w czwartek zupełnie jak w poniedziałek

No tak dziwnie jakoś dzisiaj, zupełnie jakby po tym święcie był już poniedziałek,

na szczęście nie, już blisko weekendu.

Rozleniowiłam się okrutnie.

Ponieważ mam ostatnio pecha,a jutro jest piątek i to w dodatku trzynastego,

postanowiłam sobie, że jutro wezmę urlop. ( he he, tak jakbym ostatnnio go za

mało miała).

Nie szkodzi i tak nie można narazie zdjęć robić, a zresztą dzisiaj będzie roboty

za onajmniej 2 dni, mam sporo porejestrowanych pacjentów do prześwietleń

( które na szczęście działają), w tym zastępcę Dyrektora Szpitala zaprzyjaźnionego nam,

więc juz się boję, zeby ta aparatura kawału znowu jakiegoś nie zrobiła.

Już wszyscy wiedzą, ze aparat mnie po prostu nie lubi

i żadne moje próby przymilania się do niego nie skutkują.

Dlatego poprosiłam, żeby dzisiaj sam Szef aparaturę włączył, potem juz będzie o.k.

Przynajmniej taką mam nadzieję.

Trzymajcie za mnie dzisiaj mocno kciuki, bo chociaż to nie moja wina, że aparat

takie hopsztosy czyni, zawsze i tak czuję się winna.

No i jak tu się nie stresować??

Już w domu, prawie skoro świt myślę, co będzie dzisiaj popołudniu w pracy???

to wcale nie prima aprilis

Mogę mieć auto.

To wcalre nie primaaprilisowy kawał

Maciek zaproponował mi, że mi da swoją corsę.

Pomysł dobry, tylko co dalej?

Raczej nie odważę się na samodzielną jazdę.

Co prawda moja starsza o 10 lat bratowa  i starsza o 7 lat sąsiadka jeżdżą.

Ale już jeżdzą lata.

A ja?

Trudno wrócić do jazdy, skoro jeżdziłam autem bardzo krótko i to w dodatku jakieś

no około 15-20 lat temu.

Za długa przerwa no i za duży teraz ruch na ulicy.

Raczej sobie odpuszczę,bo to bez sensu.

Ale jakże by mi się auto przydało, oj przydało.

Pomarzyć zawsze można.

Chyba, że rozpiszę konkurs na prywatnego kierowcę.

Tylko, że wtedy bardziej chyba opłaciłoby mi się jeździć taksówkami.

Gdyby to było właśnie jakieś 20 lat temu……

A tak moje prawo jazdy dalej poleży sobie bezużytecznie

 

Haloween 2009

Dzisiaj u nas w domu haloweenowy kinderball

wszędzie zalęgły się czarownice wiedźmy i nietoperze.

Wiszą sobie w pokojach i przedpokoju i straszą ludzi.

 

 

Ładne nieprawdaż?

Dzisiaj je sfotografowałam, żeby udokumentować na moim blogu,

że pisałam prawdę.

Trochę już co prawda po czasie, ale widać wcześniej nie było okazji.

Ale się będzie działo, jak te 10-15 dzieciaczków razem do kupy się zbierze.

Rajwach będzie jak cholera.

Oj, biedna moja głowa, biedna.

Trzeba było gdzieś się wynieść, ale nie bardzo miałam gdzie.

Nie bedę czyjejś gościnności nadużywać, bo i tak jej ostatnio sporo  już nadużyłam.

A tak się cieszyłam na spokojną sobotę…..

Acha,w Krakowie nastąpiła jakaś poważna awaria w MPEC i wiele mieszkań. w tym i moje jest

bez ogrzewania.

Okropnie mi zimno…br…..

Wieczorem podobno awarię  mają usunąć.

Ale tylko podobno !!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niech będzie

Niech będzie nowy wpis, chociaż nic specjalnego się nie dzieje.

Rano wstaję, idę do pracy, wracam, coś tam oglądam, a raczej przesypiam kolejny

odcinek „Klanu”, coś gram na kompie i idę spać.

Dzień jak codzień.

Dzisiaj tygpdnica mojego „wypadku” z nogą.

Omalże wczoraj nie było powtórki z rozrywki – przed autobus, którym jechałam

gwałtownie wjechała jakaś osobówka, mój autobus w ostatniej sekundzie gwałtownie się

zatrzymał, a ja poleciałam na przód.Co prawda siedziałam, ale i tak tymi biednymi

kolanami walnęłam z całej siły w siedzenia przedemną, zabolało, aż głośno zaklęłam

Ale wstyd.Ale cóż ,jak zaboli to i gęba nie panuje nad tym, co wypuszcza.

Ale nie było to żadne bardzo ( chyba} soczyste przekleństwo, do którego i tak

ludzie się przyzwyczaili ( przerywniki na kur są normalnością w autobusach).

Okazuje się, że siedzenie w autobusie, które bardzo lubię, czyli pojedyncze „do przodu”,

na przeciwko którego jest podwójne siedzenie, nie jest całkiem bezpieczne, leci

się na nie na kolana, stopy oraz na  łeb i szyję w razie gwałtowniejszych hamowań.

Muszę to wziąść pod rozwagę.

Podróze może i kształcą, ale nawet te po mieście okazuje się nie są  całkiem bezpieczne.

Widać nademną wisi jakieś fatum podróżnicze 🙂

od nowego tygodnia

Wypadałoby coś moze napisać w nowym tygodniu?

Magda i jej rodzina wprost mnie rozpieszczali swoja opieką i troskliwością za co bardzo im dziękuję.

Wczoraj ta noga jednak bardzo mie bolała i tylko dokuśtykałam do cmentarza

w Modlnicy ( no byłam podwieziona, to fakt), niestety do rodziców nie dotarłam,

zrobię to w późniejszym terminie, gdy mi  nóżka całkowicie wydobrzeje.

Na razie podjechałam do pracy dzisiaj z Magdą, ale noga jednak jest omalże na 85 procent sprawna,

nauczyłam się  zresztą chodzić na pięcie.

Ale dzisiajesze popołudnie jeszcze spędzę w Modlnicy ( dzieciakom na pociechę,

że muszą jeszcze Ciotkę Ewę znosić kupiłam lody – jakoś je muszę udobruchać) ,

a od jutra już będę na własną łapę sobie radziła.Kiedyś trzeba zacząć, co nie?