Obudził mnie straszny sen. Stanęłam na wadze i okazało się, że ważę z powrotem aż 125 kg. Trochę się dziwiłam, dlaczego w kilka dni przybyło mi aż 40 kg, ale na szczęście się przebudziłam. Moja waga się na szczęście nie zmieniła 🙂
Ale wcześniej, w nocy przebudził mnie inny sen: śniło mi się, że byłam na jakichś wczasach i mój turnus niestety już się kończył. Musiałam szybko opuścić pokój, bo już nowi wczasowicze na niego czekali. Martwiłam się, co mam zrobić, bo mój pociąg odchodził dopiero wieczorem, aż tu nagle do holu, w którym byłam wchodzi mój tata z Anią, z pięknym bukietem urodzinowych kwiatów i na głos, pośród zdumionych innych wczasowiczów odśpiewali mi sto lat. Byłam bardzo wzruszona, a zarazem szczęśliwa, że mam już zapewniony transport do domu, albowiem przyjechali do mnie samochodem.
Sen był w sumie bardzo przyjemny, ale….. no właśnie, gdy mi się śni mój tata, zawsze zapowiada to jakieś kłopoty, chorobę, tata zawsze mnie przed czymś ostrzega. I tak sobie pomyślałam: moje urodziny już niebawem, w kwietniu, może Oni tam właśnie wtedy na mnie będą czekać, by mnie przywitać?
Brrr, lepiej, by nie była o prawda, ale właśnie wtedy kończę ten „zagrożony” wiekiem zły czas dla mojej rodziny. A tu akurat wyszły na jaw te moje zdrowotne kłopoty………
Może jednak przestanę się na wszelki wypadek zajmować interpretacją snów, bo jeszcze ściągnę na siebie jakieś kłopoty. Ale pamiętaj Ewusiu : MEMENTO MORI!!!.
A ja nadal się leczę, ze zmiennymi skutkami, co dzień mam przeciwstawne objawy, ale widać już tak musi być. Wczoraj rozmawiałam z kolegą Moniki, z tym, który polecił mnie operującemu chirurgowi. obiecał, że znów ułatwi mi z nim kontakt, może tam coś więcej na temat nietolerancji pokarmowej będą wiedzieli, bo pani doktor gastrolog przyznała, że ma tylko 4 takich pacjentów w podobnej sytuacji jak ja i nie bardzo rozeznaje ten temat. A może tę nietolerancję po operacji bariatrycznej trzeba jednak nieco inaczej rozpatrywać?
Wczoraj była ostatnia sobota karnawału. Sąsiedzi z czwartego piętra urządzili sobie fajną potańcówkę. Co prawda muzyka nie była puszczana zbyt głośno, za to przy tańcach tak niemiłosiernie tupali, że czasami miałam wrażenie, że ktoś nade mną rozwala młotem pneumatycznym sufit : łup, łup, łup, łup, łup, łup.
Na szczęście około 1 w nocy tańce ustały i mogłam sobie spokojnie zasnąć.
Wczoraj dzwoniła do mnie Iwonka, ta moja koleżanka ze szpitala i poleciła mi do jedzenia kaszę jaglaną. Muszę więc sobie ją kupić.
Kasza jaglana jest jedną z najbardziej zdrowych kasz, pomimo, że ma dosyć wysoki indeks glikemiczny i najwięcej kalorii pośród wszystkich kasz, ale zawiera krzem, który poprawia przemianę materii.
Otrzymuje się ją z nasion prosa i ma wartości lecznicze i zdrowotne. Wyróżnia się ona największą wartością witamin z grupy B, oraz żelaza i miedzi. Ma mało skrobi, za to posiada dużo dobrze przyswajalnego białka. Jest lekkostrawna, nie uczula, ponieważ nie posiada glutenu. Ma działanie antywirusowe i wysusza błony śluzowe, dlatego polecana jest przy wszystkiego rodzaju katarach. Ma działanie zasadotwórcze, a więc pomaga powrócić do równowagi kwasowo zasadowej w organizmie. Wspomniany już powyżej w niej krzem działa odżywczo na włosy, paznokcie i mineralizację kości. Działa odżywczo na mózg, a więc wzmaga pamięć, co powinni brać po uwagę studenci podczas sesji.
Jednym słowem wspaniała kasza tylko……. może nie całkiem dla mnie, bo jednak ten wysoki indeks glikemiczny nieco mnie przeraża. Ale w niewielkich ilościach mogę ją wypróbować!
Za oknem słoneczko wesoło świeci. To będzie na pewno bardzo udana niedziela, jedna z tych lutowych bez śniegu, ciepła i miła. Pewnie zapaleńcy nart będą mieli inne zapatrywania na taką pogodę, ale i tak wszystkim nie dogodzisz.
Życzę przyjemnego odpoczynku.

