Fantazja

Fantazja, polot, to bardzo ważne zalety człowieka.

Nie powiem, od dziecka miałam takie tendencje do fantazjowania sobie.

Już we wczesno szkolnych czasach wykazałam duże cechy do bujania w

obłokach mojej fantazji ( nie chwaląc się).

Pamiętam pierwsze moje opowiadania, które wymuszali na mnie w szkole, dawali nam

wyrazy na rz – ż  ch -h  oraz róne wyjątki ortograficzne i kazali z tymi słowami

wymyśleć sobie jakieś opowiadanie,

Szkoda, że teraz w szkole nie dają tego typu zadań, nie dają nacisku na ortografię,

co widać szczególnie wśród młodzieży ( za moich czasów,,,,) piszących na niektórych

forach, czy na czatach, odrazu czytając ta mieszaninę błędów odciskaja mi się wszystkie

gwoździe w moim mózgu.

No dobrze, wracam do opowiadań: jedno szczególnie pozostało mi w pamięci, jako, że

zostało zachowane najpierw przez mojego Ojca, a potem przez mojego brata dla potomnych,

Teraz już pewno gdzieś wśród papierów zaginęło, a rzecz była  o bohaterskim Bohdanie,

( widać że esencją zadania była literka h), który pokrótce pisząc, był oczywiście

harcerzem, w dodatku druhem, który odpoczywał sobie nad wislaną krakowką

plażą ( podobno na nowo ma być  plaża nad Wisłą w Krakowie) i nagle zobaczył łódkę.,

na której płynęła cała rodzina jakiś tam krakusów, łódka zaczęła tonąć, a mój bohaterski

Bohdan wskoczył do rwącej rzeki, nie bacząc na  niebezpieczeńswio, znalazł

olbrzymi pień, na który wsadził całą rodzinkę i odholował  bezpiecznie do brzegu.

Oczywiście rodzina była zachwycona bohaterkicm czynem harcerza, więc

go zaprosiła do domu, z czego on oczywiście skorzystał i odwiedzał ich

codziennie, a potem nawet się tam zameldował. Jak to w bajkach bywa i happy end

również był, bo w rodzinie była cud dziewczyna, z którą Bohdan oczywiście się

ożenił. Tu  nastąpił koniec mojej opowieści, dzisiaj, po latach mogę tyllko

dopisać, ze pewno mieli mnóstwo dzieci, oczywiście samych bohaterów, bo jakże inaczej

by mogło być.

W latach mojej bujnej  pisarsko młodości było kilka „książek”, które pisałam bardzo

chętnie, a jeszcze chętniej czytana była przez paczkę moich przyjaciół.

Rzeczywiście wymyślałam tam zawsze jakieś niesamopwite  historie, pisane były z

humorem, jako, że naogół wszyscy konali ze śmiechu czytając te moje wymysły.

Wtedy byłam oburzona, ale po latach, gdy któraś z tych książek wpadła mi w ręce,

sama się nieźle z nich uśmiałan.

No bo jak tu sie nie śmiać, gdy na przykład cała paczka przyjaciół pojechała sobie

gdzieś tam w plener na wycieczkę, a dziwnym zbiegiem okoliczności zamieszkała sobie

w zamku, w którym jak sie okazało miało straszyć . Ale mojej głownej bohaterce

wyraźnie to nie przeszkadzało,  podczas gdy wszystkie dziewczyny z wypiekami słuchały

niesamowite opowieści,  moja bohaterka zlekceważyła to, machając ręką i stwierdziła:

Duchy duchami, ale kolację zjeść trzeba.

No cóż, mój kolega stwierdził, że zawarta  w tym jest  cała moja filozofia:

cóż tam jakieś duchy, jedzonko przede wszystkim ( chyba mi to do dzisiaj pozostało)

Takich moich krótszych czy dłuższych opowiastek powstało kilka, niestety nie wiem

czemu, żadna z nich do dzisiaj się nie przechowała niestety.

Był tez okres pisania wielkich poematów wierszem, też niestety caly dorobek

mojej bogatej twórczości gdzieś zaginął.

A dlaczego to piszę??

Bo dzisiaj pozostał tylko mój blog, który bardzo lubię.

Czytam nie raz niektóre blogi innych osób, nie, nie twierdze, że mój

jest najlepszy, ale są takie, których trudno dosyć zrozumiec, pisame tak

wymyślnym stylem, że trudno dojść, co autor miał na myśli.

A ja sobie piszę ot tak, na luzie całkowitym, o tym, co mi akurat do głowy

przychodzi, bez wymyślnych słów, bez patosu, aczkolwiek czasami rozmyślnie

zamieszczam w nich  jakiś podtekst, który zainteresowani potrafią rozszyfrować.

No dobrze, ja się wcale  nie chwalę, ja poprostu mam talent…….( parafraza

Sthura)

I to by było na dzisiaj tyle, bo rzeczywistość brutalnie mnie pogania, do pracy

pora wyruszyć.

Słonecznego dnia życzę