111 lat temu

 

 

Właśnie dzisiaj mój Tata obchodziłby swoje 111 urodziny.
Urodził się w Żywcu, 21 sierpnia 1906 roku, zmarł w Krakowie 2 września 1974r.
Już tyle razy pisałam o moim Tacie, pisałam, jakim był wspaniałym człowiekiem, życzliwym dla wszystkich, pozbawiony nienawiści, zawiści, zazdrości.
Całe życie bardzo ciężko pracował, nawet w dniu swojej śmierci, po dłuższym zwolnieniu, spowodowanym zawałem serca, chciał  powrócić do pracy, chciał być jeszcze użytecznym, czuł się potrzebnym swoim pacjentom.
A dla nas był najlepszym Tatą na świecie, łagodny, rozumiejący swoje dzieci, zawsze gotów im pomóc.
I takim był dla innych ludzi, zawsze pomocny, nie myślący tylko  o sobie, ale o innych.
Życie Go nie rozpieszczało, stracił swoją największą, prawdziwą MIŁOŚĆ swojego życia, moją Mamę, która zmarła stanowczo za szybko.
Tatuś bardzo przeżył śmierć swojej żony, ale starał się pozbierać jeszcze jakoś w tym życiu, chciał nadal być prawdziwą Głową Rodziny i to mu się udało.
Zawsze wspominam Go z wielkim pietyzmem, szacunkiem, na który zasługiwał, był moim Idolem, wzorcem życia.
I pewno nie raz jeszcze o Nim w moim blogu wspomnę, pewnie za kilka dni, gdy znów wypadnie rocznica Jego śmierci.
Są czasem niepowetowane straty, taką dla mnie była utrata mojego Ojca.
I chociaż tyle lat już od tego dnia, gdy odszedł minęło, wciąż Go wspominam, wciąż o Nim myślę i zastanawiam się w wielu losowych wypadkach, jak On by na moim miejscu postąpił.
Czasami wspominając Go czytam wiadomości o Nim zawarte w Wikipedii, musiał być szczególnym Człowiekiem, skoro tam o Nim znajdują się wiadomości.
Wspomniano tam, że był zaangażowany w konspiracyjną służbę zdrowia, słyszałam o tym, w jaki sposób zabezpieczał między innymi  państwowe mienie (aparaty rtg), przed niemieckim rabunkiem, albo ile razy ratował ludzi przed aresztowaniami, gdy wyszukiwał u chorych rzekomą gruźlicę, której Niemcy cholernie się bali i takich ludzi jednak omijali w swoich rozbojach. Nie bał się, chociaż bardzo narażał swoimi antyniemieckimi działaniami swoje życie.
Jestem dumna, że miałam tak wspaniałego Ojca.
I nieraz zastanawiam się, jakby postępował w tych obecnych naszych „dziwnych czasach” – On nigdy się nie łamał,  nie ulegał żadnej presji – między innymi dlatego stracił dalsza posadę Dyrektora w wybudowanym dzięki Niemu na wzór Paryskiego Instytutu Fundation Curie,w którym kilka lat pracował,  Instytucie  Onkologii w Krakowie. Wystarczyło tylko zapisać się do PZPR – mój Tata odmówił……..
Był zawsze wierny swoim przekonaniom, swojemu wyznaniu, swoim ideom wolności, które poznał będąc w Harcerstwie Polskim,  w którym później piastował stanowisko Harcmistrza.
Pewnie i teraz nie podobały by się dzisiejsze naciski na ludzi, wymazywanie ich wolności ich poglądów, nie pozwolił by na zniewolenie….
Sporo napisałam dzisiaj o moim Tacie, bo chciałam Wam powiedzieć dzisiaj, jak naprawdę  był Wspaniałym, a przy tym bardzo skromnym Człowiekiem, nigdy się nie wywyższał, nie pokazywał  nikomu kim jest, szanował ludzi i szanował swoje osiągnięcia, które wykorzystywał tylko dla dobra innych.

TATULKU!!!!  Myślę o Tobie i wiem, że znów się niedługo spotkamy !!!

KOCHAM  CIĘ 

 

 

 

 

Dzisiaj mamy poniedziałek, zaczynamy nowy tydzień, wszystko jeszcze przed nami.
Niech ten dzisiejszy, lekko słoneczny dzień będzie zapowiedzią na dobry i udany cały nienadchodzący tydzień.

zlewna pogoda

 

Nadeszła pora zlewnej ulewy. Przynajmniej w Krakowie i w okolicach. Deszcz sążnisty cały czas chlupie, uderzając już nie kroplami, a strugami w mój balkon i parapet okna.
W kuchni i w pokoju jest ponuro, muszę świecić małą lampkę biurkową, żeby dojrzeć klawiaturę komputera. W taką pogodę najlepiej się śpi, lub…..pije….kawkę, bo przecież na alkohol jest stanowczo za wcześnie. Zresztą mój brzusio nie lubi alkoholu, okropnie się po nim złości i…… lepiej nawet nie wspominać. On wiele rzeczy nie lubi, na przykład nie trawi grzybów w żadnej postaci, nawet, jeżeli to są tylko zwyczajne pieczarki, też uważa je za grzyby. A ja niestety muszę się go słuchać, bo ma zdecydowaną nade mną przewagę, którą chętnie demonstruje  zdecydowaną wrogością wobec mnie.
Ale nie będę pisała o moich bolączkach, bo zbyt dużo miejsca musiałabym zająć nimi na moim blogu, to może coś weselszego niż bolączki i polityka?
Tylko o czym pisać, gdy nawet druga kawa w taki rozmazany poranek niezbyt rozjaśnia umysł???? Może jakiś fajny kawał w takim razie dla odmiany umieszczę:

 

Rozmowa w sklepie:
– A sąsiadka to ciągle nowiuśkimi banknotami płaci.
– Bo mam w domu specjalną maszynkę do robienia pieniędzy.
– Co pani powie! I to jest legalne?
– 100% legalne, tylko strasznie chrapie  🙂

a może jeszcze jeden, skoro nic ciekawszego nie przychodzi mi do słowy?

