Nadeszła pora zlewnej ulewy. Przynajmniej w Krakowie i w okolicach. Deszcz sążnisty cały czas chlupie, uderzając już nie kroplami, a strugami w mój balkon i parapet okna.
W kuchni i w pokoju jest ponuro, muszę świecić małą lampkę biurkową, żeby dojrzeć klawiaturę komputera. W taką pogodę najlepiej się śpi, lub…..pije….kawkę, bo przecież na alkohol jest stanowczo za wcześnie. Zresztą mój brzusio nie lubi alkoholu, okropnie się po nim złości i…… lepiej nawet nie wspominać. On wiele rzeczy nie lubi, na przykład nie trawi grzybów w żadnej postaci, nawet, jeżeli to są tylko zwyczajne pieczarki, też uważa je za grzyby. A ja niestety muszę się go słuchać, bo ma zdecydowaną nade mną przewagę, którą chętnie demonstruje zdecydowaną wrogością wobec mnie.
Ale nie będę pisała o moich bolączkach, bo zbyt dużo miejsca musiałabym zająć nimi na moim blogu, to może coś weselszego niż bolączki i polityka?
Tylko o czym pisać, gdy nawet druga kawa w taki rozmazany poranek niezbyt rozjaśnia umysł???? Może jakiś fajny kawał w takim razie dla odmiany umieszczę:
Rozmowa w sklepie:
– A sąsiadka to ciągle nowiuśkimi banknotami płaci.
– Bo mam w domu specjalną maszynkę do robienia pieniędzy.
– Co pani powie! I to jest legalne?
– 100% legalne, tylko strasznie chrapie 🙂
a może jeszcze jeden, skoro nic ciekawszego nie przychodzi mi do słowy?
Młody lekarz odebrał pierwszy poród. Pyta ordynatora:
– I jak mi poszło?
– -w zasadzie dobrze, ale po pupie klepie się noworodka, a nie matkę 🙂
Dosyć tych wesołości na dzisiaj.
O pogodzie było, o polityce nie było….. i nie będzie, przynajmniej dzisiaj.
Dam im trochę od siebie odpocząć, a co mi tam, niedzielę przecież mamy.
A deszcz nadal chlupie….cóż zapakuję się chyba do ciepłego łóżeczka, mam nadzieję, że nikt mnie dzisiaj nie odwiedzi, bo komu w taką pogodę chciałoby się spacerować, więc i łózka dzisiaj ścielić nie będę.
Za to pogram sobie w mojej Wiejskiej Farmie, pooglądam jakieś seriale, może troszkę się prześpię…Obiadu też na razie nie chce mi się gotować, może popołudniu dopiero w kuchni zawitam. Jak będę miała lepszy humor!
Aha, pisałam wczoraj o bociankach, pisałam, że już odleciały, a tu niespodzianka, na noc jakiś bociek jednak na gniazdo zawitał, nie wiadomo tylko, czy to jeden z „naszych” samotnik, czy jakiś przelotny wędrowca, który postanowił na gnieździe noc przeczekać, bo skoro świt już go tam nie było, odleciał, a czy powróci znów na noc?
W czasie deszczu dzieci się nudzą, oj pewnie tak, bo jeszcze mają kilka dni swobody przed pierwszym dzwonkiem, a tu nawet pobiegać sobie po polu (po dworze) nie można, biedne dzieciaczki.
No to życzę jednak przyjemnej niedzieli, obojętnie, co się na dzisiejszy ponury dzień zaplanuje.
