odpowiedź do dzisiejszego komentarza

wolno Ci tak myśleć, że Wałęsa był Bolkiem wszak to właśnie Wałęsa z Solidarnością  głownie doprowadzili do tego, że jest w Polsce wolność słowa i każdy może pleść co tylko mu myśl i głupie fantasmagorie poddają do głowy!!!!!!
Ciekawe, czy gdyby Kaczyński powiedział, że Wałęsa ściągnął UFO-ludki do pomocy też tak bezgranicznie byś wierzyła????
Łatwo kogoś zniszczyć pomówieniem, gorzej to potem odbudować. Ale mam nadzieję, że to panu Jarosławowi kiedyś czkawką się odbije

Towarzysz Bolek ???

Wierzycie w to? Jak można tak przeinaczać historię, aby siebie i swojego braciszka na piedestał wystawić???
Zobaczyła żaba (kaczka?), że konia kują i sama łapy do podkucia wystawia.
Już dawno nic politycznego w moim blogu nie zamieszczałam, tym razem nie zdzierżyłam.
Przytoczę tu jeden cytat:” W obliczu niechybnej kompromitacji Wałęsy to Lech Kaczyński stanie się symbolicznym patronem ruchu solidarnościowego – mówi Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Zdaniem prezesa PiS właśnie tego boją się liderzy PO i dlatego nie chcą godnie uczcić pamięci o zmarłym prezydencie”.
Czy już wszystko jasne???? Już wiadomo o co Jarosławowi chodzi? Chce na piedestał wystawić swojego braciszka, a i przy okazji siebie.
Nigdy, nigdy Lech Kaczyński nie będzie bohaterem, był owszem, jednym z wielu, którzy byli wtedy w Sierpniu w Stoczni Gdańskiej, ale na pewno i niepodważalnie to właśnie Lech Wałęsa był wodzem i przywódcą tej narodzonej wtedy idei, to on doprowadził wtedy do  upadku komuny, to on wtedy był  wielkim autorytetem tych dni. I żadne przeistaczanie historii na to nie pozwoli.
Pamiętam ten sierpień 1980 roku i pamiętam te moje łzy wzruszenia, gdy Lech Wałęsa podpisywał wielkim długopisem porozumienie według zasad Solidarności, a nie ówczesnego rządu, jak stara się teraz to przeinaczać partia pisowska.  O żadnym Lechu Kaczyńskim jakoś nie było wcale głośno, padały za to inne nazwiska jak Geremek,  Mazowiecki, Michnik, Kuroń,  Frasyniuk czy Gwiazda, Bo jeżeli tak by  nie było, to jakie znaczenie miałaby wtedy obecność Lecha Kaczyńskiego, jako bohatera? Żadna!!!!! Przecież musiałby wtedy się sprzeciwiać temu, że podpisywano „układ” z rządem, a jakoś tego sprzeciwu wtedy nie wyrażał.
To nie Lecha Kaczyńskiego prosili o ocenę sytuacji, on tam za wiele nie miał do powiedzenia, był tylko jednym z doradców.
Ciężkie to były czasy, pamiętam, że bardzo wtedy trzeba było uważać gdzie i do kogo się coś powiedziało, bo łatwo było potem te słowa przeinaczać wg. modelu ówczesnej bezpieki. Pewnie i Lech Wałęsa niejednokrotnie był stawiany w bardzo trudnej sytuacji, gdy musiał wybierać pomiędzy życiem swojej rodziny i swoimi ideami, ale  starał się robić tak, aby zawsze tym ideom być do końca podporządkowanym i wiernym i nigdy Polaków nie zdradzić.  O tej rzekomej zdradzie tak głośno właśnie  teraz mówi elita Kaczyńskiego.
Zresztą Jarosław Kaczyński wychowany na wszelakich fałszowaniach przez bezpiekę kwitów na przeciwników ( a miał tego przedsmak w domu, gdy jego ojciec był związany dosyć blisko z esbecją) teraz tę wiedzę na sposoby szukania haków wykorzystuje.
 Zresztą, gdyby nie Lech Wałęsa obydwaj braciszkowie K. byli by teraz politycznymi miernotami. Najpierw się przyklejali do Wałęsy, bo chcieli zrobić polityczną karierę, a gdy Wałęsa zorientował się z kim ma do czynienia i ich odsunął od siebie, bracia przyrzekli zemstę. Teraz plan zemsty  Kaczyńskich nareszcie się zrealizował, ale niedoczekanie Jarosława, że uda mu się całkowicie zniszczyć prawdziwą postać bohatera Sierpnia i wsadzić na to miejsce podróbkę w postaci swojego brata.
A historia jeszcze kiedyś sprawiedliwie oceni kacze  podłe zamiary.
Dzięki Bogu od razu podniósł się głos oburzenia w Polsce na te niecne pisowskie zagrania, widać, że jednak nie do końca da się pełną ciemnotę wsadzić Polakom do głowy. Pozostaje tylko ta mierna resztka pro – pisowców, którzy zawsze z pietyzmem czczą słowa Jarosława, nawet wtedy, gdy on jawnie ich oszukuje.
I to tyle na ten temat mam do powiedzenia, po prostu brak słów na to, co ta rządząca ekipa wyprawia i jak bardzo na siłę zmienia historię Polski.
Jestem pełna oburzenia na takie zagrania Pisu dużo poniżej pasa, dużo poniżej ludzkiej przyzwoitości.
Zresztą zagrania Kaczyńskiego raczej splendoru Polsce nie przyniosą, bo Zachód i Stany świetnie też pamiętają tamte czasy i też potrafią wyciągać wnioski  z tego, co się obecnie dzieje.
Pytanie więc moje jest takie: Kogo właściwie Jarosław Kaczyński chce przekonać, że to nie Lech Wałęsa, a Lech Kaczyński był prawdziwym bohaterem tamtych dni????