 

Młody lekarz odebrał pierwszy poród. Pyta ordynatora:
– I jak mi poszło?
– -w zasadzie dobrze, ale po pupie klepie się noworodka, a nie matkę  🙂

Dosyć tych wesołości na dzisiaj.
O pogodzie było, o polityce nie było…..  i nie będzie, przynajmniej dzisiaj.
Dam im trochę od siebie odpocząć, a co mi tam, niedzielę przecież mamy.

A deszcz nadal chlupie….cóż zapakuję się chyba do ciepłego łóżeczka, mam nadzieję, że nikt mnie dzisiaj nie odwiedzi, bo komu w taką pogodę chciałoby się spacerować, więc i łózka dzisiaj ścielić nie będę.

Za to pogram sobie w mojej Wiejskiej Farmie, pooglądam jakieś seriale, może troszkę się prześpię…Obiadu też na razie nie chce mi się gotować, może popołudniu dopiero w kuchni zawitam. Jak będę miała lepszy humor!
Aha, pisałam wczoraj o bociankach, pisałam, że  już odleciały, a tu niespodzianka, na noc jakiś bociek jednak na gniazdo zawitał, nie wiadomo tylko, czy to jeden z „naszych” samotnik, czy jakiś przelotny wędrowca, który postanowił na gnieździe noc przeczekać, bo skoro świt już go tam nie było, odleciał, a czy powróci znów na noc?

W czasie deszczu dzieci się nudzą, oj pewnie tak, bo jeszcze mają kilka dni swobody przed pierwszym dzwonkiem, a tu nawet pobiegać sobie po polu (po dworze) nie można, biedne dzieciaczki.
No to życzę jednak przyjemnej niedzieli, obojętnie, co się na dzisiejszy ponury dzień zaplanuje.

Odleciały już bociany….

 

Jesień już za pasem, bociany już podjęły trud swojej długiej wędrówki do ciepłych krajów.
Pierwszy odleciały z gniazda młode bociany : Paweł, parę dni po nim Antoninka i na końcu Maciek.
Jeszcze kilka razy zaglądały te  maluchy do gniazda, ale widać sejmik zarządził odlot.
Dwie noce temu na gnieździe była jeszcze nasza para bocianich  rodziców, czyli Przygoda i Dziedzic.
Jeszcze cieszyli się pięknymi, słonecznymi, swojskimi widokami, jakby chciały zapamiętać  ten bardzo dla nich udany sezon, podczas którego doczekały się pięcioro piskląt, ale niestety tylko trójka z nich wyżyła i osiągnęła młodzieńczy wiek na tyle, żeby móc potem spełniać swoje bocianie obowiązki, po oczywiście 2-3 letniej kwarantannie w ciepłych krajach, dopiero wtedy, jako już, dojrzałe, gotowe do prokreacji, powrócą w rodzinne strony.
Spędziłam wiele godzin na podglądaniu najpierw dorosłej pary, potem doglądałam zniesione przez Przygodę jajeczka i czekałam z drżeniem serca na wyklucie się pisklaków. Mo i potem obserwacja, jak rosły na moich oczach i nie tylko na moich, bo jednak sporo ludzi „na gnieździe”, przy kamerkach siedziało i potem w postach relacjonowali swoje spostrzeżenia.
Naprawdę, czuło się tę wspólną „bocianią więź” przez te kilka ciekawych miesięcy.
Teraz pozostała jakas pustka, gdy człowiek popatrzy na to puste gniazdo, w którym jeszcze nie tak dawno kotłowało się od bocianków, łza w oku się kręci, ale cóż, teraz trzeba będzie poczekać do następnego sezonu, czyli do ostatnich dni marca 2018, kiedy znów Przygoda i Dziedzic w Przygodzicach zagoszczą.
Czyli jednym słowem……….BYLE DO WIOSNY!!!!!

No to co ja teraz będę robiła przy komputerze? Ano będę nadal „pracowała” na Fermie w grze Wiejskie życie, jest tam sporo do robienia jednak, tylko czasami się denerwuję, bo gra albo spowalnia, albo po protu nie zalicza niektórych moich działań. Wtedy zniechęcona wychodzę, mrucząc pod nosem, mam dość, już nie gram w tę durną grę, ale i tak po jakimś czasie tam wracam, jakbym w jakimś narkotycznym transie była.
Ale to przecież tylko gra !!!!
Wczoraj skanowałam  komputer, tym razem swój laptop tym programem Eset Internet Security.  Ten program jest naprawdę wspaniały, tylko niestety darmowa wersja trwa tylko miesiąc, potem trzeba wykupić licencję, a na rok taka licencja kosztuje aż 165 zł, trochę drogo, zwłaszcza, że musiałabym zamontować go i na stacjonarnym komputerze i na laptopie który okazał się nałapał tak sporo tych Win-ów , że strach. Ponad 7 godzin skanowałam swój laptop, wreszcie go zostawiłam otwarty i poszłam spać, a rano tylko dokończyłam skanowanie, usuwając błędy i wirusy.

Tym razem o polityce nie piszę.
Z ciekawością przeczytałam wczorajszy komentarz zamieszczony  w moim blogu i  całkowicie zgadzam się z Szanownym Przedmówcą.
Racją jest, że przyjmowanie uchodźców wiąże się również i z obowiązkami, które na nich powinny był położone i przestrzegane, niestety wielu z nich wykorzystuje nadane im prawa, nie podejmując pracy i traktując ten swój nowy żywot jako należną im jałmużnę.
Wspominałam wczoraj o naszych emigrantach, którzy jednak potrafili w jakiś sposób zaaklimatyzować się w nowych warunkach i wtopić w to nowe dla nich środowisko i do nich się dostosować. Na pewno były jakieś wyjątki, bo ludzie są jednakowoż różni, niektórzy czekają aż im manna sama z nieba spadnie z nieba, ale ogólnie mówiąc, nie sprawialiśmy nigdy jakiś większych kłopotów.
I zgadzam się, że przywódcy krajów, które są zaatakowane terroryzmem powinni razem zasiąść za stołem i poszukać jakiś sensownych rozwiązań, aby można było w rozsądny  sposób zabezpieczyć byt tym najbardziej potrzebującym, równocześnie stawiając im warunki do spełnienia, aby mogli w tym kraju pozostać, a co najważniejsze, w jaki sposób zabezpieczyć się przed niechcianymi „gośćmi” – terrorystami.
Chociaż jak już kiedyś pisałam, przeciwdziałanie terroryzmowi jest bardzo trudne, albowiem to oni zawsze planując z góry atak, są kilka kroków przed nami, w praktyce są przez swoją nieobliczalność trudni do pokonania.
Ale ten problem sam się nie rozwiąże, trzeba dobrej woli wielu mądrych ludzi, aby znaleźć jakieś rozwiązanie.
Bo przecież gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, a w tym wypadku o ropę naftową, która jest takim bogactwem, że kto go ma w rękach całym światem rządzi.

