wirusa ciąg dalszy

No i nie doszlam do pracy….

Wirusisko dalej o sobie daje znać,o to bardzo wydatnie hihi.

Niedługo będę miała rekord w biegach na krótkim dystansie.

Muszę jakiegoś młotka dobrego na niego chyba znaleźć

 i…wytłuc         

Pomyśleć,ze takie to małe,a takie dokuczliwe…….

Byleby do soboty dał sie jakos wyplenić.

Bo już wiadomo,że tych pyszności tam serwowanych jeść nie bedę

( a mój boczuś????????),

ale przynajmniej będę w miłym towarzystwie.

No bo jak może się odbyć impreza bez Pani Prezesowej????

No jak????

przynajmniej będę duszą i ciałem – hihi prawie ze chudziutkim,jak tak dalej to to bieganie mnie będzie trzymało,no juz nie mówiac o obowiązkowej

diecie 0 czyli ino gorzka herbatka……..

no już dobrze….

Powiedzmy,prawie dobrze,alem się pochorowała nieżle.

Całą niedzielę przespałam.

Budziłam sie wielokrotnie,ale byłam taka słabiutka,że znowu do łóżeczka musiałam pędzić.

Jeden mały wirusik,a tyle szkody w takim badź co bądź ciele narobił.

A dzisiaj zaczynam poniedziałkowy maraton.

No racja,ze krótszy,bo nie idę do szpitala,ale mam nadzieję,ze bedę miala tyle siły,żeby do przychodni bez przygód dojść.