Dzisiaj mamy już piątek, a ja mam dosyć bogaty program dnia. Rano, prawie skoro świt muszę iść do fryzjera i pedicure tak, by zdążyć jeszcze przed pójściem do pracy, pewnie około pół godzinki (może trochę mniej) przyjdę do pracy później, ale postaram się być punktualnie.
Tylko jak tu iść do fryzjera, jak tak strasznie pada deszcz????
 Aha, wczoraj kupiłam (jednak) jeszcze jeden kardigan, tym razem cieplejszy, ale też mam wątpliwości, czy dobrze zrobiłam……..
Życzę wszystkim przyjemnego i dobrego ostatniego dnia pracy i  wspaniałego odpoczynku przez weekend

wczoraj zapomniałam……..

 

Całkiem wyleciało z mojej pamięci, że  wczoraj był dzień  kota.
Tak, tak, nasze Mruczusie obchodziły wczoraj swoje święto.
A czy ktoś kiedyś słyszał, kiedy obchodzimy dzień psa?
Jakoś nie obiło mi się to o uszy, a przecież obok kotów też to są przecież przemiłe zwierzątka.
Lubię koty, ale osobiście preferuję psy, może dlatego, że zawsze właśnie psy bywały w naszym domu i to od moich najwcześniejszych lat.
Zresztą wszystkie zwierzaki, nawet te dzikie są wspaniałe i niepowtarzalne.
Ostatnio oglądam na IPLI odcinki familijnego serialu „Hotel pod żyrafą i nosorożcem” Opowiada historię pewnej rodziny, która powróciła do Warszawy, by tam nadal kontynuować swoje zawodowe fascynacje, szczególnie ojciec rodziny, który ma okazję powrócić do pracy jako asystent na Uczelni.
Tym czasem, za sprawą oszusta, któremu sprzedali swój dom na wsi w zamian za domek w Warszawie muszą wraz z trójką dzieci zamieszkać w starym, drewnianym domku, który praktycznie jest ruderą, wymagającą kompletnego remontu, na który obecnie niestety rodziny nie stać.
W tym domku mieszka też starszy człowiek Franciszek, człowiek obdarzony niesamowicie  bujną wyobraźnią, ale bardzo serdeczny, czym natychmiast zyskał wielką sympatię całej rodziny. Okazało się, że poprzednia, zmarła już gospodyni, która tu mieszkała prowadziła w tym domu specyficzny hotel dla zwierząt, których właściciele musieli nagle wyjechać na kilka dni i pozostawiali z pełną ufnością tam swoje pupile. Okoliczni mieszkańcy tak byli przyzwyczajeni do tego hotelu dla zwierząt, że nadal przyprowadzali swoje zwierzaki z prośbą o przypilnowanie ich.
Dzieci znalazły w  ogrodzie szyld poprzedniego hotelu i podobnie jak i poprzedni nazwali swój hotel Pod żyrafą i nosorożcem.
I odtąd ta sympatyczna rodzinka, wraz z przyszywanym dziadkiem Franciszkiem mają masę kłopotów, ale też i radości ze swoimi nowymi lokatorami, którzy nie zawsze są zwyczajnymi kotkami, czy pieskami, bywają w tym hotelu różni przybysze, czasami nawet całkiem egzotyczni, albo ekscentryczni.
Jeżeli ktoś kocha zwierzaki, polecam ten ciepły i wesoły serial, chociażby dla poprawy własnego samopoczucia, bo dobroć i ciepło aż bije z tego serialu.

Pozwolę sobie teraz odpowiedzieć na wczorajszy komentarz Ulki. Wiem, że Basia do Ciebie telefonowała, bo potem również rozmawiała telefonicznie i ze mną.
Taki pomysł wspólnego spotkania jest bardzo dobry, tylko na razie wiem, że natrafilibyśmy na wiele związanych z tym kłopotów. Chociażby ze strony Bimborka, który ma teraz cały czas masę obowiązków na głowie i jest niejako przez nie uwięziona.
Ale gdy zrobi się troszkę cieplej, może uda się zorganizować takie spotkanie, chociażby w bardzo ścisłym gronie, myślę, że Marek chętnie też w takie spotkanie się zaangażuje. Teraz po tym, gdy nie ma już naszego pokoiku 50 plus na Polchacie nasze kontakty stały się bardziej ograniczone, ale myślę, że kilka osób np Hnovcię, Słonko, oczywiście Ciebie i może jeszcze kogoś ze Śląska udało by się nam „ściągnąć” do Krakowa i powspominać stare, dobre czasy.
Na pewno nie będzie takiej pompy jak ongiś, ale miłe rozmowy też są przecież mile widziane. Co Ty Ulku na to??