I to by było na tyle moich spostrzeżeń na dzisiejszy dzień.
Pogoda zapowiada się dosyć ciekawa, na razie świeci słonko, ale można spodziewać się i opadów.
Szczególnie, że moje kosteczki też o tym mówię.
A na razie zbieram się na jakieś niewielkie zakupy, póki jeszcze pogoda jest odpowiednia, ani nie jest za gorąco, ani za zimno, a co najważniejsze nie pada deszcz.

No to miłej soboty życzę.  

 

 

 

Przemoc

 

 

Straszne wieści znów nadeszły, tym razem z Barcelony, a kilka godzin później z hiszpańskiego kurortu Cambrilis.
Znów jacyś ekstremiści zaatakowali niewinne osoby, zginęło 12 osób w Barcelonie, około 7 osób w kurorcie, bardzo wiele osób jest ciężko  rannych.
I to podobno w imię Boga, który jest przecież największa dobrocią.
Ale nie Allach, on jest wyrazem zła, chociaz podejrzewam, że to tylko złe o nim wyobrażenie każe zabijać.
Bo Bóg jest jeden, ale o różnych imionach, każdy inaczej Go sobie wyobraża, ale dlaczego ma być samym złem?
A tylko zło przecież każe zabijać.
To nie Allach każe zabijać!!!!
Po prostu, jego wyznawcy to ludzie chorzy, schizofrenicy, którzy sobie roszczą prawa do decydowaniu o losach tego świata.
Hm, czy my w swoim małym poletku o nazwie Polska nie mamy podobnie?
Co prawda nie jest tak źle, żeby zabijać w imię wyznawania jednej słuszności, ale siłą jest ona narzucana, a nieposłuszni są eliminowani, na szczęście jeszcze nie całkowicie, ale odsuwani, karani za to, że nie chcą słuchać.
Błaszczak ostatnio szumnie głosi, że Europa powinna zastanowić się nad swoimi krokami, a czy nie zastanawia się przypadkiem, że to co czyni jego formacja jest bardzo zbliżona do poczynań islamskich  fundamentalistów? Zgoda, u nas na szczęście jeszcze nie zabijają, fizycznie nie zabijają, ale tłamszą w nas własne uczucia, poczucie godności, wolności, bezpieczeństwa – czy to nie jest również ohydne?
Czy to nie jest przypadkiem zabijanie naszego sumienia, naszego JA, które dla każdego człowieka jest przecież najważniejsze????
Dlaczego w imię jakiejś chorej idei mam zmieniać własne poglądy, własne życie?
Oczywiście znów terrorystyczne napady będą wykorzystywane przez naszą władzę do utwardzania własnych poglądów, wygodnych dla nich, bo przecież na nich opierają swoje poparcie, wzbudzając nienawiść do uchodźców i strach.
Ale to nie jest tak do końca przecież, sporo ludzi ucieka od terroru, chroniąc swoje życie, życie swoich dzieci i swojej rodziny, szukając w miarę bezpiecznego miejsca do przetrwania strasznej, okrutnej wojny, która objęła ich terytorium.
Pomyślmy, gdyby nasze państwo zostało zaatakowane wojną, gdyby naszym najbliższym groziło niebezpieczeństwo, czy sami nie szukalibyśmy pomocy u innych? A co by było, gdyby i nam odmówiono? Tak było już nie raz w naszej historii, najpierw wojna światowa, gdy sporo Polaków uciekało z kraju i osiadało się w Stanach, czy innych landach, aby tam odnaleźć bezpieczeństwo. podobnie było w latach późniejszych, zawsze emigracja była pewnym zabezpieczeniem przyszłości dla wielu  polskich rodzin. Czyżbyśmy już o tym zapomnieli?
Czemu teraz mamy odmawiać pomocy tym, którzy jej potrzebują???
Broń Boże nie jestem zwolenniczką przemocy i panującego terroru, ale przecież  trzeba umieć wypośrodkować, znaleźć wyjście dla tych, którzy takiej pomocy rzeczywiście potrzebują. Nie każdy  uchodźca jest od razu radykalnym islamistą, chociaż niestety wielu z nich w przeróżny sposób przedziera się w życie normalnych ludzi i pod presją swojej pseudo religii po prostu zabija, ślepo  wykonując rozkazy swoich przywódców.
Radykalne rozwiązanie tej sprawy jest bardzo trudne, trzeba by było zniszczyć u podstaw główne źródła islamskich fundamentalistów, ale niestety oni odradzają się jak hydra, która swoimi mackami ogarnia coraz większe tereny i niestety rosną w siłę.
Robią coraz bardziej groźni, coraz bardziej zachłanni………..
Na tym właśnie polega nieodparta chęć dominacji nad innymi, obojętnie, pod jakim pozorem jest ona prowadzona.
A może jestem w błędzie? Może nie rozumiem tej dziwnej, otaczającej nas rzeczywistości, na którą niestety chyba nie mamy jednak większego wpływu, bo jak można ze złem walczyć, zło całkowicie zniwelować? Chyba jest to niemożliwe?????

Kiedyś był taki szlagier  „ZAWSZE NIECH BĘDZIE SŁONCE”  – pamiętacie?

