Kłopoty zdecydowanie przemijają, trzeba zabierać się za siebie i do pracy powrócić.
Najwyższa pora, bo im dłużej będę się ze sobą cackać, tym bardziej będę chorowała.
Więc pora podjąć męską decyzję i powiedzieć sobie KONIEC!!!!
Wczoraj rozmawiałam telefonicznie z panią doktor gastrolog. Wysłuchała całą moja szpitalną historię, przeczytałam zalecenia w sprawie diety, zażywania lekarstw, wszystko potwierdziła, że na razie jestem dobrze pokierowana i zdecydowała, że na razie wizyta u niej nie jest konieczna, mam przyjść do niej dopiero po połowie marca. Wyznaczono mi więc termin na 18 marca, a do tej pory mam….się leczyć sama, wg.instrukcji oczywiscie.
No to spróbuję. Najważniejsze, że już nie muszę tak biegać, a to już jest wielki plus. Można nawet powiedzieć : jest całkiem dobrze!!!!!
A dzisiaj……..
Staropolskie przysłowie mówi: Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła.
Dzisiaj bezkarnie, no, prawie że bezkarnie będziemy zajadać się pączkami i chrustem. Wprawdzie najbardziej popularne w tłusty czwartek są właśnie pączki, ale jest i sporo chętnych na chrust, zwanych też faworkami. Całą noc dzisiaj cukiernicy wypiekali te pyszności, aby nazajutrz nikomu ich nie zabrakło.
W większych miastach dziennikarze przeprowadzają ranking najlepszych cukierni, które dzisiaj będą rozpieszczały swoimi wypiekami żądnych łakoci klientów.
Od rana ustawiają się pod cukierniami kolejki, chociaż tych wspaniałości nie zabraknie dzisiaj nawet w normalnych sklepach.
Te małe, pyszne kuleczki, pączki, nadziewane różnościami, marmoladą, różą (te są najlepsze), czekoladą, czy ajerkoniakiem, obsypane cukrem pudrem, lub oblane wspaniałym lukrem, będą dzisiaj robić furorę.
To nic, że jeden pączek ma około 300 – 350 kalorii, potem „jakoś” się je spali, ważna jest dzisiaj tradycja.
Oczywiście, że nie dla mnie. Pączek na pewno jest dla mnie surowo zakazany, ale jakoś sobie poradzę, zjem ze dwa sucharki i będę sobie wmawiała, że smakują tak samo wybornie, jak pączki. Bo przecież najważniejsza jest autosugestia, nieprawdaż?
A tak na serio, doskonale zdaję sobie sprawę, że jeden, jedyny pączek całkowicie zniweczy to, co już udało mi się osiągnąć.
A więc czy warta jest skórka za wyprawę? stanowczo nie!!!! Nie ulegnę więc dzisiaj tradycji i nie zjem ani jednego pączka, tak postanowiłam!!!!!!
Pierwsza wzmianka o pączkach pochodzi z Gdańska z 1475r. Dawniej pączki nazywano pomellami, nadziewana były słoniną, boczkiem, lub mięsem i podawane były koniecznie z wódką. Były podobnie jak obecne pączki smażone w głębokim, roztopionym tłuszczu.
Do dziś w niektórych północnych częściach Polski niektóre pączki nazywają się pumelkami.
Przyjęto, że smażenie pączków rozpoczęto w Gdańsku, jest nawet kilka dowodów na poparcie tej teorii. W każdym bądź razie, dopiero w XVII wieku , gdy w Gdańsku powstała pierwsza rafineria, zaczęto posypywać pączki cukrem i podawać w wersji dzisiejszej, jako słodki przysmak.
I na koniec karnawałowa ciekawostka:
W Stanach Zjednoczonych, które słyną z zamiłowania do donatów, czyli pączków z dziurką, zamiast tłustego czwartku obchodzi się tłusty wtorek.
Tak jak i dla nas tłusty czwartek, dla Amerykanów tłusty wtorek jest świętem końca karnawału, którego ważnym elementem są właśnie donaty.
We Francji w ostatni wtorek przed karnawałem obchodzone jest święto Mardi Gras, Wtedy podczas wielu licznych parad i festiwali Francuzi zajadają się nie tylko pączkami, i faworkami, ale także tzw crepes Suzette, czyli naleśnikami w sosie pomarańczowym.
W Wielkiej Brytanii dzień przed Postem nazywany jest Pancake Day i świętowany jest naleśnikami, podawanymi na różne sposoby. Także i naleśnikowe święto obchodzone jest też na koniec karnawału i w Australii.
Za to w krajach skandynawskich takie święto obchodzą również we wtorek i spożywa się tam wtedy głównie semle, czyli pszenne bułeczki nadziewane słodkim farszem.
Jak z tego wynika, każdy kraj przygotowuje się zabawami i słodkościami do okresu Wielkiego Postu, gdy już obowiązuje wstrzemięźliwość od hulanek, a także od jedzenia i picia alkoholu.
Dopiero potem nadchodzi czas Wielkiej Nocy i znów nasze żołądki zapełniają się samymi smakowitościami, czasami niestety bez umiarkowania, co bardzo często potem kończy się kłopotami żołądkowymi i wizytami u lekarza, a w groźniejszych przypadkach nawet pobytem w szpitalu.
Ale co tu będziemy o poście już dzisiaj wspominać, przed nami dzień karnawałowej rozpusty, obfitującej w same pyszności – słodkości, więc raduj się, kto może i zajadaj się dzisiaj pączkami i faworkami, najwyżej juto zamiast tramwajem czy autobusem pognamy do pracy kłusem, ha, ha ha.
A więc tradycyjnie życzę wszystkim miłego dnia i dodatkowo jeszcze tego miłego i słodkiego smaku na języczkach. Niech Wasze gębusię będą dzisiaj wesołe, uśmiechnięte i rumiane jak ten pączuś dla Ciebie.