Wstał następny, całkiem mglisty dzień, podobnie, jak wczorajszy, z tym, że gdy szłam wczoraj do pracy na popołudniową zmianę, na moment nieśmiało słoneczko wyszło zza chmury i zaświeciło. Świeć, świeć nam słoneczko, pomyślałam sobie i raźniejszym krokiem ruszyłam przed siebie. Może i dzisiaj też namyśli się nam zaświecić, chociaz troszeczkę, prosimy!!! Nie byłoby może i tak znowu źle,  gdyby nie ten nieprzyjemny, zimny podmuch wiatru. W każdym bądź razie nadal jeszcze z szalika, rękawiczek i z czapki na głowę nie zrezygnowałam. A teraz, gdy popatrzyłam na prognozę pogody, zapowiadają na sobotę nawet opady śniegu, brrr, jak długo jeszcze?
Miłego czwartku Kochani!!

róża za mgłą

Dzisiaj dla Ciebie Ulu różyczka za mgłą, bo teraz takie właśnie mgliste poranki mamy.
Ale to nie oznacza wcale, że moja przyjaźń do Ciebie jest mglista, skąd że znowu. Moja przyjaźń do Ciebie nadal zostaje przejrzysta, klarowna i silna.
I taka pozostanie już na zawsze. Serdecznie Cię zatem Ulu pozdrawiam w dniu naszego święta, bo już można powiedzieć, że każda środa to Twoje i moje prywatne święto, na które obydwie przecież czekamy. Bo wtedy nasze ciała są wszak daleko, ale nasze dusze i serca łączą się tu właśnie, w moim blogu i są tuż, tuż koło siebie.

I dzisiaj też wstał taki szary, ponury dzień. Gdy człowiek za okno popatrzy od razu zaczyna go boleć głowa.
Oj, chyba dzisiaj zgubiłam gdzieś swoją prawą nogę i dlatego wstałam taka w nie humorze.
Ale ponieważ do pracy idę dopiero na popołudniu, jeszcze moment się położę, może wtedy jakoś szybciej się ogarnę ?
Właściwie nic ciekawego wczoraj się nie działo, co godne byłoby mojego opisu w blogu, ot dzień, jak co dzień, no może z wyjątkiem wizyty u kosmetyczki i zrobieniem sobie brwi.
Przede  mną konieczna jeszcze wizyta u pedicure i u fryzjerki, ale to pozostawię sobie na przyszły tydzień.
Dzisiaj wszystkim miłego dnia życzę  i do zaś.

strachy na lachy

 

Na szczęście okazało się, że Iphon działa. Po prostu podłączyłam go nie do komputera, ale bezpośrednio  do gniazdka i jakoś w końcu czerwona kreska drgnęła, znikła, a telefon się naładował. Ale przyznam, że trochę strachu mi napędził.
Wczoraj był bardzo nieprzyjemny dzień. Co prawda  rano nic nie zapowiadała tak intensywnych opadów deszczu, ale za to popołudniu rozpadało się na dobre. Oczywiście natychmiast zrobiły się korki na ulicach, bo przy takiej pogody zawsze wyjeżdża więcej samochodów, niż zazwyczaj.
Ale niestety często owocuje to w nieostrożność kierowców, którzy podczas deszczu są dodatkowo rozproszeni, mniej uważni, a w dodatku jeżeli się spieszą. o wypadek nie trudno.
Tak było i wczoraj. Stałam sobie na przełączce na Alejach i czekałam na zmianę światła. Auta sunęły jedne po drugim. Tam szczególnie się spieszą, aby przejechać za jednym zamachem całą gałąź Alei, mijając nawet czasami dwa, albo trzy skrzyżowania jednym cięgiem. Widocznie jedno z aut, z nieznanych przyczyn, zahamowało, drugie na niego najechało, bo nagle usłyszałam głośne BUM! Nie był to wypadek szczególnie groźny, ale obydwa samochody musiały zjechać na pobocze. Nie wiem, co było dalej, czy się dogadali, czy może wzywali policję, bo akurat zmieniło się światło, więc przeszłam na drugą stronę Alei i weszłam w swoją ulicę. Ale tak sobie pomyślałam, że tak im bardzo się spieszyło, a szczególnie temu, który spowodował wypadek, najeżdżając na tył auta jadącego przed nim, a teraz stracą masę czasu ustalając przyczyny wypadku, a także czas  związany też z wizytą policji , już nie mówiąc o wszystkich kłopotach, które poniosą w związku z remontem uszkodzonych pojazdów.
No i po co się tak ciągle spieszyć? Czasami lepiej i zdrowiej przyjść lub przyjechać 2 minuty później, niż narobić sobie zbytnim  pośpiechem szkód.
Ktoś powie, że oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy właśnie n przykład odjeżdża nam autobus, czy pociąg, albo właśnie odlatuje samolot. Racja, ale w takim wypadku zawsze lepiej jest wyjść 5-10 minut wcześniej, niż potem lecieć na złamanie karku.
Gdy jadę do pracy, zawsze sprawdzam, o której godzinie odjeżdża mój autobus i wychodzę tak, by dać sobie co najmniej jeszcze 5 minut rezerwy czasowej,
A gdy czasami „przegapię” godzinę jego odjazdu i jest już  za późno, abym na niego zdążyła, nie pędzę jak oszalała, bo wtedy bardzo łatwo można na przykład przechodząc przez ulicę wpaść pod samochód, staram się, by był już na czas na dotarcie na następny autobus.
Jednym słowem moim dzisiejszym przekazem jest CZŁOWIEKU SPIESZ  SIĘ POWOLI,  bo to jest o wiele bezpieczniejsze i bardziej zdrowe, nawet dla psychiki,
Bo dowiedzione jest, że osoby mające nawyk życia w ciągłym   pośpiechu częściej zapadają na wrzody żołądka i na choroby serca.

