oczywiście, że dzisiaj jest znów środa

Uleczko! Dzisiaj następna różyczka do Twojej środowej kolekcji. Pozdrawiam Cię serdecznie już z domu i pogody ducha jak zwykle Ci życzę, chociaż za oknem pogoda prawie, że jesienna, siąpi deszcz i jest ohydnie.
Ale dla Ciebie wyobrażam sobie, że jest piękny, słoneczny poranek, pełen radosnych właśnie róż i pień ptasich i taki optymistyczny obraz do Ciebie w dniu naszego , środowego spotkania posyłam. Mam nadzieję, że to będzie dla Ciebie bardo dobry dzień, czego z całego serca Ci życzę.

Wczoraj wypuścili mnie już na wolność i teraz już sama muszę pokonywać wszystkie niedogodności mojego życia. A nie jest wcale łatwo, bo co prawda zaopatrzona zostałam nie tylko w nowe lekarstwa, ale także i w nowe dietetyczne pouczenia, które, jak się okazują wcale nie są inne od tych, które dotąd stosowałam. No bo co właściwie z dziedziny dietetyki można nowego wymyślić? Ano nic, muszę jeść potrawy beztłuszczowe (o czym świetnie wiem), klaka razy dziennie, jedzenie ma być gotowane względnie duszone we folii, nie mogę jeść niektórych jarzyn wzdymających (a ja tak uwielbiam kapustę!!), nie mogę jeść surowych sałatek, jarzyn ani owoców (prócz banana, który ma cechy lekko zapierające), no i oczywiście nie powinnam pić kawy, ani czarnej, ani tym bardziej białej, bo mleko niestety mogę źle trawić.
Diagnoza, z którą mnie wypuścili ze szpitala brzmi: zaburzenia trawienia i wchłaniania jelitowego. Jest to oczywiście następstwem mojej operacji,  z tyn, że moje trzewia zareagowały w sposób wyjątkowo restrykcyjny i stąd te kłopoty, niestety prawdopodobnie już do końca dni moich.
Czyli już zawsze muszę być na surowej diecie ( a jutro tłusty czwartek!!!) i stale muszę zażywać odpowiednie tabletki.
W piątek idę na wizytę do pani doktor gastrolog, muszę pokazać jej wypis ze szpitala i poczekać jeszcze na jej ocenę mojej choroby.
Mam to co chciałam, ale i tak nadal nie żałuję, bo jak już pisałam, pani docent powiedziała, że taka operacja była dla mnie konieczna, przedłużyłam sobie tym życie. A że będę już zawsze tak jadła? Trudno, już dosyć w życiu napchałam w siebie samych dobroci, pora trochę przystopować.
Wczoraj Magda kupiła mi garnek do gotowania na parze, będę teraz robiła „doktorat” z diety lekkostrawnej i wypróbowywała jego efekty na własnej osobie.
Okazało się też, że stanowczo za mało dostarczałam organizmowi białka (przecież ostatnio nie lubiłam nawet jeść ani żadnych wędlin, ani mięsa) i muszę teraz swoją dietę tak przeinaczyć, aby dostarczać w niej więcej białka, a mniej węglowodanów.
Więc w związku z tym muszę wnikliwie opracować swoją dietę, myślę, że przy niewielkim wysiłku uda mi się to samodzielnie opanować i będzie ona dokładnie dostosowana do moich potrzeb.
Na razie próbuje pomału znów wrócić do rzeczywistości, na razie w domowych pieleszach, a potem znów wypłynę na wielką wodę. Tylko na razie wciąż jestem nie pewna, jaka niemiła przygoda może mnie po drodze jeszcze spotkać, myślę, że wkrótce to całkowicie się uspokoi.

Życzę wszystkim przyjemnej środy, może jednak dzisiaj chociaz troszkę się wypogodzi????