I właśnie tego słońca życzę na dzisiaj i na niebie i  na co dzień, w najbliższej przyszłości w naszym życiu.
No i jeszcze sporo serca, bo ono jest nieodzowne, byśmy mogli przynajmniej w pewnym zakresie czuć zadowolenie i szczęście

nowy wpis o niczym

 

 

O niczym, bo zupełnie bez jakiejkolwiek weny dzisiaj się obudziłam.
Za to…oczywiście, z bó.em tego cholernego lewego kolana, już naeet mój ukochany pan doktor nie pomógł, chyba tylko jakas czarna magia by to kolano ozdrowiła????
Może jednak wybiorę sie z nim do tego magika od hokus- pokus, czyli do bioenergetyka, tylko tyle, że …..zgubiłam ten adres, który kiedyś koleżanka mi dała, a wstyd mi raz jeszcze do niej zatelefonować.
Oczywiście, kartkę z numerem telefonu wsadziłam tak dobrze, żeby przez przypadek nie zginął i…nie wiem, gzie go upchałam
Chyba macie nieraz podobnie, co? Jak coś chcę dobrze schować, to rzeczywiście chowam tak, że sama potem tego odnaleźć nie umiem
Mam kilka tajemnych schowków, ale widać ostatnio znalazłam jeszcze jeden super tajemny, tylko niestety nie wiem, gdzie on jest 🙂

Wczoraj rzeczywiście odniosłam skierowanie do sanatorium do gmachu NFZ i….czekam, teraz pewno conajmniej 3 miesiące, żeby dostac odpowiedź, że przyjęli (a może nie?) moje podanie i sanatorium dostanę za 2 i pól roku.
Tyle niestety na uzdrowienie sanatoryjne się czeka. Kiedyś, dawno, dawno temu było jednak lepiej, pamiętam, że przynajmniej raz na rok mogłam podjąć leczenie w sanatorium. Fakt, że miałam łatwiej wtedy, gdy pracowałam w Szoutalu. Kładli mnie na 3-4 ni na chirurgii, robili badania i od reki dostawałam nie tylko skierowanie do sanatorium, ale już termin leczenia.
Ale to były niestety inne czasy, teraz potrzebuję tych ozdrowieńczych zabiegów jeszcze bardziej, niż kiedyś (a i wtedy były one konieczne raz na jakiś czas),ale okazuje się, że im człowiek starszy, im bardziej potrzebuje takiej opieki, robi się ona bardziej niedostępna.
Taki klimat….
Już niedawno pisałam, że pogoda jest dla bogaczy,, dla nie bogaczy są prognozy złe.
Podobnie jest widać z otrzymywaniem sanatorium.
Trzeba zacząć oszczędzać, aby wykupić sobie pełnopłatne sanatoryjne leczenie – innego wyjścia nie ma.

Dzisiaj wyjątkowo źle mi się pisze ten blog, co chwilę wyskakuje error !! Że też wreszcie szanowna Internetowa Gazeta nie poprawi swojej strony, naraża tylko swoich użytkowników na złość i bluźnierstw3a – najgorsze wyrazy powtarzałam głośno kilka razy,, dobrze, że chociaz sama mieszkam.
Ale gdzieś upust swojej złości musiałam przecież dać.

No nie, przyjdzie mi dzisiaj chyba zwariować przy tym  dzisiejszym pisaniu, co chwilę błąd wyskakuje

LITOŚCI NAD BIEDNĄ BLOGOWICZKĄ !!!!

No to kończę tę moją dzisiejsza pisaninę, z nadzieją, że jutro będzie lepiej.
I to nie tylko na moim Blogu, ale tak ogólnie??????

Miłego czwartku

Serduszko z różą

 

Dla kogo pytacie???
Przecież dzisiaj jest środa, więc wiadomo, dla mojej Ulki z Poznania.
Hallo Poznań na linii????
Kraków serdecznie pozdrawia i słoneczne promyki pełne przyjaźni posyła.
Dwa białe gołąbki, prosto z Krakowskiego Rynku podsyłają Ci dzisiaj moje  bijące przyjaźnią serce i różę na wyciągniętych do Ciebie dłoniach.
Życzę Ci bardzo słonecznych dwóch ostatnich tygodni miesiąca sierpnia, z nadzieją, że i wrzesień też jeszcze pokaże nam swoją piękną złotą jesień.
A może znów gdzieś Cię moja Niespokojna Duszyczko w świat poniesie???????
Dobrze, że masz taką naturę Wędrownika, niestety ja prowadzę (zbyt) osiadły tryb życia, po prostu teraz obawiam się dalekich podróży – już chyba nie ten wiek……
Całuski i do „zobaczenia” u mnie na Blogu w następną środę

Kilka dni temu kupiłam śliwki węgierki, ale jakoś nie wydawały mi się wystarczające dojrzałe, więc poczekałam troszkę, aż zrobią się troszkę miększe i…..wykombinowałam z nich bardzo pyszne danie, z którym teraz tu się z Wami podzielę.
Oto mój przepis na

         ZUPA  ŚLIWKOWA

Śliwki ugotowałam jak na kompot, dodałam troszkę cukru i poczekałam, aż owoce się rozgotują. Przesypałam ugotowane śliwki na sitko i łyżką przetarłam je do pozostałego wywaru (śliwki bardzo łatwo było w ten sposób wyodrębnić, bo pozostały na sitku)
W garnuszku rozbełtałam troszkę śmietany z 2 łyżeczkami mąki i pomału wlewałam do niego gorący przecier, mieszając, by śmietana się nie zważyła.
Dobrze rozmieszaną mąkę ze śmietaną i z gorącym  przecierem owocowym, wlałam do gotującego się  pozostałego przecieru i zagotowałam, aż  zupa lekko się zagęści.
Osobno ugotowałam kilka płatków makaronu( łazanki) i dodałam do wyłączonej już zupy.
Tę zupę można jeść na ciepło, ale w chłodne dni można potraktować go jako chłodnik, z tym, że zamiast makaronu można dodać groszek ptysiowy.
Przypuszczam, że w podobny sposób można ugotować i inną owocową zupę, np z jabłek, a zimą z owoców mrożonych.
SMACZNEGO

Nareszcie mam wypisane skierowanie do  sanatorium, dzięki Darce, która własnoręcznie wypełniła odpowiedni druczek – przecież odbywa praktykę lekarską w przychodni, więc niech się uczy , a potem skierowanie to zostało sprawdzone i podpisane przez mojego lekarza pierwszego kontaktu.
No i znów skierowanie dostałam z dostawa własną, prosto do domu (wspaniała i kochana jest ta moja Darka, prawda?), ale niestety muszę go do NFZ zanieść już osobiście, a właśnie takie na dzisiaj mam takie plany.
No i potem obie poczekam te 2 i pół roku na wyjazd, ale już jest do przodu, już przynajmniej czas zacznie odliczanie godzin do mojego wyjazdu.