Pisałam już kiedyś,  że ostatnio mam spore kłopoty z zasypianiem. Wczoraj wypróbowałam więc melatoninę, która dostałam od mojej bratowej.
Jest to hormon, który reguluje rytmy dobowe, między innymi sen i czuwanie. Produkowany jest  głównie w nocy w szyszynce Melatonina odpowiada za uczucie senności, ale także za regulację temperatury i  ciśnienia krwi.
Co ciekawe,  ten hormon w największych ilościach wytwarzany jest między 4 a 10 rokiem życia, a w trakcie dorastania stabilizuje się na względnym poziomie do około 45 roku życia, po czym poziom melatoniny znów spada, a u ludzi w wieku 60 – 70 lat występuje już tylko niewielka ilość tego hormonu.
Pewnie dlatego dzieci, zwłaszcza te małe tak dużą śpią, a osoby starsze często skarżą się na bezsenność. Już znalazłam wytłumaczenie tego faktu.
Przedtem nigdy nie miałam kłopotów z zasypianiem, ledwie przyłożyłam głowę do poduszki, już smacznie spałam, teraz, a szczególnie w ostatnich dniach chyba całkowicie zanika poziom mojej melatoniny, skoro potrafię nie spać do 4-6 rano. Czasami udaje mi się wprawdzie nawet „przyzwoicie” zasnąć, ale wtedy mam przymusową pobudkę około 4 rano i znów do rana się męczę. Jest to okropne uczucie, zwłaszcza, gdy nie mieszka się samemu, bo ciągle trzeba uważać, żeby niechcący nie zbudzić innych domowników. Może kładę się za późno spać? Ale nie, bo nawet jeżeli wcześniej jestem śpiąca, bo ledwie położę się do łóżka, mój sen odfruwa gdzieś w dal, już nie mówiąc, że gdy uda mi się jakoś wcześniej zasnąć, właśnie wtedy budzę się w środku nocy z uczuciem, że już jestem całkiem wyspana.
Poplątanie z pomieszaniem z tym moim spankiem.
Ale tabletkę wczoraj zażyłam i…….. całkiem niedobrze mi się po niej spało, kilkakrotnie się przebudzałam, co prawda nie wstawałam z łóżka, ale to było bardzo denerwujące, za to ledwo wstałam rano, zamulona, jak po dobrym przepiciu, z bólem głowy….. jednym słowem czułam się do niczego.
A ten dzień też wstał zapłakany, ponury i pewnie znów zacznie niedługo padać deszcz, jak na razie wszystko na to się zanosi.
Ale muszę szybciutko zbierać się już do pracy, tylko jeszcze pozażywam moją całą sporą porcję lekarstewek (9 tabletek!!!), włożę kapotę ma grzbiet i …wyruszam w nowy dzień.
Wszystkiego dobrego na wtorek.

 

 

A po 14 lutym…….

 

A po Dniu zakochanych przychodzi normalny, mniej już wzniosły dzień, dzień singla. Więc wszyscy wczoraj niedowartościowani głowa do góry, też macie przecież swoje święto, właśnie dzisiaj 🙂

A po niedzieli przychodzi poniedziałek…… dzień normalności i dzień pracy. Lenistwo zostaje w olbrzymim stopniu ograniczone.
Poprzedniej nocy całkowicie nie spałam (to znaczy zasnęłam dopiero o 8 rano), nie wiem, sen jakoś zmorzyć mnie nie chciał, więc postanowiłam spędzić go twórczo i wymyślałam dietetyczne potrawy na nadchodzące święta. Ponieważ nie mogę jeść żadnych ogórków, groszków zielonych, kukurydzy, całego jajka, ani tym bardziej majonezu, musztardy i ostrych przypraw, wymyśliłam sobie sałatkę na bazie ugotowanych jarzynek, lekko zagotowanego, pokrojonego jabłuszka (tak, by tylko straciło swoją surowość), pokrojonego białka z jajka, a zalewać to mogę naturalnym jogurtem, wymieszanym z odrobiną soli i przypraw ziołowych typu majeranek czy tymianek, ewentualnie dodać drobinkę pieprzu (malutką ilość, bo ostry pieprz źle działa na błonę śluzową żołądka, najlepiej zastosować można pieprz ziołowy)
Zastanawiałam się, co jeszcze będę mogła wtedy zjeść i wymyśliłam przepis na pstrąga w galarecie, też z ziołami, zalanego roztworem rozpuszczonej w wywarze z jarzyn żelatynie, a jako ozdobę można do galarety podać kilka listków blanszowanego szpinaku i ewentualnie ugotowane białko z jajka, żółtko trzeba oddać „wrogowi” ha ha ha !!!.
Tak więc już dwie wielkanocne potrawy mam w umyśle zarejestrowanych. Jeszcze kilka takich bezsennych, lub mało sennych nocy i…… otworzę restaurację dietetyczną 🙂
Tej nocy na szczęście zmusiłam się, aby około 1 w nocy zasnąć i spałam prawie aż do 9 rano, nie mogę więc narzekać, że jestem niewyspana.
Ale za to mam opóźnienie w pisaniu bloga, rano godziny jakoś tak szybko uciekają.
Dostałam dzisiaj rano  przesyłką mój nowy kardigan, przyznam, jestem lekko rozczarowana, bo po pierwsze jest dosyć cienki (bawełna), a po drugie niepotrzebnie ma dosyć długie rozcięcia po boku, no i nie ma kieszeni. Rozważam, czy go odesłać, czy zostawić, jeszcze nie podjęłam decyzji, jeszcze mam kilka dni do rozmysłu nad tym problemem. W sumie nie zawsze człowiek jest zadowolony, gdy kupuje coś przez internet, troszkę jednak jest różnica pomiędzy tym co widzisz na zdjęciu, a tym co w rzeczywistości dostajesz. Ale zamawiając taką przesyłkę zawsze trzeba się liczyć z tym, że jednak podejmujesz pewne ryzyko.

