Złe nowiny przyjść mogą o każdej godzinie.
Wiedziałam o chorobie mojej Przyjaciółki Majki, rozmawiałam z nią nawet
kilka dni temu, ale nie dopuszczałam nawet do siebie złych myśli.
Dzisiaj popoludniu przyszła wiadomość o Jej śmierci. Odeszła cichutko, tak jak
cichutko zawsze żyła, dzisiaj o godz 14.00
Pierwszy raz zobaczyłam ją na początku roku akademickiego w Szkole Techników
Elektroradiologii, to był 1967 rok.Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam ją jako naszą słuchaczkę,
wcześniej pracowała w tej szkole w Sekretarioacie, ale wkrótce okazalo się, że wspólnie
będziemy się uczyć, oraz, że mieszkamy tak blisko siebie, że nasza znajomość będzie bliska.
Razem uczyłyśmy sie do egazminów, razem zdawałyśmy nasze egzaminy.To ja byłam
świadkiem narodzin jej małżeństwa z Mundkiem, to ja cieszyłam się z narodzim
Jej Maćka. Potem był okres, gdy razem pracowałyśmy w Szpitalu Kolejwym w Krakowie,
Majka tam mnie ściagnęła, pamiętam jak dziś, jak oprowadzała mnie po wszystkich
szpitalnych zakamarkach.
Niestety wyprowadziła się trochę za daleko odemnie i nasze kontakty były coraz rzadsze,
A potem przyszła wiadomość o Jej chorobie – białaczce.Chorobie, której niestety
dała się wyniszczyć, odeszła….
Żegnaj Majka, będziesz zawsze w moim sercu.
Wieczne odpoczywanie racz Jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci.
Niech odpoczywa w spokoju wiecznym. AMEN
