Muszę przyznać,że pomału wdrażam sie w nowe obowiązki,chociaż nie jest to wcale całkiem łatwe.
Sporo nowego materiału,który muszę pochłonąć,wiedzę o różnych rybkach,to jeszcze nic same nazwy,tylko trzeba wiedzieć,w którym dziale należy je szukać…
Wczoraj przyjmowałam zamówienia od przedstawicieli( fakt,że bardzo łagodnie mnie traktowali) no i wypisywałam zamówienia. 
Okropnie muszę uważać,bo coś ciągle mi się tam myliło,a to data,a to płatnik,a to odbiorca ect…
No i jak się wreszcie rozkręciłam…kazali mi iść wcześniej do domu,bo szef-Marcin potrzebował spokojnej konferencji z jakimisz grubymi dopiero fiszami.
Dziwne,ale czułam się zawiedziona,że nie dali mi poprawnie popracować….
Dzisiaj skupiam się na maxa,będę uważała,nie mogę tych błędów popełniać,bo uznają,że się nie nadaję :((.
Podróż w obie strony ( do i z firmy) wcale nie jest taka najgorsza,nawet komunikacja jest poprawna,ale wciąż mamy jeszcze lato….
Narazie sobie taś,taś drogą idę,nie jest żle.