze

Starka albo i podobnie , ale zapach ich był bardzo silny i bardzo przyjemny, dzisiaj już

takich perfum nie widziałam – może ktoś pamiętam, był w takiej niewielkiej buteleczce

oplecionej słomką.

Okrutnie mnie ostatnio na wspomnienia zbiera, ale to jest taki  całkiem przyjemny powrót

do tych beztroskich czasów…

Pamiętam, że gdy skonczyłam 18 lat powiedziałam do mojego Taty : jestem pełnoletnia

i teraz sama mogę o sobie decydować, a mój mądry Tata odpowiedział wtedy:

oj ziecko, dziecko, jeszcze nieraz będziesz tęskniła do czasów, gdy nie musiałaś

o czymś  sama zadecydować…..

Oj prawdziwe i mądre to były słowa, niestety te czasy już nie powrócą………

Miłego wtorku życzę

 

 

 

Hej ho hej ho do pracy by się szło

Koniec lenistwa, dzisiaj juz normalny dzień pracy.

Trzeba to do świadomości wprowadzić  i dzielnie przyjąć na siebie wyzwanie.

Wszak za 3 dni znów święto mamy : Święto Trzech Króli.

Dawniej był to normalny dzień pracy, zeszłego roku ( ha ,ha jak to śmiesznie brzmi, że

rok 2010 już jest przeszły) posłowie przegłosowali dzień 6 stycznia dniem wolnym

od pracy.

Teraz żaden leniuch nie może się wyłgać od obowiązkowej mszy św w tym dniu  swoją

pracą

Nie ma zmiłuj sie – chcesz świętować –  idź do kościoła!!!

Basia wspomniała  w komentarzach jeszcze  o wierszu i japońcach.

Ten wiersz doskonale pamiętam, bo nauczyła go mnie moja Mamusia;

 

Byli żyli tri japońcy Jach, Jachcy-Drach, Jachcy- Drachcy-Drachy-Droń

Były żyły tri japonki : Cipci, Cipci – Dripci , Cipci-Dripci- Lampampoń

Ożenił się Jach na Cipci,  Jachcy – Drach na Cipci-Dripci

Jachcy-Drachcy- Drachcy- Droń  na Cipci- Dripci- Lampampoń

U Jach i Cipici – Szach ,  u Jachcy- Drach i Cipci- Dripci- Szach Mach.

u Jachcy-Drachcy- Drachcy- Droń  i Cipci- Dripcy- Lampampoń – Szachmach-Szachmoń.

 

A cała sztuka polega na tym, żeby ten wiersz powiedzieć jednym tchem, bez wydechu- to

jest sztuka, ale można to wykonać !!!!!

Ot takie znów wspomnienia z okazji Nowego Roku mnie naszły, ale miło wiedzieć, że

i następne pokolenia znać je będą.

Teraz raz jeszcze widzę, jak bardzo mój Brat podobny był do mojego Taty, podobnie

rodzinne sentymenty przekazywali swoim Dzieciom. Bo i okazało się, że Monika też

świetnie te wiersze pamięta…….

To jest bardzo ważne, świadczy to właśnie o ciągłości naszej rodziny, kolejno

odchodzimy, ale te sentymenty właśnie nadal w rodzinie pozostają i są następnemu

pokoleniu przekazywane, to jest tak, jakby przodkowie wciąż w nas żyli.

Ale, ale, jednak wczoraj dopiero świętowałam porządnie Nowy Rok.

Przyszła do mnie Bardzo Ważna Osoba z szampanem, pomarańczami i pierniczkami,

i mogłam sobie nareszcie porządnie Nowy Rok uczcić ( o północy w Sylwestra piłam…..

wodę mineralną – całkiem oryginalnie, prawda??)

A dzisiaj jestem niewyspana, uparłam się, że będę oglądała drugą część Koncertu

Noworocznego z Wiednia ( pierwszą część tranmitowała dwójka w Nowy Rok).

Trzeba przyznać, że jestem nieco zawiedziona, tym razem program był tak dobrany

przez Dyrygenta, że grali same raczej mniej znane utwory, dopiero pod koniec

oczywiście był prezentowany  obowiązkowy walc „Nad pięknym, modrym Dunajem”

z obowiązkowym oczywiście pokazem tańców w wykonaniu Baletu Wielkiej Opery

Wiedeńskiej  i tradycyjny marsz Radetzkiego, w którym publiczność bierze udział klaskaniem

w dłoni podczas specjalnie dla nich wydzielonych sekwencji utworu.

Zawsze staram się słuchać tego koncertu, bo jest to niewątpliwie wielka uroczystość

artystyczna, no cóż, dzisiaj niestety odkupiłam to wielkim niewyspaniem.

A do pracy iść trzeba, pacjenci zarejestrowani, więc kawusie ze dwie

sobie wypiję i będzie O.K.

Pozdrawiam wszystkich pracusiów, którzy dzisiaj też podzielają mój los, a także

tych większych i mniejszych leniuszków, którzy do pracy iść nie muszą, ale na pewno

i tak na dzień dzisiejszy jakąś robotę dla siebie wynajdą.

