Arnika

Arnika to roślina z rodziny astrowatych. Istnieje ich około 30 gatunków, z czego tylko jeden występuje w Polsce. Arnika górska rośnie w polskich górach, gdzie znane są jej lecznicze właściwości.

 

Wodno-glicerynowy ekstrakt z Arniki górskiej jest szczególnie polecany do pielęgnacji cery naczyniowej. Substancje czynne zawarte w Arnice przenikają przez naskórek i docierają do naczyń włosowatych, wzmacniają ich ścianki oraz zmniejszają przenikliwość łożyska żylnego, redukując widoczność istniejących i ryzyko pojawiania się nowych pajączków.
Arnika przyśpiesza wchłanianie się podskórnych wylewów i siniaków. Działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybicznie. Łagodzi ukąszenia owadów.

Dzięki swojemu zróżnicowanemu składowi arnika działa na wiele różnych dolegliwości:

  • Flawonoidy są cennymi przeciwutleniaczami. Działają przeciwzapalnie na skutek hamowania przez nie syntezy histaminy, która pełni funkcję mediatora procesów zapalnych. Flawonoidy mają też właściwości moczopędne. Drażnią kanaliki nerkowe i utrudniają resorpcję zwrotną w nerkach.
  • Fitosterole zawarte w olejku eterycznym  pobudzają metabolizm organizmu.
  • Karotenoidy są prekursorami witaminy A i silnymi przeciwutleniaczami.
  • Tymol jest stosowany jako środek dezynfekujący. Ma właściwości grzybobójcze i likwiduje bakterie.
  • Kwas kawowy posiada właściwości przeciwzapalne, żółciopędne i przeciwmiażdżycowe. Jest też antyoksydantem, czyli zapobiega niepożądanym procesom utleniania.
  • Kwas chlorogenowy obniża wchłanianie cukrów w przewodzie pokarmowym, dzięki czemu organizm aktywniej czerpie z zapasów zgromadzonych w organizmie. Zwiększa również czułość komórek na insulinę. Jest silnym przeciwutleniaczem i ma właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybiczne.
  • Napar z arniki działa na wiele dolegliwości
  • Możesz  przygotować herbatkę z kwiatów arniki. Jedną łyżkę suszonego zioła wsyp do szklanki i zalej wrząca wodą. Przykryj i odstaw na 30 minut. Przecedź i gotowe. Napar pij raz dziennie i tylko 50 ml. Do smaku możesz dodać łyżkę miodu pszczelego. Resztę napoju należy przechowywać w lodówce. Kuracje stosuj przez 14 dni po czym zrób miesiąc przerwy.



Dobrze jest, ząb już naprawiony i szczerbą nie straszę, oko jest jeszcze wciąż fioletowe, ale smaruję go maścią z arniki, ona wspaniale przyspiesza wchłanianie  się wszelakich krwiaków. Może do poniedziałku trochę mi rozjaśni się ta plama, najwyżej ją będę pudrem smarowała, żeby pacjentów nie straszyć. Bo co to za pracownik Służby Zdrowia z podbitym okiem?
Przez sobotę i niedzielę nie będę raczej nigdzie z domu wychodziła, więc nie będą się na mnie ludzie spod oka spoglądać, z przeróżnymi dziwnymi skojarzeniami…. A może jednak jestem trochę przewrażliwiona? Fakt, ładnie ten mój policzek pod okiem nie wygląda, krwiak nieco się rozprzestrzenił, ale i tak powinnam się cieszyć, że nie złamałam sobie ręki, czy nogi, a tym bardziej np. biodra. Zawsze są jakieś dobre strony tych nawet złych stron.
Wczoraj uczyłam się na nowo chodzić. Tak, tak, muszę panować nad swoimi stopami i podnosić je do góry, a nie suwać nimi po chodniku. Szłam więc sobie wczoraj  pomalutku, oczywiście z głową w dół spuszczoną, co miało podwójnie dobre znaczenie, po pierwsze się nie potykałam, a po drugie nikt mego podbitego lipa nie widział.
Co prawda zanim wyszłam z domu musiałam się trochę przemóc,  bo jednak ten upadek fatalnie na moją psyche podziałał. Gdy próbowałam poprzedniej nocy  zamknąć oczy, od razu wracał mi jak film moment mojego upadku. Dobra, rozumiem, w sumie nie jestem jedna jedyna, która się na ulicy przewraca, ale po prostu byłam na siebie zła, że do takiej sytuacji dopuściłam. A taki  psychiczny uraz jednak w człowieku przez dłuższy czas pozostaje. W porządku, mam niezbyt sprawne nogi, ale jeszcze nie na tyle, żebym musiała się laską podpierać. Jak widać, ta moja niesprawność niekoniecznie uzależniona była tylko od mojej wagi, jest jeszcze wiele innych czynników, które na moje niepoprawne chodzenie wpływa. Zresztą już nieraz o tym w moim blogu wspominałam. Postanowiłam, że teraz będę się po prostu jeszcze bardziej pilnowała i już, nie ma innego wyjścia. I nie będę słuchała dobrych rad innych, w jaki sposób mam chodzić, przecież sprawa dotyczy mnie i ja najlepiej przecież  to wiem, co jest dla mnie dobre, a co złe. A może skonsultować się z jakimś mądrym rehabilitantem, który poradziłby mi, jakie ćwiczenia na te moje niesforne nogi przeprowadzać? Zresztą w domu też dosyć często potykam się o jakieś meble, a to o stołek, a to o jakąś klepkę w podłodze. Po prostu nie zawsze mam władzę nad moimi nogami, zauważyłam, że zwłaszcza lewa noga bardzo często mi „ucieka” w bok i wtedy właśnie mam takie kłopoty.
Wiem, że mam spore zmiany w kręgosłupie lędźwiowym, może właśnie ten wypadnięty dysk uciska na jakiś nerw prowadzący do nóg i wtedy na moment tracę w nodze władzę? To wszystko jest do rozważenia i do konsultacji, tylko gdzie takiego mądrego i chętnego do pomocy rehabilitanta mam szukać?

Dzisiejszą sobotę znów rozpoczęłam bardzo wcześnie, bo jakoś przed piątą rano, więc w związku z tym dzisiaj bardzo wcześnie mój blog zamieszczam.
Cieszę się, że ostatnio znów wzrosła poczytność mojego blogu, co prawda nie znam przyczyny tego faktu, ale to bardzo miłe, gdy mnie tutaj ludzie odwiedzają.
Życzę wszystkim bardzo przyjemnej i spokojnej soboty, tym bardziej, że na dzisiejszy dzień zapowiadana jest bardzo dobra pogoda ze sporą ilością słonka.
Aby ta pozytywna aura pozostała z nami już do świąt, które nadciągają coraz szybszymi krokami.

P.S. Iwonko, pamiętam o tym przepisie na pasztet warzywny, ale jeszcze wciąż nie jest on do końca ustabilizowany. Za to dzisiaj popołudniu będę przyrządzała dietetyczną cielęcinkę z porami, oczywiście  bez tłuszczu, pieczoną w specjalnym w rękawie do pieczenia. Zobaczymy, co mi z tej potrawy wyjdzie.