I znów świt za oknem….

Niesamowite jest takie wczesne wstawanie.

Wczesne,gdy noc już jest na pograniczu z dniem,gdy patrzysz,jak powstaje kolejny nowy dzień.

Osobiście wolałabym pospać nieco dłużej,ale ten zaduch człowieka wyrzuca z łóżka.

Wczorajszy dzień minął bardzo przyjemnie.

Byłam z Muchomorkiem,Jej Ojcem, i Dorotą a także z dwoma pieskami jamnikiem Piratem i śliczną Ledą (barnejski pies) na działce.

Piekliśmy kiełbaski,no i oczywiście zbieraliśmy wspaniałe papierówki

W powrotnej drodze odwiedziliśmy działkę Szajbusika,na której niepodzielnie królowała trzymiesięczna Luna-pirania z ząbkami jak igiełki czyli malutki beagle.
Dzisiaj moja rodzina ( ta część z którą mieszkam) wyjeżdza na 3 tygodniowy urlop nad morze-będzie wiec nieco spokoju w domu,teoretycznie będę sama,ale napewno będzie wpadała tu Julka i Xawery.

A przedemną jeszcze 2 tygodnie pracy i…wymarzony urlop.

Ciągle jeszcze nie mam planów do końca przeprowadzonych.

Myślałam,że uda mi sie na kilka dni wyciagnąć Muchomorka na Słowację,niestety…..finanse…finanse…..

Poczekam więc na powrót mojej Magdy,może chociaż ten wyjazd do Jastarni będzie chociaż trochę aktualny.

Póki co ten upał mnie dobija kompletnie.

W dodatku nie ma mojego ukochanego czatu-Polchatu i tak sie plątamy po obcych pokojach,co prawda bardzo goscinnej gazety,ale zawsze co u siebie,to u siebie.

Acha zapomniałam:

DZISIAJ PONIEDZIAŁEK.

a wiec MIŁEGO TYGODNIA ŻYCZĘ

The Rainbows Bridge Poem