Coś z polityki:

 

To zdjęcie z Warszawy obiegło dzisiaj świat (15.08). Zdjęcie i załączony tekst – autorstwa Agence France Press. (Warto „kliknąć” by zobaczyć pełny obraz obecności sił porządkowych) . 
W danym przypadku opublikowały go media w Nigerii („Pulse Nigeria”). Jeszcze groteska czy już „dom wariatów” ? Polska 2017. Dobra zmiana. Centrum Europy.


A gdzie słowa pani premier, że za  swoich rządów pis nie będzie wyprowadzał policji przeciwko manifestantom.
Jak zwykle  KŁAMAŁA!!!!
WSTYD  ZA POLSKĘ NA CAŁY ŚWIAT!!!
Więcej komentarzy nie będzie, wiadomo:  DOBRA  ZMIANA!!!

Zapowiada się całkiem przyjemna środa, więc życzę na dzisiaj dobrego humorku

 

Podwójne święto

 

 

 

 

Dzisiaj przypada Święto Wojska Polskiego oraz Święto Wniebowzięcia Maryi Panny i Matki Boskiej Zielnej. Dzień ten od 1992 roku (ustawą Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 30 lipca 1992 r.) jest dniem wolnym od pracy. 

Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Polsce zwane także Świętem Matki Boskiej Zielnej, łączone ze świętem plonów. W 1950 roku Papież Pius XII w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus (łac. Najszczodrobliwszy Bóg) ustanowił Wniebowzięcie jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego.
W całym kraju święto to jest obchodzone bardzo uroczyście, jednak największe obchody mają miejsce w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbywają się inscenizacje przedstawiające Zaśnięcie Maryi oraz jej Wniebowzięcie, a także na Jasnej Górze, dokąd zmierzają pielgrzymki z całej Polski właśnie na to święto.
W Polsce i w krajach europejskich czci się Matkę Boską Zielną jako patronkę ziemi. Wtedy też składa się Maryi ofiary z darów ziemi: zioła, warzywa, kwiaty. W niektórych częściach Polski często łączy się to święto z dożynkami.

Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Polsce zwane także Świętem Matki Boskiej Zielnej, łączone ze świętem plonów. W 1950 roku Papież Pius XII w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus (łac. Najszczodrobliwszy Bóg) ustanowił Wniebowzięcie jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego.
W całym kraju święto to jest obchodzone bardzo uroczyście, jednak największe obchody mają miejsce w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbywają się inscenizacje przedstawiające Zaśnięcie Maryi oraz jej Wniebowzięcie, a także na Jasnej Górze, dokąd zmierzają pielgrzymki z całej Polski właśnie na to święto.
W Polsce i w krajach europejskich czci się Matkę Boską Zielną jako patronkę ziemi. Wtedy też składa się Maryi ofiary z darów ziemi: zioła, warzywa, kwiaty. W niektórych częściach Polski często łączy się to święto z dożynkami.

Czyli dzisiaj radujemy się podwójnie.
Ale czy na pewno się aż tak bardzo radujemy???

To co teraz wyczynia nasz Minister Wojny z Wojskiem przechodzi ludzkie pojęcie.
Jest to jego własne poletko, które chce samowolnie i według swoich idei oprawiać, nie licząc się chociażby z tym, że na czele Sił Zbrojnych stoi jednak nie minister, a prezydent.
Więc niejaki Antoni M. stara się zdewaluować prezydenckie plenipotencje do pełnienia obowiązków Przywódcy Wojska, niestety ta cała walka pomiędzy dwoma „przywódcami” negatywnie odbija się na wartościach i moralnych i siłowych naszej armii. Nie jesteśmy w tej chwili zabezpieczyć pełnego bezpieczeństwa naszego państwa.  Było do przewidzenie, że gdy jednak Kaczyński powoła na to stanowisko ukrytego podczas wyborów ministra Macierewicza, a „schował ” go, bo inaczej nie wygrałby wyborów (oszustwo!!!), niestety  tak będzie się w naszej  Armii wszystko źle kręciło, ale…..
Ciemny lud nadal widzi tylko to, co mu do głowy propaganda wsadza.
Co gorsze, Macierewicz czyni wszystko, aby skłócić nas z wszystkimi sąsiadami, z innymi uczestnikami Unii, co doprowadzić może tylko do narodowej tragedii.
Wiec jak można się dzisiejszym świętem Wojska Polskiego cieszyć, skoro nie spełnia ono powołanych do tego warunków bezpieczeństwa???

