Oj, zimno już

 

Wczoraj po raz pierwszy na własnej skórze poczułam, co to znaczy zima.

Tak bardzo zmarzłam czekajac najpierw w aucie na Magdę, a potem na opieszały autobus

( chyba dwa kursy wypadły z rozkładu), że nawet dwie gorące hebraty i kawa nie potrafiły

mnie rozgrzać.

Dopiero przypomniałam sobie o niezawodzącym sposobie, czyli o gorącym kakao, który jako

tako  trochę podniósł moją „wewnętrzną temperaturę”, no i oczywiście dopiero pod

kołderką i kocykiem wreszcie przestałam szczękać zębami.

A wcale śnieg w Krakowie jeszcze nie spadł, tylko ta temperatura z zawiewającego

wiatru jest taka dokuczliwa.

Oj trzeba się jednak zacząć na cebulkę ubierać i nie zapominać o czapce i rękawiczkach.

Dzisiaj piątek, czyli początek weekendu.

Nie jestem zwolennikiem łażenia po spacerkach ( jak np Ważna Osoba) wtedy, gdy nie trzeba,

więc przez dwa następne dni  będę się grzała w domowym ognisku i odpoczywała przed

następnym pracowitym tygodniem.

A na razie już pomału zaczynam się zbierać do pracy.

Miłego piątku życzę.