Polecam

 

 

Polecam dzisiaj bardzo ciekawy artykuł, zamieszczony w Onecie, dotyczący katastrofy Titanica w 1912 roku.

http://podroze.onet.pl/ciekawe/kopia-slynnego-titanica-za-dwa-lata-wyplynie-na-morze/5ey6mf

 Artykuł związany jest z faktem, że jeden z wielkich australijskich miliarderów chce wybudować bliźniaczy Titanicowi  statek pasażerski, który wyjdzie w morze w roku 2018,  nazwie go Titanic 1, a jego dziewiczy rejs rozpocznie się w Chinach, a zakończy się w Dubaju.
W artykule zamieszczony jest też bardzo ciekawy film, opisujący historię tragedii Titanica, ale tym razem nie jest to film fabularny, ale publicystyczny,  lekko fabularyzowany, chociaż wiadomo, że musieli w nim zatrudnić aktorów, bowiem nikt z uratowanych osób już nie żyje. Nakreśla on wszystkie przyczyny zaistniałej katastrofy, począwszy od błędów popełnionych przy projektowaniu, a potem budowaniu statku, aż po liczne błędy, które popełniała załoga statku, łącznie z jej kapitanem, który w obliczu zagrożenia podejmował niewłaściwe decyzje.
Nie przestrzeganie licznych procedur niestety zaowocowało śmiercią ponad 1500 osób płynących wtedy tym podobno niezatapialnym, super nowoczesnym jak na owe czasy statkiem.

Sam artykuł, zawarte w nim zdjęcia i film naprawdę są godne oglądnięcia.

A ja z uporem kuszę wiosnę pięknymi kwiatkami zamieszczanymi w moim blogu i kto wie, może mi się to nawet uda?
Wczoraj rano było jeszcze chłodno, ale gdy wyszłam około południa przed przychodnię, zaskoczył mnie miły, ciepły podmuch powietrza. Zrobiło się na tyle ciepło, że nawet swoją czapkę schowałam do siatki i wracałam do domu z gołą głową.
To był bardzo miły spacer, ale jeszcze było coś, co również mnie zaskoczyło. Na jednym podwórku, przez które przechodziłam, zauważyłam na płaczącej wierzbie malusieńkie, zieleniejące pączki. Przetarłam oczy ze zdumienia, myślałam, że tylko mi się to wydaje, podeszłam więc bliżej i rzeczywiście widać już  malusieńkie pączki i leciusieńko zarysowujące się zaczątki listków. Ale uradowała się moja dusza, bo zawsze widok pierwszych pączków na drzewach wprowadza mnie w stan euforii i powoduje też u mnie wielkie wzruszenie . Dobrze, ja wiem że to może jeszcze przedwczesna radość, jeszcze te pączki mogą być pokryte białym śniegiem, ale już są, już przyroda pomału budzi się do życia, a wiosna już, już stoi niedaleko drzwi. I jak się tu nie cieszyć?
Więc radosnym krokiem ruszyłam na przystanek autobusowy, a wydawało mi się, że cały świat do mnie się uśmiecha.
Więc jeżeli ktoś ma swoją działeczkę koło domu polecam dokładnie przyjrzeć się, czy u Was też przyroda już pierwsze, wiosenne kroki czyni.
Myślę, że przeczytam o tym w komentarzach do mojego bloga. Tak jak wczoraj przeczytałam komentarz archato odnośnie Jej przebiśniegów.
Nie mam własnej działki, więc i moje doświadczenia w sadzeniu i pielęgnacji roślin są tylko z pozycji obserwatora, bowiem jeżdżę na działkę do mojej Magdy, gdzie zawsze wiosną pięknie się zazielenia, a potem kwitnie sporo kwiatów. Uczestniczę w sadzeniu głównie jako głos doradczy, chociaz po prawdzie, Magda wie na ten temat o wiele więcej niż ja. Ale bywa i tak, że nasionka, albo nawet i sadzonki są gorszego rodzaju i wtedy roślinka nie chce wzejść, może i tak było w przypadku tych przebiśniegów, które u archato nie chcą się rozmnażać? Jedno co wiem na pewno, że warto takie sadzonki kupować w renomowanych sklepach ogrodniczych, wtedy jest większa szansa, że pięknie zakwitną. Kiedyś kupowałyśmy  z Magdą nasionka, a nawet małe sadzonki w Biedronce i niestety wiele z nich zginęła. Za to te kupowane u ogrodnika, lub w sklepie ogrodniczym na ogół przynoszą piękne rezultaty.
Ja wiem, że Koleżanka w swoim komentarzu odniosła się też do mojego nałogu, naprawdę długo z nim walczyłam, przeszłam nawet na palenie papierosów elektronicznych, ale pokusa zapalenia normalnego papierosa była zbyt silna i mnie przerosła. Cieszy mnie jednak to, że w znacznym stopniu ograniczyłam palenie do niecałej paczki papierosów (zdarzało mi się palić kiedyś dwie, trzy paczki dziennie), ale nadal mam świadomość, że ten nałóg jest dla mnie zgubny i trzeba będzie coś z tym zrobić. Znalazłam sobie nawet takie swoje „wyjście awaryjne”, po prostu gryzę wykałaczki, które zastępują mi w pewnym sensie papierosa. No może jak widać, nie całkowicie, ale w dość dużym stopniu, co jest i tak dla mnie  sporym postępem. A dlaczego wykałaczki, a nie gumę do żucia?
Ta druga mnie denerwuje, bo ciągle oblepia moje zęby i mam potem w buzi spory dyskomfort. A wykałaczkę rozgryzam sobie do miękkości, a potem wyrzucam i biorę nową. Ot tak sobie jakoś wymyśliłam.

Dzisiaj mamy trzynastego, a wiadomo, trzynastego wszystko zdarzyć się może.
Niech więc Wam dzisiaj zdarzają się same przyjemne i miłe przypadki.

Jednym słowem : dobrej soboty życzę.

                                                          

Dodaj komentarz