Wspomnienia….

Pierwszy urodził się Krzysztof. W ciężkich,wojennych latach,czego może nie pamietał,gdyż rodzice starali się zapewnić  mu jak nalepsze warunki.

W niedługim czasie potem na świat przyszła Kasia,ale zapalenie płuc zgasiło jej 2 miesięczne życie- nie przeżyła,nie było wtedy antybiotyków….była wojna….

Po kilku latach przyszła na świat Ania,która pewno zapełniła pustkę po Kasi,ale rodzice nie spodziewali się,że raz jeszcze los do nich się uśmiechnie i w prezencie przyniesie im po kilku latach małą Ewę (czyli mnie),z którą od samego początku były kłopoty-najpierw ciężko po porodzie zachorowała mama a w dwa tygodnie później  do mnie przczepiła się podstępna czerwonka,tak,że rodzice znowu bali się,ze utracą następną córkę.

I gdy już odchodzili od zmysłów,gdyż żaden lekarz nie potrafił się uporać z chorobą pojawił sie dr Groer,który nakazał 24 godziny ścisłej diety,a po upływie tego czasu podać do jedzenia..mączkę bananową.

Słuszna to była decyzja,jako,że nie dość że przeżyłam, chyba na tej mączce odrazu ciałka nabrałam i tak pozostało do chwili obecnej….

Bardzo wcześnie straciliśmy ukochaną Mamę (miałam zaledwie 10 lat)-podstępny rak nie dał jej szans na dalsze życie.

Tata też stosunkowo szybko niestety odszedł ( już wtedy miałam 24 lata).

Krzysztof po Ojcu przejął rodzinną firmę Zakład Rentgena,rozwinał ją ( już potem przy pomocy swoich dzieci),podtrzymywał rodzinne tradycje.

Teraz pewnie jego syn, Łukasz po swoim Ojcu przejmie i rozwinie  dalszy

rodzinny  interes,aby ród znanych krakowskich radiologów nadal był utrzymywany i uznawany w lekarskim świecie……

Łukasz ma dokładnie tyle samo lat ile miał Krzysztof w chwili śmierci swojego Ojca,gdy musiał podejmować trud utrzymania rodzinnej renomy.Jemu to się udało, wiem,że i uda sie to Łukaszowi…

A ja???

Chociaż nie założyłam własnej rodziny zawsze miałam brata i siostrę i jej dzieci,a potem wnuki koło siebie.

Tak było do niedawna.

Dwa dni temu mój brat również odszedł od nas,siedzi teraz pewnie na jakiejś chmurce,koło Rodziców i swojego ukochanego Syna Michała  i razem radzą,jak nam tutaj na tym ziemskim padole pomóc….

Teraz zostałyśmy tylko dwie z siostrą……Ania i ja.

Żegnaj Krzysiu !!!!!!!!!

Może nieraz spieraliśmy się,czy kłócili-jak to w rodzeństwie bywa, ale wiesz,że zawsze jednak bardzo się kochaliśmy,cała trójka.

Wierzę,że znowu kiedyś tam na tym lepszym świecie się spotkamy…….  

pytania….

Jak to nie Go już nie ma????.

Kto mnie teraz opieprzy,że nie odbieram telefonów???

Po mocno przespanej nocy ( nawet jeden sen mnie nie dopadł) obudziłam się

z myślą,że to niemożliwe,ze to jakiś zły sen,a jednak……

Życie toczy się dalej,ale to już wszystko jest inaczej…..

Z czasem wrócą normalne dni,tylko już Kogoś w nich będzie brak.

Na zawsze!!!!!