P O W O D Z E N I A  W  D N I U   D Z I S I E J S Z Y M

I nie tylko dzisiejszym 🙂

 

 

Dziękuję Basiu

dziękuję, że ten wiersz przypomniałaś.Muszę go jeszcze raz tutaj w całości zamieścić, bo może

nie wszyscy do komentarzy zaglądają?

W garnku dziura mój ty Józiu,
to ją zalep moja Zuziu.
Czym zalepić mój ty Józiu,
słomą zalep moja Zuziu.
Słoma długa mój ty Józiu,
to ją ukruć moja Zuziu.
Czym ukrócić mój ty Józiu,
nożem ukróć moja Zuziu.
Nóż jest tępy mój ty Józiu,
to go naostrz moja Zuziu.
Czym naostrzyć mój ty Józiu,
ostrzałką naostrz moja Zuziu.
Ostrzałka sucha mój ty Józiu,
to ją namocz moja Zuziu.
Czym namoczyć mój ty Józiu,

wodą namocz moja Zuziu.

Czym ją nabrać mój ty Józiu
Garnkiem nabierz moja Zuziu

W garnku dziura mój ty Józiu…..

Widać, że mój Brat bardziej pilnie naszej Babci słuchał……..

Ba i jeszcze przekazał go dalej, swoim dzieciom.

I znów wróciły do mnie wspomnienia sprzed lat  i łza w oku moim się zakręciła. Ech!!!

Garnek kaput

Mój ukochany Garnek kaput. Gdzie ja teraz swoje zdjęcia będę umieszczała?

No, jest szansa,że jeszcze go naprawią, ale od czasy ten serwer właśnie naprawiają

od tedy jest…coraz gorzej.

Odrazu przypomina mi się opowiadanie mojej Babci ” W garnku dziura mój Ty Jóżiu, to ją

napraw moja Zuziu”, nie umiem całej tej przypowieści niestety przytoczyć, w każdym bądź

razie okazało się, że trzeba do zalepienia garnka gliny ( moja Zuziu), a to nie było wcale takie

łatwe do zdobycia, w końcu  do ostatniego już etapu potrzebna była woda, więc

znów były słowa: czym ja nabrać mój Ty Józiu, nabierz garnkiem moja Zuziu i…. wtedy

następował finał : „w garnku dziura mój ty Józiu”

Czyli takie w koło Macieju… w Garnku też występuje takie samo zawirowanie: ciągle

wyskakuje napis  502 Bad Gateway  i…….

Za karę wstawię w garnuszku kaktusa, niech się mnie troszkę przestraszą.

Chociaż sami przyznać musicie, że ten kaktus jet akurat  bardzo urodny, prawda??

Dzisiaj pierwsza niedziela tego roku.

Nie zapowiada się co prawda super słoneczna, ale… można sobie wyobrazić:

połacie śniegu, lsniące się słonecznych promieniacj i wesołe, zaczerwienione buzie

dzieci, lepiących bałwana, albo szusujacych na sankach, a może nartach?

Wyobraźnia jest wspaniałym lekarstwem na każdą nudę , na każdy psychiczny dołek.

Miłej niedzieli  z marzeniami więc  wszystkim życzę

 

No to Nowy Rok 2011 mamy

Wczorajsza karta z kalendarza zamknęła się już w historii 2010 roku.

Wkroczyliśmy w rok nowy, pełni nadziei, że przyniesie nam nowe rozwiązania, nowe

radości. I oby taki był.

Wszystko co złe zapakujmy w wąciołek i wyrzućmy do lamusa, cieszmy sie tym, co przed

nami.

A niespodzianka zawsze cieszy, tylko, żeby jak najmniej, a najlepiej wogóle nas nie

rozczarowywała.

Jaki był 2010 rok – wszyscy wiemy, a co czeka nas w 2011 roku – to jeszcze zagadka.

Wczorajszy wieczór przeszedł mi całkiem spokojnie przy TV i przy ulubionym komputerze,

czyli robiłam to, co najwiecej robić lubię.

Na kilka minut przed północą ( na szczęście) przypomniałam sobie, że trzeba szybko

po pieniązki sięgnąć, aby je o północy mocno w dłoni ściskać – na znak, by się

mnie trzymały przez rok cały i nigdy ich nie zabrakło.

Tak więc z pieniążkami w ręku odliczałam z TV ostatnie sekundy, aby o północy wykrzyczeć

HAPPY  NEW  YEAR !!!!

I dziwne, nie miałam wcale szampana , no szamopana  de facto miałam , ale na jedną osobę

nie opłaca się go otwierać, zresztą zawsze sama się boję tego ceremoniału, gdy szampan

wybucha.

Na szczęście zaraz po północy przyszła Monika i łykiem szampana zadowoliłam tą

sylwestrową tradycję.

Ale, żeby tak na sucho Sylwestra obchodzić?? – znak, że ten nowy rok będzie dla mnie

całkiem antyalkoholowy!!!! I bardzo dobrze!!!!!

Poranek nowego roku  przywitał nas pięknym słonkiem – też dobry znak, muszę w to wierzyć.

Kochani! Trzymajcie się cieplutko w tym 2011 roku i niech Wam się wiedzie na każdej

niwie; rodzinnej, w pracy, na codzień, dużo uśmiechów, bo to zawsze jest pozytywne

zjawisko i potrafi nie raz niejedną gradową chmurę przegonić.

DO  SIEGO   ROKU !!!!!!!