Dzisiaj idę na popołudniu, więc jeszcze mam chwilkę czasu dla siebie. Muszę przygotować sobie obiad, który zjem tuż przed wyjściem, dzisiaj mam w planie zjeść pulpeta z ziemniakiem i ze szpinakiem. Lubię bardzo szpinak, chociaż dla wielu osób jest po prostu niejadalną trawą. Ale wszystko zależy od tego, ja go przygotujesz. Ja zawsze dodaję do niego troszkę czosnku (teraz tego w kostkach Knorra), odrobinę masła i odrobinę mleka. Dopiero wtedy szpinak nabiera wspaniałego smaku. Pamiętam, jak dawniej w domu tylko ja i moja siostra lubiłyśmy szpinak, Maciek i Adam (mój szwagier) zawsze mawiali :”tego zielonego to mi nie dawajcie”, ot jaka była zgodność smakowa ojca i syna.
Ciekawa jestem, jak teraz Maciek reaguje na tę jarzynkę, a może po prostu Ela mu jej nie przyrządza, bo wie, że jej Maciek nie lubi?

No to wracając do początku mojego wpisu, życzę wszystkim Singielkom i wszystkim Singlom miłego i spokojnego dnia (wszak sama do nich się zaliczam), ale takiegoż samego dnia życzę tym, którzy dzisiaj spokojny żywot w parach wiodą, niech im się  wydaje , że ich życie po różach płynie, tylko, że róże kolce miewają…. Już sama nie wiem, co jest lepsze…..

P.S. a mój Iphon dzisiaj „zwariował” całkowicie się rozładował (nie wiem czemu, bo przecież wieczorem miał jeszcze sporo procent naładowania), a teraz, mimo, że go podłączyłam do ładowarki, nie chce się ładować, wciąż pokazuje czerwoną kreskę. Oj coś czuję, że pójdzie do naprawy…….. ale swoją drogą, przecież dopiero co go kupiłam niedawno, jakiś miesiąc temu, więc nie rozumiem, co się mu stało.
No to mam nowy problem!!!!

św Walenty

 

No to dzisiaj św Walenty wraz z Amorkiem mają używanie. Dzisiaj jest Dzień Zakochanych. Święto to przyszło do nas z Zachodu i jest, lub nie jest kultywowane w Polsce.
Głownie obchodzą je młodzi ludzie, bo są oni bardziej podatni na komercję, niż ci starsi, chociaż i ludzie w wieku dojrzałym, a czasami nawet więcej niż dojrzałym doceniają niejednokrotnie dzisiejsze święto.
Dzień więc będzie pełen serduszek, amorków, prezentów i całusów, tylko…. żeby właśnie ci, którzy ten dzień tak szumnie obchodzą nie zapominali, że jutro i pojutrze i jeszcze później też są dni, w których należy pokazać najbliższym swoim miłość. Nie tylko jednego dnia, od święta, na pokaz, ale dotyczyć to powinno całego naszego życia.
A miłość to nie tylko prezenty, całusy i miłe słowa, ale to sztuka oddawania siebie tej drugiej osobie w całości, w myślach, uczynkach, we wspólnym przeżywaniu wszystkich radości i kłopotów, to przytulenie kogoś do siebie, w momencie, gdy ta druga osoba tego potrzebuje i powiedzenie jej tak nieraz bardzo prostych słów „nie martw się, jestem z tobą, będzie dobrze” I chociaż nieraz na co dzień się kłócimy, spieramy, ale warto wiedzieć, że w razie potrzeby, jakichś kłopotów tę drugą osobę zawsze mamy koło siebie, życzliwą i oddaną, na tym właśnie ta prawdziwa miłość polega. I jest ona nie tylko okazywana w tym jednym jedynym dniu zakochanych, bo wtedy wydawałaby się tylko płytka, bez sensu, właśnie taka komercyjna.
Można w tym dniu zaprosić swoją „drugą połowę” do restauracji na bardzo romantyczną kolację przy świecach, ale jeszcze milej jest spędzić ten czas w domu, gdzie tez można zrobić wspaniały nastrój zapalając świece i puszczając spokojną, relaksową muzykę, a podawane dania zrobione ręką gospodyni, będą wydawały się jeszcze bardziej wykwintniejsze, niż podawane w restauracji. Bo przecież najważniejsze w tym dniu jest poczucie współbrzmienia dwóch serc, złączonych kiedyś ślubną obrączką, czy zaręczynowym pierścionkiem.
I o tym właśnie pamiętajmy dzisiejszego dnia.
Niech każda Walentynka i każdy Walenty znajdzie swoje serce u tej drugiej osoby i przeżyje wspaniały, udany dzień i wieczór.
O nocy wspominać tu nie będę, niech zakryją ją mroki alkowy…….
Wspomnę tylko, że to właśnie dzisiaj, w dzień świętego Walentego ptaszki razem łączą się w pary w swoich nowo wybudowanych gniazdkach, aby potem doczekać się wspólnego potomstwa.

