Właśnie dzisiaj mój Tata obchodziłby swoje 111 urodziny.
Urodził się w Żywcu, 21 sierpnia 1906 roku, zmarł w Krakowie 2 września 1974r.
Już tyle razy pisałam o moim Tacie, pisałam, jakim był wspaniałym człowiekiem, życzliwym dla wszystkich, pozbawiony nienawiści, zawiści, zazdrości.
Całe życie bardzo ciężko pracował, nawet w dniu swojej śmierci, po dłuższym zwolnieniu, spowodowanym zawałem serca, chciał powrócić do pracy, chciał być jeszcze użytecznym, czuł się potrzebnym swoim pacjentom.
A dla nas był najlepszym Tatą na świecie, łagodny, rozumiejący swoje dzieci, zawsze gotów im pomóc.
I takim był dla innych ludzi, zawsze pomocny, nie myślący tylko o sobie, ale o innych.
Życie Go nie rozpieszczało, stracił swoją największą, prawdziwą MIŁOŚĆ swojego życia, moją Mamę, która zmarła stanowczo za szybko.
Tatuś bardzo przeżył śmierć swojej żony, ale starał się pozbierać jeszcze jakoś w tym życiu, chciał nadal być prawdziwą Głową Rodziny i to mu się udało.
Zawsze wspominam Go z wielkim pietyzmem, szacunkiem, na który zasługiwał, był moim Idolem, wzorcem życia.
I pewno nie raz jeszcze o Nim w moim blogu wspomnę, pewnie za kilka dni, gdy znów wypadnie rocznica Jego śmierci.
Są czasem niepowetowane straty, taką dla mnie była utrata mojego Ojca.
I chociaż tyle lat już od tego dnia, gdy odszedł minęło, wciąż Go wspominam, wciąż o Nim myślę i zastanawiam się w wielu losowych wypadkach, jak On by na moim miejscu postąpił.
Czasami wspominając Go czytam wiadomości o Nim zawarte w Wikipedii, musiał być szczególnym Człowiekiem, skoro tam o Nim znajdują się wiadomości.
Wspomniano tam, że był zaangażowany w konspiracyjną służbę zdrowia, słyszałam o tym, w jaki sposób zabezpieczał między innymi państwowe mienie (aparaty rtg), przed niemieckim rabunkiem, albo ile razy ratował ludzi przed aresztowaniami, gdy wyszukiwał u chorych rzekomą gruźlicę, której Niemcy cholernie się bali i takich ludzi jednak omijali w swoich rozbojach. Nie bał się, chociaż bardzo narażał swoimi antyniemieckimi działaniami swoje życie.
Jestem dumna, że miałam tak wspaniałego Ojca.
I nieraz zastanawiam się, jakby postępował w tych obecnych naszych „dziwnych czasach” – On nigdy się nie łamał, nie ulegał żadnej presji – między innymi dlatego stracił dalsza posadę Dyrektora w wybudowanym dzięki Niemu na wzór Paryskiego Instytutu Fundation Curie,w którym kilka lat pracował, Instytucie Onkologii w Krakowie. Wystarczyło tylko zapisać się do PZPR – mój Tata odmówił……..
Był zawsze wierny swoim przekonaniom, swojemu wyznaniu, swoim ideom wolności, które poznał będąc w Harcerstwie Polskim, w którym później piastował stanowisko Harcmistrza.
Pewnie i teraz nie podobały by się dzisiejsze naciski na ludzi, wymazywanie ich wolności ich poglądów, nie pozwolił by na zniewolenie….
Sporo napisałam dzisiaj o moim Tacie, bo chciałam Wam powiedzieć dzisiaj, jak naprawdę był Wspaniałym, a przy tym bardzo skromnym Człowiekiem, nigdy się nie wywyższał, nie pokazywał nikomu kim jest, szanował ludzi i szanował swoje osiągnięcia, które wykorzystywał tylko dla dobra innych.
TATULKU!!!! Myślę o Tobie i wiem, że znów się niedługo spotkamy !!!
Dzisiaj mamy poniedziałek, zaczynamy nowy tydzień, wszystko jeszcze przed nami.
Niech ten dzisiejszy, lekko słoneczny dzień będzie zapowiedzią na dobry i udany cały nienadchodzący tydzień.














