Jesień już za pasem, bociany już podjęły trud swojej długiej wędrówki do ciepłych krajów.
Pierwszy odleciały z gniazda młode bociany : Paweł, parę dni po nim Antoninka i na końcu Maciek.
Jeszcze kilka razy zaglądały te maluchy do gniazda, ale widać sejmik zarządził odlot.
Dwie noce temu na gnieździe była jeszcze nasza para bocianich rodziców, czyli Przygoda i Dziedzic.
Jeszcze cieszyli się pięknymi, słonecznymi, swojskimi widokami, jakby chciały zapamiętać ten bardzo dla nich udany sezon, podczas którego doczekały się pięcioro piskląt, ale niestety tylko trójka z nich wyżyła i osiągnęła młodzieńczy wiek na tyle, żeby móc potem spełniać swoje bocianie obowiązki, po oczywiście 2-3 letniej kwarantannie w ciepłych krajach, dopiero wtedy, jako już, dojrzałe, gotowe do prokreacji, powrócą w rodzinne strony.
Spędziłam wiele godzin na podglądaniu najpierw dorosłej pary, potem doglądałam zniesione przez Przygodę jajeczka i czekałam z drżeniem serca na wyklucie się pisklaków. Mo i potem obserwacja, jak rosły na moich oczach i nie tylko na moich, bo jednak sporo ludzi „na gnieździe”, przy kamerkach siedziało i potem w postach relacjonowali swoje spostrzeżenia.
Naprawdę, czuło się tę wspólną „bocianią więź” przez te kilka ciekawych miesięcy.
Teraz pozostała jakas pustka, gdy człowiek popatrzy na to puste gniazdo, w którym jeszcze nie tak dawno kotłowało się od bocianków, łza w oku się kręci, ale cóż, teraz trzeba będzie poczekać do następnego sezonu, czyli do ostatnich dni marca 2018, kiedy znów Przygoda i Dziedzic w Przygodzicach zagoszczą.
Czyli jednym słowem……….BYLE DO WIOSNY!!!!!
No to co ja teraz będę robiła przy komputerze? Ano będę nadal „pracowała” na Fermie w grze Wiejskie życie, jest tam sporo do robienia jednak, tylko czasami się denerwuję, bo gra albo spowalnia, albo po protu nie zalicza niektórych moich działań. Wtedy zniechęcona wychodzę, mrucząc pod nosem, mam dość, już nie gram w tę durną grę, ale i tak po jakimś czasie tam wracam, jakbym w jakimś narkotycznym transie była.
Ale to przecież tylko gra !!!!
Wczoraj skanowałam komputer, tym razem swój laptop tym programem Eset Internet Security. Ten program jest naprawdę wspaniały, tylko niestety darmowa wersja trwa tylko miesiąc, potem trzeba wykupić licencję, a na rok taka licencja kosztuje aż 165 zł, trochę drogo, zwłaszcza, że musiałabym zamontować go i na stacjonarnym komputerze i na laptopie który okazał się nałapał tak sporo tych Win-ów , że strach. Ponad 7 godzin skanowałam swój laptop, wreszcie go zostawiłam otwarty i poszłam spać, a rano tylko dokończyłam skanowanie, usuwając błędy i wirusy.
Tym razem o polityce nie piszę.
Z ciekawością przeczytałam wczorajszy komentarz zamieszczony w moim blogu i całkowicie zgadzam się z Szanownym Przedmówcą.
Racją jest, że przyjmowanie uchodźców wiąże się również i z obowiązkami, które na nich powinny był położone i przestrzegane, niestety wielu z nich wykorzystuje nadane im prawa, nie podejmując pracy i traktując ten swój nowy żywot jako należną im jałmużnę.
Wspominałam wczoraj o naszych emigrantach, którzy jednak potrafili w jakiś sposób zaaklimatyzować się w nowych warunkach i wtopić w to nowe dla nich środowisko i do nich się dostosować. Na pewno były jakieś wyjątki, bo ludzie są jednakowoż różni, niektórzy czekają aż im manna sama z nieba spadnie z nieba, ale ogólnie mówiąc, nie sprawialiśmy nigdy jakiś większych kłopotów.
I zgadzam się, że przywódcy krajów, które są zaatakowane terroryzmem powinni razem zasiąść za stołem i poszukać jakiś sensownych rozwiązań, aby można było w rozsądny sposób zabezpieczyć byt tym najbardziej potrzebującym, równocześnie stawiając im warunki do spełnienia, aby mogli w tym kraju pozostać, a co najważniejsze, w jaki sposób zabezpieczyć się przed niechcianymi „gośćmi” – terrorystami.
Chociaż jak już kiedyś pisałam, przeciwdziałanie terroryzmowi jest bardzo trudne, albowiem to oni zawsze planując z góry atak, są kilka kroków przed nami, w praktyce są przez swoją nieobliczalność trudni do pokonania.
Ale ten problem sam się nie rozwiąże, trzeba dobrej woli wielu mądrych ludzi, aby znaleźć jakieś rozwiązanie.
Bo przecież gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, a w tym wypadku o ropę naftową, która jest takim bogactwem, że kto go ma w rękach całym światem rządzi.
I to by było na tyle moich spostrzeżeń na dzisiejszy dzień.
Pogoda zapowiada się dosyć ciekawa, na razie świeci słonko, ale można spodziewać się i opadów.
Szczególnie, że moje kosteczki też o tym mówię.
A na razie zbieram się na jakieś niewielkie zakupy, póki jeszcze pogoda jest odpowiednia, ani nie jest za gorąco, ani za zimno, a co najważniejsze nie pada deszcz.