Polecam

 

 

Polecam dzisiaj bardzo ciekawy artykuł, zamieszczony w Onecie, dotyczący katastrofy Titanica w 1912 roku.

http://podroze.onet.pl/ciekawe/kopia-slynnego-titanica-za-dwa-lata-wyplynie-na-morze/5ey6mf

 Artykuł związany jest z faktem, że jeden z wielkich australijskich miliarderów chce wybudować bliźniaczy Titanicowi  statek pasażerski, który wyjdzie w morze w roku 2018,  nazwie go Titanic 1, a jego dziewiczy rejs rozpocznie się w Chinach, a zakończy się w Dubaju.
W artykule zamieszczony jest też bardzo ciekawy film, opisujący historię tragedii Titanica, ale tym razem nie jest to film fabularny, ale publicystyczny,  lekko fabularyzowany, chociaż wiadomo, że musieli w nim zatrudnić aktorów, bowiem nikt z uratowanych osób już nie żyje. Nakreśla on wszystkie przyczyny zaistniałej katastrofy, począwszy od błędów popełnionych przy projektowaniu, a potem budowaniu statku, aż po liczne błędy, które popełniała załoga statku, łącznie z jej kapitanem, który w obliczu zagrożenia podejmował niewłaściwe decyzje.
Nie przestrzeganie licznych procedur niestety zaowocowało śmiercią ponad 1500 osób płynących wtedy tym podobno niezatapialnym, super nowoczesnym jak na owe czasy statkiem.

Sam artykuł, zawarte w nim zdjęcia i film naprawdę są godne oglądnięcia.

A ja z uporem kuszę wiosnę pięknymi kwiatkami zamieszczanymi w moim blogu i kto wie, może mi się to nawet uda?
Wczoraj rano było jeszcze chłodno, ale gdy wyszłam około południa przed przychodnię, zaskoczył mnie miły, ciepły podmuch powietrza. Zrobiło się na tyle ciepło, że nawet swoją czapkę schowałam do siatki i wracałam do domu z gołą głową.
To był bardzo miły spacer, ale jeszcze było coś, co również mnie zaskoczyło. Na jednym podwórku, przez które przechodziłam, zauważyłam na płaczącej wierzbie malusieńkie, zieleniejące pączki. Przetarłam oczy ze zdumienia, myślałam, że tylko mi się to wydaje, podeszłam więc bliżej i rzeczywiście widać już  malusieńkie pączki i leciusieńko zarysowujące się zaczątki listków. Ale uradowała się moja dusza, bo zawsze widok pierwszych pączków na drzewach wprowadza mnie w stan euforii i powoduje też u mnie wielkie wzruszenie . Dobrze, ja wiem że to może jeszcze przedwczesna radość, jeszcze te pączki mogą być pokryte białym śniegiem, ale już są, już przyroda pomału budzi się do życia, a wiosna już, już stoi niedaleko drzwi. I jak się tu nie cieszyć?
Więc radosnym krokiem ruszyłam na przystanek autobusowy, a wydawało mi się, że cały świat do mnie się uśmiecha.
Więc jeżeli ktoś ma swoją działeczkę koło domu polecam dokładnie przyjrzeć się, czy u Was też przyroda już pierwsze, wiosenne kroki czyni.
Myślę, że przeczytam o tym w komentarzach do mojego bloga. Tak jak wczoraj przeczytałam komentarz archato odnośnie Jej przebiśniegów.
Nie mam własnej działki, więc i moje doświadczenia w sadzeniu i pielęgnacji roślin są tylko z pozycji obserwatora, bowiem jeżdżę na działkę do mojej Magdy, gdzie zawsze wiosną pięknie się zazielenia, a potem kwitnie sporo kwiatów. Uczestniczę w sadzeniu głównie jako głos doradczy, chociaz po prawdzie, Magda wie na ten temat o wiele więcej niż ja. Ale bywa i tak, że nasionka, albo nawet i sadzonki są gorszego rodzaju i wtedy roślinka nie chce wzejść, może i tak było w przypadku tych przebiśniegów, które u archato nie chcą się rozmnażać? Jedno co wiem na pewno, że warto takie sadzonki kupować w renomowanych sklepach ogrodniczych, wtedy jest większa szansa, że pięknie zakwitną. Kiedyś kupowałyśmy  z Magdą nasionka, a nawet małe sadzonki w Biedronce i niestety wiele z nich zginęła. Za to te kupowane u ogrodnika, lub w sklepie ogrodniczym na ogół przynoszą piękne rezultaty.
Ja wiem, że Koleżanka w swoim komentarzu odniosła się też do mojego nałogu, naprawdę długo z nim walczyłam, przeszłam nawet na palenie papierosów elektronicznych, ale pokusa zapalenia normalnego papierosa była zbyt silna i mnie przerosła. Cieszy mnie jednak to, że w znacznym stopniu ograniczyłam palenie do niecałej paczki papierosów (zdarzało mi się palić kiedyś dwie, trzy paczki dziennie), ale nadal mam świadomość, że ten nałóg jest dla mnie zgubny i trzeba będzie coś z tym zrobić. Znalazłam sobie nawet takie swoje „wyjście awaryjne”, po prostu gryzę wykałaczki, które zastępują mi w pewnym sensie papierosa. No może jak widać, nie całkowicie, ale w dość dużym stopniu, co jest i tak dla mnie  sporym postępem. A dlaczego wykałaczki, a nie gumę do żucia?
Ta druga mnie denerwuje, bo ciągle oblepia moje zęby i mam potem w buzi spory dyskomfort. A wykałaczkę rozgryzam sobie do miękkości, a potem wyrzucam i biorę nową. Ot tak sobie jakoś wymyśliłam.

Dzisiaj mamy trzynastego, a wiadomo, trzynastego wszystko zdarzyć się może.
Niech więc Wam dzisiaj zdarzają się same przyjemne i miłe przypadki.

Jednym słowem : dobrej soboty życzę.

