strachy na lachy

 

Na szczęście okazało się, że Iphon działa. Po prostu podłączyłam go nie do komputera, ale bezpośrednio  do gniazdka i jakoś w końcu czerwona kreska drgnęła, znikła, a telefon się naładował. Ale przyznam, że trochę strachu mi napędził.
Wczoraj był bardzo nieprzyjemny dzień. Co prawda  rano nic nie zapowiadała tak intensywnych opadów deszczu, ale za to popołudniu rozpadało się na dobre. Oczywiście natychmiast zrobiły się korki na ulicach, bo przy takiej pogody zawsze wyjeżdża więcej samochodów, niż zazwyczaj.
Ale niestety często owocuje to w nieostrożność kierowców, którzy podczas deszczu są dodatkowo rozproszeni, mniej uważni, a w dodatku jeżeli się spieszą. o wypadek nie trudno.
Tak było i wczoraj. Stałam sobie na przełączce na Alejach i czekałam na zmianę światła. Auta sunęły jedne po drugim. Tam szczególnie się spieszą, aby przejechać za jednym zamachem całą gałąź Alei, mijając nawet czasami dwa, albo trzy skrzyżowania jednym cięgiem. Widocznie jedno z aut, z nieznanych przyczyn, zahamowało, drugie na niego najechało, bo nagle usłyszałam głośne BUM! Nie był to wypadek szczególnie groźny, ale obydwa samochody musiały zjechać na pobocze. Nie wiem, co było dalej, czy się dogadali, czy może wzywali policję, bo akurat zmieniło się światło, więc przeszłam na drugą stronę Alei i weszłam w swoją ulicę. Ale tak sobie pomyślałam, że tak im bardzo się spieszyło, a szczególnie temu, który spowodował wypadek, najeżdżając na tył auta jadącego przed nim, a teraz stracą masę czasu ustalając przyczyny wypadku, a także czas  związany też z wizytą policji , już nie mówiąc o wszystkich kłopotach, które poniosą w związku z remontem uszkodzonych pojazdów.
No i po co się tak ciągle spieszyć? Czasami lepiej i zdrowiej przyjść lub przyjechać 2 minuty później, niż narobić sobie zbytnim  pośpiechem szkód.
Ktoś powie, że oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy właśnie n przykład odjeżdża nam autobus, czy pociąg, albo właśnie odlatuje samolot. Racja, ale w takim wypadku zawsze lepiej jest wyjść 5-10 minut wcześniej, niż potem lecieć na złamanie karku.
Gdy jadę do pracy, zawsze sprawdzam, o której godzinie odjeżdża mój autobus i wychodzę tak, by dać sobie co najmniej jeszcze 5 minut rezerwy czasowej,
A gdy czasami „przegapię” godzinę jego odjazdu i jest już  za późno, abym na niego zdążyła, nie pędzę jak oszalała, bo wtedy bardzo łatwo można na przykład przechodząc przez ulicę wpaść pod samochód, staram się, by był już na czas na dotarcie na następny autobus.
Jednym słowem moim dzisiejszym przekazem jest CZŁOWIEKU SPIESZ  SIĘ POWOLI,  bo to jest o wiele bezpieczniejsze i bardziej zdrowe, nawet dla psychiki,
Bo dowiedzione jest, że osoby mające nawyk życia w ciągłym   pośpiechu częściej zapadają na wrzody żołądka i na choroby serca.

Pisałam już kiedyś,  że ostatnio mam spore kłopoty z zasypianiem. Wczoraj wypróbowałam więc melatoninę, która dostałam od mojej bratowej.
Jest to hormon, który reguluje rytmy dobowe, między innymi sen i czuwanie. Produkowany jest  głównie w nocy w szyszynce Melatonina odpowiada za uczucie senności, ale także za regulację temperatury i  ciśnienia krwi.
Co ciekawe,  ten hormon w największych ilościach wytwarzany jest między 4 a 10 rokiem życia, a w trakcie dorastania stabilizuje się na względnym poziomie do około 45 roku życia, po czym poziom melatoniny znów spada, a u ludzi w wieku 60 – 70 lat występuje już tylko niewielka ilość tego hormonu.
Pewnie dlatego dzieci, zwłaszcza te małe tak dużą śpią, a osoby starsze często skarżą się na bezsenność. Już znalazłam wytłumaczenie tego faktu.
Przedtem nigdy nie miałam kłopotów z zasypianiem, ledwie przyłożyłam głowę do poduszki, już smacznie spałam, teraz, a szczególnie w ostatnich dniach chyba całkowicie zanika poziom mojej melatoniny, skoro potrafię nie spać do 4-6 rano. Czasami udaje mi się wprawdzie nawet „przyzwoicie” zasnąć, ale wtedy mam przymusową pobudkę około 4 rano i znów do rana się męczę. Jest to okropne uczucie, zwłaszcza, gdy nie mieszka się samemu, bo ciągle trzeba uważać, żeby niechcący nie zbudzić innych domowników. Może kładę się za późno spać? Ale nie, bo nawet jeżeli wcześniej jestem śpiąca, bo ledwie położę się do łóżka, mój sen odfruwa gdzieś w dal, już nie mówiąc, że gdy uda mi się jakoś wcześniej zasnąć, właśnie wtedy budzę się w środku nocy z uczuciem, że już jestem całkiem wyspana.
Poplątanie z pomieszaniem z tym moim spankiem.
Ale tabletkę wczoraj zażyłam i…….. całkiem niedobrze mi się po niej spało, kilkakrotnie się przebudzałam, co prawda nie wstawałam z łóżka, ale to było bardzo denerwujące, za to ledwo wstałam rano, zamulona, jak po dobrym przepiciu, z bólem głowy….. jednym słowem czułam się do niczego.
A ten dzień też wstał zapłakany, ponury i pewnie znów zacznie niedługo padać deszcz, jak na razie wszystko na to się zanosi.
Ale muszę szybciutko zbierać się już do pracy, tylko jeszcze pozażywam moją całą sporą porcję lekarstewek (9 tabletek!!!), włożę kapotę ma grzbiet i …wyruszam w nowy dzień.
Wszystkiego dobrego na wtorek.