Dla Katolików 15 sierpnia jest bardzo ważnym świętem Maryjnym. Jest to dzień Wniebowzięcia, ale również dzień plonów, które zanosimy dzisiaj Maryi, więc ten dzień nazywany jest  również też  Świętem Marii  Boskiej Zielnej.
Dzisiaj centralne obchody tego święta obchodzone są na Jasnej Górze w Częstochowie, gdzie przybędą pielgrzymi z rożnych stron Polski, aby podziękować Matce Boskiej za Jej Boską opiekę, a także w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie również liczne pielgrzymki oddają dzisiaj hołd Bożej Matce.
I właśnie dzisiaj Częstochowa   nie będzie miejscem  okupywanym tylko przez jedną partię, która uzurpuje sobie do niej prawo, pozbawiając tym samym prawa innych do wyznawania swoich uczuć wobec Maryi.
Smutne to bardzo, gdy innym odbiera się prawo do takiego sposobu wyznawania swoich religijnych uczuć, jakie są im bliskie.
Dlatego Kościoły robią się coraz bardziej puste, coraz mniej osób słucha głosu, który głoszą księża, uwikłani w politycznej pajęczej sieci.
Jakaś pajęczyna zła ogarnęła niestety nasz kraj i właśnie ci, którzy powinni dla nas być przykładem – kapłani – robią wszystko, aby ludzi od siebie odpychać .
Smutne to, że właśnie dzisiaj, przy tym pięknym święcie muszę takie gorzkie słowa pisać.
Podobno we wrześniu ma powstać w Sejmie  nowe ustawa,  które będzie głosić, że wyznajemy wartości katolickie i na tym nasze państwo ma być osadzone.
Tylko ta skała jest bardzo krucha, szanowna władzo. Nie można nikomu wiary narzucać siłą, ona ma  płynąć z serca, a nie z przymusu.
Już nie mówiąc, że państwo to aglomerat różnych ludzi, wyznających różne wartości religijne, moralne, nie mona ich odsuwać, czynić mniej wartościowymi osobami.
Niech wspomnę jeszcze, że ta „religijność” partii rządzącej pod wielkim znakiem zapytania jest umieszczony, bo nie słowami, a czynami wiarę się wyznaje, tym czasem widzimy tę okropną obłudę, którym się wydaje, że są ponad prawem nie tylko ludzkim, ale i boskim.

Pogoda? Chyba dzisiaj jednak dopisze, chociaż nie ma co liczyć na jakieś wielkie upały.
Ale na pewno jeszcze odpoczywający nad morzem, czy w górach będą starali się łapać te ostatnie chwile słonka, te ostatnie podmuchy świeżego powietrza, bo niedługo……

DOBREGO  ODPOCZYNKU!!!

 

fantazja mnie ponosi…..

 

 

 Ponieważ wyraźnie cierpię na niedosyt nowych odcinków moich ulubionych seriali i z wielkim niepokojem czekam na dalsze losy moich ulubionych bohaterów, a będzie się jednak sporo działo, bo oczywiście seriale przed swoim końcem zawsze kończą się wielką niewiadomą, co będzie dalej, więc puściłam wodze mojej fantazji i ułożyłam swoiste misz masz z udziałem niektórych znanych mi serialowych postaci (troszkę w czasie się cofnęłam czasami, przyznaję).

W Klinice Elmed doktora Pawła Lubicza wybuchła bomba.
Pożar objął całą Klinikę, część chorych została ewakuowana przez ekipę karetki doktora Wiktora Banacha i ekipę karetki doktora Artura Góry do Szpitala w Leśnej Górze, gdzie chorzy zostaną oddani w niezwykle fachową opiekę doktora Trettera, doktor Consolidy, Adama i pozostałego personelu szpitala. Po drodze niestety jedna z karetek, prowadzona przez Adama Wszołka miała lekką stłuczkę, więc została powołana dodatkowo jeszcze ekipa z doktor Anną Reiter, w której opiekę nad chorymi prócz lekarki objęła Martyna Kubicka. Martyna bardzo przejęła się losem starszej kobiety, którą została gwałtownie na skutek wybuchu wypisana tuż po zabiegu operacyjnym ostrego brzucha. W drugiej karetce Piotr i Wiktor reanimują umierającą dziewczynę, która doznała ostrego wylewu na wskutek odniesionych ran. Karetki szybko, na sygnale, muszą dowieźć chorych do Leśnej Góry i znów wrócić po pozostałych rannych, a których selekcją zagrożenia zajmuje się lekko ranny doktor Lubicz, oraz doktor Koziełło, którzy wraz z Grażynką  Lubicz i jeszcze dwoma pielęgniarkami decydują, w jakiej kolejności  poszkodowani zostaną przewiezieni  do Szpitala.
Bardziej ciężkie przypadki będą helikopterem przewożeni do szpitala „Copernicus”  w Toruniu, gdzie doktor Jasiński, doktor Szymańska- Keller pod czujnym okiem akurat obecnego w tej placówce doktora Krzysztofa Florczyka będą dokonywać przeszczepów urwanych wybuchem kończyn.
Tym czasem do Kliniki przyjeżdża ekipa  śledcza pod dowództwem porucznika Borewicza i zaczyna przeprowadzać intensywne śledztwo.
Oczywiście zabójca zdążył  ulotnić się już z Przychodni, a ślad prowadzi  do  Sandomierza, gdzie jadący na rowerze Ojciec Mateusz  Żmigrodzki zauważa podejrzane dwie osoby. Szybko ze swoimi spostrzeżeniami dzieli się z porucznikiem Możejką, który wraz z aspirantem Noculem zaczynają iść śladami bandyty , które to ślady pierwsze zauważyły gosposia Natalia Borowik i Babcia, mieszkanka Plebani.
Tym czasem do Warszawy został oddelegowany też Komisarz Piotr Górski,  który wraz z psem, komisarzem Alexem również podejmują całkiem nowe tropy.
Okazuje się, że bandyta był tylko przejazdem w Stolicy, przyjechał tu z Wilkowyj, skąd musiał ociekać przed gniewem proboszcza Kozioła, któremu w pijanym widzie, po wypiciu z Hadziukiem na sławetnej ławeczce przed sklepem monopolowym,  w większej ilości wina marki Mamrot, zniszczył cały ogród i wszystkie rośliny, które ksiądz uprawiał pod folią, co zauważyła oczywiście gospodyni księdza, bystra  Michałowa.
Procenty w krwi bandyty tak jeszcze buzowały, że zdesperowany wyjął z torby bombę zrobioną przez zdolnego syna Solejuka, który się takimi wynalazkami parał.  Nie, żeby od razu chciał całą Plebanię i wieś Wielkowyje w powietrze wysadzić, ale uwielbiał ów młodzieniaszek  majsterkować i wymyślać rożne dziwne urządzenia, tym razem padło na bombę, która dziwnym trafem, przez nieuwagę młodego Solejuka , wpadła w ręce wielkowyjskiego pijaczka.
Tym czasem bandyta niespostrzeżenie wsiada w autobus, którym udaje się do Grabiny.
Tam ukrył się w lasku, niedaleko dworku Anny, w szopie, w której kiedyś zamelinował się Rafał Gołębiewski.
Akurat Franek Zarzycki w tym samym czasie w lesie robił zasadzkę na kłusowników, zakładających wnyki i zaciekawił się podejrzanymi odgłosami dochodzącymi z szopy. Wcisnął   numer komórkowy swojej dziewczyny Natalki Mostowiakównej, która była policjantką i przekazał, aby podesłać obławę na zaczajonego bandytę. Pierwsza przyjechała Natalka wraz z aspirantem Staszkiem i Janem Morawskim, a tuż za nimi zjawił się Jakub Karski, a po nim również i Tomek Chodakowski, który właśnie na skutek dobrze przeprowadzonej terapii przez doktora  House, odzyskał po nieudanym na niego zamachu  nie tylko świadomość, ale i pełnie zdrowia,ku wielkiej uciesze oczywiście jego żony Asi.
Cała akcja w lesie pod dowództwem Tomka przebiegła sprawnie i po krótkim czasie bandyta został ujęty i osadzony w więzieniu w jednej celi z Kramerem, który kiedyś był bankierem oszustem i dopiero udana akcja Va Bank, przeprowadzona przez Kwintę i Duńczyka umieściła oszusta Kramera w Kryminale.