                                                          

witam w piątek

 

 

I jak to dobrze, że dzisiaj jest 12-sty, a nie 13-sty dzień miesiąca, brrr, jednak jestem (troszkę) przesądna.
Wczorajszy dzień był całkiem pozytywny, bo nawet czasami słoneczko nam zaświeciło, ale jednak wiaterek też robił swoje.
No tak, halny niestety kilka dni trwać musi. W Zakopanem i na Podhalu ten wiatr narobił porządne nawet straty, widziałam zdjęcia z powalonymi drzewami i wiatami przystankowymi, również i w wielu miejscach dachy były zerwane, albo co najmniej naruszone i musiała interweniować Straż Pożarna.
U nas w Krakowie aż tak źle nie było, może tylko powiedziałabym, że  mało przyjemnie, gdy czasami nawet mrozem powiało.
I gdy wychodziłam na papieroska przed naszą przychodnię, od razu przychodziły mi wspomnienia, gdy też na taki chłodny wiatr musiałam wychodzić na papieroska w Szpitalu, pamiętasz Iwonko? Trzeba było zjeżdżać windą na poziom minus jeden, starać się unikać personelu (lepiej, żeby jednak  nie zawsze  wiedzieli, gdzie ich pacjenci się podziewają, zwłaszcza, gdy „łamali” szpitalne zasady)), a czasami nawet udawać, że właśnie szukamy automatu do kawy, tylko dlaczego na podwórku, a nie w holu? No cóż, wszak każdy przecież może zabłądzić w szpitalnych labiryntach 🙂 No, a potem był kłopot z dostaniem się z powrotem do wnętrza naszej Kliniki, ale tajemny szyfr do drzwi  jeszcze do tej pory pamiętam 🙂  A teraz, wspominając tamte dni, pozostawiam na buzi serdeczny uśmiech. A śmiech to przecież samo zdrowie, uśmiech jest jego połową  🙂

A ja wciąż czekam i czekam na tę wiosnę………
Podobno gdzieniegdzie pokazały się już przebiśniegi.
Przebiśniegi są jednymi z najwcześniej zakwitających roślin, a ich kwiaty często wyrastają spod śniegu. Kwitną od lutego do kwietnia. 
A tak pięknie i ciekawie o tych wdzięcznych, małych kwiatkach  na jednej ze stron internetowych przeczytałam:

Gdyby nie one pszczoły, trąc jeszcze skrzydełkami zaspane oczęta, nie miałyby co zjeść na pierwsze pozimowe śniadanie. Gdyby nie one ludzie żyliby w nieświadomości co do tego, że zbliża się wiosna aż do przylotu pierwszego hałaśliwego stadka jaskółek (bo, jak wiadomo, jedna wiosny nie czyni). Mimo tego, że są posłańcami dobrych wieści o nadejściu ciepłej i miłosnej pory roku, często padają ofiarą tych, którym dostarczają te informacje. O kim mowa?

Oczywiście o przebiśniegach, gładyszkach, śniegułach czy dla botaników – śnieżyczkach przebiśniegach lub galanthus nivalis.

Symbolika

Przebiśniegi bywają postrzegane jako symbol czystości i cnoty. W takiej roli były wykorzystywane w dawnych czasach w Anglii, gdzie w święto Ofiarowania Pańskiego zdobiły się nimi panny dając wyraz swemu dziewictwu. Oczywiście nie bez znaczenia jest dla wymowy symbolicznej to, że na święto obchodzone 2 lutego niewiele dało się znaleźć kwitnących roślin. Więc jest to w pewnym sensie symbol wymuszony.

W niektórych kulturach śnieguła symbolizowała również nadzieję, z czym wiąże się też słabo znana legenda o tym, że zakwitła ona zimą, którą wypędzeni zostali Adam i Ewa z raju, żeby dać im pocieszenie i nadzieję na lepsze życie.

Przebiśniegi pojawiają się jednak w niektórych wierzeniach również jako zwiastuny śmierci (pojedynczy kwiat) czy nieszczęścia dla domostwa.

Właściwości lecznicze

Pierwszym wyleczonym przez przebiśniegi był Odyseusz, któremu ten kwiat posłużył jako odtrutka na zaczarowany napój podstępnej czarodziejki Kirke. Medycyna potwierdziła ich sanacyjne właściwości. Okazuje się, że oprócz urody gładyszki kuszą również zasobem składników mających korzystny wpływ na nasz organizm, stąd od dawna są wykorzystywane przy produkcji lekarstw. Spośród mnogich enzymów i alkaloidów zawartych w roślince szczególnie użyteczna jest glantamina występująca cebulce. Jest szczególnie pomocna przy chorobach układu nerwowego i stosowana przy zakłóceniach w przewodnictwie bodźców, paraliżu dziecięcym, zapaleniu korzonków nerwowych. Obiecująco wyglądają badania nad zastosowaniem glantaminy w terapii osób dotkniętych chorobą Alzheimera. Z kolei linkomoryna – inny enzym – służy jako środek przeciwwirusowy.

Jednakże mimo znacznych właściwości leczniczych, przebiśniegi są też siedliskiem toksyn, szczególnie alkaloidów, tak więc lepiej nie uprawiać tych kwiatów z myślą o przyrządzeniu syropku czy zdrowotnej naleweczki, bo nieuniknione są wymioty i biegunka, a możliwa też reakcja alergiczna. Wiedzą o tych skutkach konsumpcji przebiśniegu wszyscy farmerzy, którym udało się zobaczyć nieprzytomną krowę czy świnię po zjedzeniu takiej apetycznie wyglądającej zakąski.

