wymiana turnusu

 

Wczoraj znów pożegnałam dwie panie z mojego pokoju zrobiło się nagle tak cicho. Już nikt się nie przegaduje, nikt nie podaje przepisów kulinarnych, nikt się nie śmieje. Jednym słowem spokój i cisza i szpitalna  powaga.
Pewno teraz moja kolej na wyjście stąd, dzisiaj?, jutro? To zależy jeszcze od jednego wyniku, na który czekają lekarze.
Ale teraz nie jestem już seniorką na sal, prym oddałam innej pani i z tego powodu wcale się nie martwię 🙂
Wczoraj na wizycie była pani ordynator, która dopiero co wróciła z urlopu, więc mnie widziała po raz pierwszy. Oczywiście powiedziała, że trzeba czekać jeszcze na wynik badania,ale wg niej jest to tzw nietolerancja pokarmowa, która dosyć często po operacji bariatrycznej występuje.
Jedyne wyjście z tego to dieta, odpowiednie leczenie i stała kontrola u gastroenterologa. No i dobrze, że mam tę panią doktór, której na szczęście ufam.
Pewno jeszcze będę też potrzebowała konsultacji dietetycznej. Ale to wszystko muszę zrobić. Pani docent powiedziała też, że dobrze, że się zdecydowałam na ten zabieg, bo mimo tych dzisiejszych kłopotów była to operacja ratująca życie, tak, tak dokładnie takiego terminu użyła: „ratujące życie”
Więc teraz nie mam co się buntować, co wściekać, tylko muszę pogodzić się z tym stanem, jaki jest i muszę się do nowej sytuacji dostosować. A ze ta nietolerancja teraz dopiero się okazała? Nie wiem, może po drodze co „przespałam”???
Szukałam w internecie poradni zajmującą się właśnie  taką nietolerancją. Są, oczywiście, ale pełnopłatne, a cennik tam z sufitu jest brany. Na przykład test zrobiony na tolerancję 46 produktów wynos około 1700 zł. Ciekawe, kogo na taki test jest stać??
A może wystarczy mi tylko zwyczajna dietetyczna konsultacja, a reszta metodą prób i błędów sama zaplanuję?
Na pewno w porównaniu z trzema, czterema miesiącami temu jest zdecydowanie inaczej, gorzej, po prostu mniej produktów mi służy.
A resztą tak nie do końca wierzę, że takie testy są 100 procentowo pewne.
Najgorsze w tej mojej nowej diecie jest to, że zdecydowanie muszę odejść od kawy. Ona drażni mój żołądek, mleko zresztą też.
No i czym ja teraz będę się ratowała, gdy będę padała na nos ze zmęczenia, czy z powodu niskiego ciśnienia?
Na razie „ratuję się” zieloną herbatą, ale czy to będzie  na dłuższą metę wystarczające??
Ale smutki precz, dzisiaj już wstał nowy dzień, mam nadzieję, że dla mnie pomyślny, z wiadomością, że opuszczę dzisiaj szpitalne mury.
A co będzie dalej, los okaże. Ale na pewno się nie poddam!!!

 Dzisiaj 2-giego lutego – święto Matki Boskiej Gromnicznej. To dzisiaj po raz ostatni śpiewamy już kolędy w kościele i chociaż oficjalnie zakończenie okresu Świąt Bożego Narodzenia nastąpiło 6 stycznia, w Dzień Trzech Króli, w Polsce zawsze ten okres przedłużany jest właśnie do dnia 2 lutego.
I co prawda nie jest to dzień wolny od pracy, ale dzisiaj trzeba iść do kościoła z gromnicą, aby po mszy św zapaloną jeszcze w kościele gromnicę przynieść światło do domu. Światło nadziei na dobre dni.
Zatem życzę wszystkim przyjemnego tego świątecznego dnia, mimo, że będzie nie zimowy, ale prawie że wiosenny.
A do tej prawdziwej wiosny już niedaleko, tylko trochę ponad 60 dni, jak to miło dla ucha brzmi………..