Tak więc wszystko skończyło się jak w bajce, oszustów spotkał zasłużony los, długiego i ponurego odsiadywania kary, a wszyscy pozostali bohaterowie, którzy brali udział w tych brawurowych akcjach zostali zaproszeni do Pensjonatu Pod Różą , gdzie właściciele Iwa i Ksawery Kraińscy urządzili wielkie przyjęcie z okazji niespodziewanego powrotu z USA Ewy Drawskiej, którą znów połączyły silne uczucia z Bartkiem Bachledą, ku wielkiej uciesze Lucyny Skorupowej, Anieli Gut i oczywiście  i matki Ewy – Barbary Drawskiej.

I ja tam byłam, miód i wino piłam, a co uwidziałam, tutaj opisałam 🙂 🙂 🙂
………………

Zawsze taka odskocznia, chociażby złej i brudnej polityki, czy suchych  komunikatów o pogodzie  to dobra zabawa,  a wszystko, co zabawne, nie prowadzi do nudy.
I o to właśnie chodzi, szczególnie w poniedziałek, gdy się ma przed sobą cały tydzień, no bez przesady, że cały, bo jutro znów mamy święto, dzień wolny od pracy.
Wczorajsza niedzielne popołudniu spędziłam bardzo miło w Modlnicy, na pysznym  świątecznym obiadku ugotowanym przez Elę, oczywiście obowiązkowo musiał być i urodzinowy tort, więc jak na tę porę roku przystało, był to tort bezowy z bitą śmietaną i świeżymi owocami : malinami, jagodami i z truskawkami.
Tort był pyszny,  ale ile kalorii za to przy tym człowiek podłapał, ho ho.
A ponieważ po obiedzie słonko nawet zaświeciło, posiedzieliśmy chwilkę na tarasie i piłeczką bawiliśmy się z urocza sunią Sisi,
A wczorajszy wieczór już spędziłam w domku, na mojej farmie, gdzie sadziłam, zbierałam, karmiłam drób (i pawia Maćku też!!!!),oraz inne zwierzątka   i wyrabiałam różne, oczywiście wirtualne produkty. Ale i tak tym wszystkim bardzo się zmęczyłam, co by było, gdybym tak  przyszło mi pracować na prawdziwej fermie???

Życzę wszystkim dobrego poniedziałku, wspaniałego jutrzejszego odpoczynku (no, chyba pogoda nam jutro dopisze) i całkiem mile spędzonego całego tygodnia

straszna tragedia

 

 

 

Bardzo złe, tragiczne wieści nadeszły wczoraj z Borów Tucholskich.
Na wskutek  przechodzącego tam w nocy  tornada doszło do niebywałej tragedii.
Połamane drzewa zaczęły spadać na obozowisko harcerzy, którzy w pobliżu Tucholi rozmieściły się jak co roku w niewielkiej leśnej polanie w  Suszku.
W wyniku tej niespodziewanej nawałnicy dwójka młodych harcerzy, 12 i 14 letnie dziewczynki straciły życie, wiele innych dzieci, a także i z kadry harcerskiej opiekującej się młodzieżą również zostało poszkodowanych, niektórzy bardzo poważnie.
Wichura nadeszła z niespodziewaną siłą, nikt nie mógł przewidzieć rozmiarów tej tragedii, zresztą obozowisko w tym miejscu łódzki oddział ZHP rozkładał rok rocznie, od wielu już lat.
Nawet nie chcę myśleć, co przeżywali rodzice, gdy dowiedzieli się o tej strasznej nocy, szczególnie co przeżyli rodzice tych dwóch małych harcerek, ukochanych ich dziewczynek, które już niedługo, bo 15 sierpnia mieli w domu zobaczyć ………
Już nigdy w tych dwóch domach nie rozlegnie się śmiech, nie będzie radości, na zawsze pozostanie smutek, ból, będą p0ynęły łzy…

Łączę się dzisiaj w tym ogromnym bólu z Rodzicami tych dwóch dziewczynek, przed nimi było jeszcze całe życie, ale na wskutek  tych strasznych chwil podczas nawałnicy, zostało ono tak brutalnie przerwane……..