Czyli można powiedzieć, że leciutki przedsmak wiosny już mamy za sobą, chociaż, jak z nazwy tego kwiatka wynika, żaden śnieg nie jest dla niego najmniejszym zagrożeniem, a więc na razie nie ma się co cieszyć, że owy śnieg i do nas nie przyjdzie. Tym bardziej, że ostry atak zimy wystąpił już w Słowacji, tuż niedaleko granicy z Polską. Śnieg paszportu nie potrzebuje, więc co to dla niego „wpaść” na moment i do nas, zresztą Polska  jak i Słowacja są przecież w strefie  Schengen, czyli bezpaszportowej, ha, ha, ha. Pytanie tylko, jak długo w tej strefie jeszcze będziemy przebywać ? Bo ciągłe unijne i nie tylko unijne „zawieruchy” różne rozwiązania przynieść mogą. Oby jednak tak się nie stało!
Żarty na bok, bo z natury kpić sobie nie można, jeszcze odpłacić nam może z nawiązką swoim kapryśnym charakterkiem. Z polityką też zresztą nie ma co zadzierać!

No to mamy dzisiaj piątek, piąteczek, piątunio, jak mawia nasz Jaś i perspektywę miłego odpoczynku przed nami.
No to cieszmy się tymi miłymi trzema dniami przed nami, niech będą spokojne, wesołe i przynoszące nam pełny relaks.

P.S. Tylko czemu ja znów spać nie mogę? Ledwie zasnęłam około drugiej w nocy, a już około czwartej rano byłam na nogach, niby wyspana, ale znużona.
Odeśpię sobie popołudniu!!!!





refleksyjna środa

 

Wzięłam do ręki dziś starą książkę. Tę nie czytaną od wielu lat. Jak duże było moje wzruszenie. Gdy w niej znalazłam róży kwiat

Dzisiaj wybrałam dla Ciebie Ulu taką bardzo refleksyjną różę, z  dołączaną do niej piękną sentencję.
Bo dzisiaj jest ten jeden z nielicznych dni w roku, gdy człowiek cofa się w swoich rozmyślaniach, roztrząsa swoje życie i zastanawia się, co jeszcze może, a nawet powinien zrobić, nie tyle dla siebie, co dla innych. Rozważa wszystkie przeszłe chwile i popełnione błędy, szuka tych dobrych swoich cech, dobrych uczynków, z którymi kiedyś stanie przed Panem Bogiem i powie : Oto cały ja.
Bo wciąż kroczymy jeszcze po ścieżkach tego naszego ziemskiego życia, ale przecież kiedyś droga nasza osiągnie kres i wtedy już nie będzie czasu na poprawę, na zmianę, wtedy będziemy po prostu rozliczani.
Przepraszam Cię Ulu, jeżeli mój wpis chociażby odrobinkę Ciebie przestraszył, ale znasz mnie przecież na tyle, że rozumiesz moje myśli, które akurat tutaj nie tylko do Ciebie i do mnie są zwrócone. Dotyczą one przecież każdego z nas.
Niech ten zasuszony kwiat przepięknej róży będzie dzisiaj dla Ciebie miłym przystankiem w pogoni tego naszego życia i przyniesie Tobie i innym pozytywne refleksje.

Dzisiejszy dzień rozpoczął 40 sto – dniowy Wielki Post, ale czy znajdziemy w nim chociażby trochę czasu na pozytywne myśli, na pozytywne uczynki?
Bo jednak ten czas powinien się różnić od pozostałych dni roku.
Dzisiaj niestety nie jest tak bardzo ortodoksyjnie traktowany, jak ongiś.
Wielki Post rozpoczynał się od posypania głowy popiołem. W tym czasie podawano śledzie bez śmietany, a chleb smarowano tylko oliwą albo powidłami.
Pito czarną kawę z zrobioną z żołędzi, nie podawano cukru, a zamiast słodyczy podawano mało słodkie tzw ciasteczka wiekuiste, które można było spożywać nawet pół roku po ich upieczeniu. Kobiety ozdabiały się czarnymi agatami i hebanowymi ozdobami w srebrze. Nawet dzieciom zabierano wtedy zabawki, pozostawiając tylko kilka tych najbardziej zniszczonych, a zamiast bajek czytano im żywoty Świętych. W okresie Wielkiego Postu nie wolo było tańczyć skocznych oberków i polek, najwyżej tylko spokojne, nobliwe nokturny.
Nie mniej i dzisiaj wiele osób, zwłaszcza tych starszych i  bardzo silnie wierzących, poświęca ten czas na rozmyślaniach, modlitwach i uczestnictwach w Wielki Piątek w drogach Krzyżowych, rozpatrujących Mękę i śmierć Pana Jezusa. I dzisiaj wiele osób idzie do kościoła, aby uczestniczyć w Mszy św, a potem ksiądz posypie im głowę popiołem i usłyszą słowa prawdy: Z prochu jesteś i w proch się obrócisz. Memento Mori.

Kraków dzisiaj wyraźnie przystosował się swoim wyglądem do dnia pokutnego. Jest szaro, łzawo,, co jest chyba skutkiem szalejącego od kilku dni wiatru halnego, który ma też i bardzo zły wpływ na samopoczucie i psychikę. Dwa ostatnie dni wiatr omalże nie urywał człowiekowi głowy i był wszędobylski, wkradał się pod kurtkę i zimnymi swoimi biczami smagał po plecach i innych częściach ciała. Dzisiaj wydaje się, że jego siła już nieco opadła, już mniej dokucza.

Dzisiaj idę na zmianę popołudniową, więc będę mogła wykorzystać swój nowy garnek do gotowania na parze, który  dostałam  od Magdy. Będę gotowała w nim rybkę z jarzynkami. Niestety śledź jest dla mnie niedostępny, ale gotowana rybka będzie w sam raz.

Życzę spokojnej i refleksyjnej środy.