Oglądałam wczoraj na cda.pl bardzo ciekawy film ” Motyl Still Alice”. Jest to historia 50 letniej kobiety, wykładowcy lingwistyki na jednym z amerykańskich Uniwersytetów, która kilka dni po swoich 50- tych urodzinach dowiaduje się, że zachorowała na chorobę Alzheimera. Była to dla niej straszna tragedia, bo ona, człowiek czynny, nagle zaczynała się gubić w swoich wykładach i musiała zaprzestać swojej pracy na Uniwersytecie. Brak kontaktu ze studentami, a także z karierą naukową, która dotąd bardzo wspaniale się rozwijała zaczęła coraz bardziej boleśnie odczuwać. Dodatkowo okazało się, że jej choroba ma podłoże genetyczne i całkiem możliwe, że ten gen chorobowy przekazała któremuś ze swoich dorosłych już dzieci. I rzeczywiście, u jednej z córek również wykryto taki sam gen, a więc w przyszłości najprawdopodobniej również zachoruje ona na Alzheimera. W końcu bohaterka pogodziła się z faktem, że musi pozostawać już w domu, że nie jest wykładowcą na Uczelni, ale z czasem dochodziło do wielu przykrych sytuacji, gdy po prostu zaczęła się zapominać , a potem nawet zaczęła mieć trudności z rozpoznawaniem swoich bliskich, co zawsze okropnie ją przerażało, bo co może czuć matka, która nie rozpoznaje swojej córki.
Trzeba przyznać, że była bardzo dzielna w tej swojej chorobie, cały czas ćwiczyła swoją pamięć przy pomocy komputera, który podpowiadał jej pytania, na które musiała dawać odpowiedzi. Te pytania nie były trudne, np. podaj miesiąc swoich urodzin, podaj dzisiejszą datę, ale zawsze miała możliwość kontrolowania, na ile jej choroba się posunęła. Oczywiście była też pod opieką lekarza neurologa, ale z czasem musiała rezygnować z codziennych przyzwyczajeń, już nie mogła na przykład uprawiać joggingu, bo zdarzyło się tak, że nagle się zgubiła i ie wiedziała jak trafić do domu.
Bardzo pocieszające było to, że miała koło siebie kochającego i wyrozumiałego męża, któremu nawet kiedyś powiedziała : wiesz, wolałabym zachorować na raka, bo wtedy każdy by mnie przytulał, przynosił kokardki i balony, a nie odsuwał się ode mnie, jak od osoby niespełna rozumu. Również i dzieci starały się ją wspierać w tej strasznej chorobie, nie mniej każdy dzień był dla niej naprawdę coraz bardziej trudny, z czasem z przystojnej 50-ciolatki stała się starą, zaniedbaną i zniechęconą życiem kobietą. Otępienie niestety postępowało dosyć szybko, co utrudniało życie nie tylko jej, ale także i rodziny, na przykład mąż musiał zrezygnować ze swoich planów podjęcia pracy na prestiżowym stanowisku w innym stanie, gdyż żona obawiała się, że nie odnajdzie się w nowym środowisku.
Zdecydowanie polecam ten film, jako warty oglądnięcia. Za rolę profesor dotkniętej tą chorobą Julianne Moore dostała Złotego Globa i nominację do Oscara.
Film pokazuje bohaterkę, która podejmuje heroiczną walkę o to, by pomimo tej strasznej choroby pozostać sobą.
Problem poruszony w filmie jest bardzo istotny, albowiem wczesne objawy Alzheimera są najczęściej lekceważone. Przyjmujemy bowiem, że pamięć zaczyna szwankować z powodu nadmiaru codziennych trosk, kłopotów i nerwów. Zaczynamy zapominać, gdzie kiedyś coś położyliśmy, są to pierwotnie drobne incydenty, na które nawet nie nakładamy uwagi. Z czasem choroba zaczyna się rozwijać coraz bardziej gwałtownie, pomału chory zaczyna tracić kontakt z otoczeniem. Niestety choroba się ta nie cofa i robi coraz większe spustoszenie w psychice. Najważniejsze jest jednak to, by osoba dotknięta tą chorobą pozostawała jak najdłużej sobą i zawsze pozostawała w otoczeniu osób, które ją kochają i rozumieją, chociaż na prawdę i dla najbliższych jest to czas bardzo ciężkich rozterek, gdyż wiedzą, że w wielu wypadkach muszą chorej osobie ustąpić , ale w wielu przypadkach wymagać od tej osoby pewnej codziennej dyscypliny, co wcale nie jest łatwym zadaniem.
Dzisiaj mamy piątek. Zapowiada się piękny, słoneczny dzień.
5 lutego, 46 lat temu przyszedł na świat mój bratanek Łukasz, o którym dosyć często tutaj w moim blogu wspominałam.
Wszystkiego najlepszego Łukaszku.