Do tej pory takie tragiczne, wynikające z anomalii pogodowych tornada były charakterystyczne dla rejonów Ameryki Północnej, również i okolice Azji, szczególnie rejony Japonii też nawiedzane były takimi zjawiskami.
W Europie coraz częściej również dochodzi do coraz bardziej dziwnych i strasznych w skutkach przeróżnych wichur, przy czym siła tych huraganów i w Polsce ostatnimi czasy bardzo się nasila.
Może jest to sygnał dla ekologów, że jednak dobrze, że zajmują się powiązaniami, jakie zachodzą pomiędzy żywymi organizmami a naturą, uczą się ją pozytywnie wykorzystywać i nabywać znajomości, w jaki sposób zapobiegać różnym atmosferycznym zjawiskom.
Natura bowiem jest nieokiełzana, ma niesamowitą, niszczycielską nieraz moc, ale to od nas, ludzi wszystko zależy, w jaki sposób ją trzeba okiełzać, jak umieć przewidywać i zapobiegać nieszczęściom.
Coraz bardziej propaguje się ekologiczne podejście do życia, chociażby poprzez segregację śmieci, która prowadzi do tego, aby odzyskać niektóre produkty wtórne i ponownie je przetwarzać na użyteczne dla nas towary. Jest wiele odpadów, których czas samoistnego rozkładu trwa latami, co przynosi wielkie szkody środowisku, czyli przecież nam wszystkim.
Ekologia to przecież tak bardzo istotna część naszego życia, w którym na co dzień się obracamy i dobrze, że istnieje grupa ludzi, którym ochrona naszego środowiska jest bliska, ale dbanie o przyrodę powinno leżeć w interesie nasz wszystkich.

Właściwie na dzisiaj miałam przygotowany całkiem inny wpis do blogu, ale ze względu na rozmiar tragedii, jestem zmuszona przełożyć ten wpis na inny termin.
Ot, wczoraj poniosła mnie fantazja i zaczęłam układać swoją nową historię serialową, a jednak brak mi oglądania tych nowych losów zaprzyjaźnionych ze mną rodzin Mostowiaków, czy Lubiczów. Na takie oglądanie muszę jednak poczekać jeszcze co najmniej dwa tygodnie, na razie zadawałam się powtórkami, chociaż przypominanie bardzo starych, sprzed kilku lat odcinków M jak miłość  napawa mnie pewnym sentymentem.

No i nadeszła pora ujawnienia dzisiejszej, tajemniczej mojej wyprawy….Otóż zostałam zaproszona do domu Eli i Maćka do Modlnicy, na urodzinowy obiad Darki.
Bardzo się cieszę z tej okazji, więc zaczynam już na tą wyprawę się szykować, bo koło południa któraś z dziewczynek, Daria lub Wiktoria, mają po mnie przyjechać.
Taka to ma szczęście, prawda? Nie dość, że ją zapraszają, to jeszcze ma zapewniony transport w obie strony 🙂

Życzę przyjemnej, aczkolwiek zapowiadającej  się  nieco ponuro niedzieli.
Właściwie to szkoda, że jest taka właśnie pogoda, bo miałam całkiem inne plany na moje dzisiejsze stroje, ale cóż, muszę być elastyczna i ubrać całkiem coś innego, niż zaplanowałam.
No to maszeruję teraz w kierunku szafy i szukam odpowiedniego stroju na dzisiejszą okazję
 No to do jutra.

 

odpowiedź

 

 

 

Wczoraj wreszcie dostałam odpowiedź z MPK w sprawie kontuzji, jakiej się nabawiłam wskutek upadku w autobusie linii 139, 13 lipca, czyli prawie miesiąc temu.
Długo czekali na wysłanie do mnie odpowiedzi, z której wynika, że przeglądnęli monitoring zamontowany w autobusie i przebieg tego wypadku. Nawet nie wiedziałam, że autobusy taki monitoring posiadają, tylko pytam się po co, skoro kierowca podobno nie mógł widzieć mojego wypadku i nie podjął w związku z tym kroków przewidzianych przez procedury (???) Trzeba było jednak głośno krzyczeć, drzeć się wniebogłosy, czego nie zrobiłam, przyznaję, ale byłam tak zszokowana i obolała, że wydawałam tylko z siebie jęki, nie patrzyłam przecież na poklask. Każdy inaczej cierpienie przecież przeżywa.
No tak, kierowca nie wie, co się dzieje w autobusie, bo przecież on ma patrzeć na jezdnię a nie na monitoring, rozumiem, ale nie wierzę, że niczego nie usłyszał. No, ale nie mam innego wyjścia, jak przyjęcie do wiadomości, że autobus wcale nie gwałtownie zahamował, tylko lekko przystopował, a to byłam moja wina, że po prostu zatoczyłam się (!???) i upadłam.
Dobrze chociaż, że na końcu napisali słowo przepraszam, ale to i tak mojego bólu, którego wtedy doznałam nie ukoi.
Chciałam napisać do nich odwołanie, ale niestety dwa razy dostałam wiadomość, że korespondencja moja została zablokowana!!!!) i nie może być dostarczona.
Czyli MPK przodem do klienta BRAWO!!!

Reasumując : Moja wina, że się wywaliłam, mogłam się nie puszczać (ha ha ha, obojętnie co to ma oznaczać), a najlepiej, nie jeździć pojazdami MPK.
Bo w końcu od czego są taksówki????
Ale………. POGODA JEST DLA BOGACZY, DLA NIE BOGACZY SĄ PROGNOZY ZŁE  🙂
Tłumacząc na „nasze”, kto bogaty jeździ taksówkami, a kto biedniejszy, porusza się per pedes, albo……..narażony jest na brawurę autobusowych kierowców.

Dzisiaj wreszcie troszkę odpoczynku od kanikuły.
Ale bez przesady, żeby od razu o połowę słupek rtęci w dół spadał????

S Z O K !!!!!

 

I to akurat wtedy, gdy sobie wymyśliłam wyjście na miasto!!
Wczesnym rankiem burza w Krakowie grasowała, teraz tylko pada i pada………
Ale głowa do góry, jutro będzie lepiej, tym bardziej, że jutro jadę na proszony obiadek do….
ale to na razie tajemnica…….tylko zainteresowani są w nią wtajemniczeni.
Na razie pogoda nijaka, więc zdjęcie dzisiaj zamieszczone takie radosne, bo trzeba jakoś sobie humorek od rana poprawić.
Nawet w tej intencji wypiłam aż dwie kawki 🙂

A może to tylko na południu Polski jest taka deszczowa aura? Może gdzieś tam, daleko w Polsce i słonko świeci??
W każdym bądź razie życzę wszystkim wiele słonka na dzisiejszy sobotni dzionek