gazetowe neewsy

  

Zawsze bałam się przejazdów kolejowych, tych strzeżonych też. Miałam odczucie, że zaraz najedzie  na mnie pociąg i skończy się to tragedią.
Niestety tak się stało wczoraj, do strasznej katastrofy kolejowej doszło wczoraj w godzinach rannych na strzeżonym przejeździe kolejowy.
Niestety szlabany nie były zamknięte. Dróżnik tłumaczył się, że nie zdążył na czas zamknąć tych belek, ponieważ akurat przejeżdżało tam auto ciężarowe i nie zdążyłoby przejechać szczęśliwie. Kierowcy autobusu to się udało, niestety na wolne przejazd wjechało auto osobowe, które prowadziła kobieta, wioząca swoje dwoje dzieci. Miała pecha, najpierw z całą siłą potrącił samochód pociąg jadący w stronę Warszawy, przesunął auto na drugi tor, a tam najechał na niego drugi pociąg, zmierzający w przeciwnym kierunku. Samochód został zmasakrowany, trzeba było ciąć blachę, by dostać się do uwięzionych w samochodzie trzech osób. Mimo reanimacji matka dzieci zmarła, dwoje dzieci w bardzo ciężkim stanie zostało przewiezione do dwóch różnych szpitali, stan starszej, dziewięcioletniej córki jest prawie beznadziejny, druga, dwuletnia córeczka jest w bardzo ciężkim stanie w Centrum Dziecka w Warszawie. I co z tego wypadku wynika? Znów będą trwało  wielomiesięczne  śledztwo, być może i znajdą winnego ( czyli nieszczęsnego dróżnika, który nie zdążył zapobiec nieszczęściu) i…….. po jakimś czasie znów podobna sytuacja niestety pojawi się  kolejnym miejscu.
Bo niestety nie potrafimy tak do końca wyciągnąć wniosków z naszej polskiej niefrasobliwości i bylejakości, a niestety zawsze wtedy jakiś człowiek płaci za to największą z możliwych niezasłużonych kar. Chociaż być może owa matka też na moment straciła rozwagę i ostrożność,  może może spieszyła się odwieźć córkę do szkoły, może się zamyśliła, bo  zastanawiała się, gdzie zrobić ma dzisiaj zakupy i czy na pewno wszystkie rachunki zostały na czas opłacone. Dzisiaj już te problemy ją nie dotyczą, ale pozostały małe dzieci dla których teraz dopiero zacznie się koszmar życia. Ich beztroskie dotąd życie będzie zawsze stało w cieniu tej wczorajszej tragedii. Już nikt ich nie przytuli tak, jak potrafi robić to matka, wiem coś na ten temat, przecież sama straciłam bardzo wcześnie Mamę  i jaka teraz już jestem stara niestety dalej często brak mi tej matczynej miłości, zdaję sobie sprawę, że teraz i tak by  już nie żyła, ale luka w tych moich przeżytych już latach pozostała i ciągle boleśnie  kłuje niby cierń.
Boże, gdybym miała taką moc, że mogłabym chociaż na trochę cofnąć czas, ustawiłabym zegar z wczorajszą  datą na godzinę szóstą rano i dałabym ostrzeżenie tej matce: nie jedź tą drogą. Bardzo, bardzo żal mi tych dzieciaczków, mam nadzieję, że w jakiś sposób uda im się wylizać z tej strasznej choroby, ale niestety nigdy nie uda im się wyrwać bolesnego ciernia z serca, ciernia wyrażonego słowem  MAMA. Ten cierń będzie tkwił do ostatnich dni ich życia, tym bardziej, że same brały udział w tym  strasznym wypadku i były świadkiem śmierci ich mamy.

To znów była bardzo ciężka noc, nie dość, że długo nie mogłam zasnąć, to jeszcze kilkakrotnie się budziłam, aby wreszcie wstać o 6 rano. Czyli dzisiejszej nocy spałam niecałe 5 godzin z przerwami I jak tu z pełną energią iść do pracy? Nawet nocna muzyka nie pomagała mnie utulić. Ale swoją drogą słuchałam Radia Zet, które  okropnie mędziła tej nocy, sama kocia muzyka szła tej nocy, strasznie ta stacja się zepsuła. Już sobie przestawiłam radio na inny program na następną noc, aby te ” koty” znów mnie nie męczyły przez całą noc.

Za oknem pomału świta, już prawie wpół do siódmej, a tu trzeba palić światło, żeby dostrzec klawiaturę, gdzie te czasy, gdy o tej porze budziło mnie słoneczko?
Ale pocieszająca jest wiadomość, że tego słonka dzisiaj nigdzie w Polsce nie zabraknie,oby

W takim bądź razie życzę wszystkim słonecznego, miłego dnia, bez jakichś złych wiadomości jak wczorajsza o tym strasznym nieszczęściu tej Rodziny.

P.S. Dzisiaj rozpoczynamy miesiąc październik, ale ten czas leci…..