wczorajszy dzień………

Wczorajsze popołudnie było bardzo ciekawe,zapoznawałam się z….krewetkami.

                                       

Byłam w chłodni,gdzie poznawałam różne rodzaje krewetek zimnowodnych,głębionych,koktailowych,

z pancerzami i bez,z głowami i bez,z ogonami i bez….

Również zaprzyjaźniałam się z różnistymi innymi krabami,ślimakami,już wiem czym się różnią małże św Jakuba od normalnych,zobaczyłam jak wygląda langustynka,juz nie mówiąć o łososiach i kargulenach.

Zimno tam trochę w tej chłodni było,ale…ciekawie.

Już teraz wiem ( no prawie,tak mniej więcej) co w te zamówienia wpisuję….

Nie będę już tak całkiem zielona.

Popołudniu pojechałam do siostry na chwilkę-musiałam zobaczyc,jak moje dziewczynki wyglądaja po 4-ro tygodniowym pobycie nad morzem (były w sanatorium w Kołobrzegu).

Oj wyrosły te pannice,wyrosły.Takie już inne,mniej dziecinne…

Jak ten czas szybko leci….

Dzisiaj siostra pojechała gdzieś na wycieczkę,ale ponieważ nie miałam jakoś melodii do samochodowych przejażdzek wróciłam na "swoje śmiecie".

Mogłam co prawda zostać sama w siostry domu,ale widziałam,że szwagrowi niezbyt ten pomysł się podobał,mogłam zostać u Eli z dziećmi,ale co się będę po obcych kątach szwendać???

Wszędzie dobrze,ale jednak we własnym domku najlepiej.

Swoim…….,choćby to nawet tylko jeden pokój był.

Nowy pogrzeb

Dzisiaj w nocy zmarł mój Wujciu-mąż siostry mojej Mamy.

Miał 85 lat.

Zmarł nagle,znaleźli go lezącego na ziemii.

Czemu tak schorowany,w podeszłym wieku Pan został sam w całym mieszkaniu-nie rozumiem,ostatnio żle się czuł,nawet kilka dni leżał w szpitalu.

Ot, taka jest starość.

Człowiek swoje już przeżył,jest niepotrzebny.może odejść.

SMUTNA RZECZYWISTOŚĆ

Fałszywy alarm

                                    

Nie cierpię telefonów nad ranem-zawsze przynoszą złe wieści.

Tym razem zadzwonił o 4.50.

Ze strachem podniosłam słuchawkę,przekonana,że coś złego z moją siostrą się dzieje.

Uff,na szczęście to była sąsiadka,której alarm włączył się w jej komórce,przekonana,że ktoś włamał się do jej mieszkania.

Na szczęście to był fałszywy alarm,wszędzie spokój.

Dziwne….podobno wyło,telefon mnie obudził,a alarm nie??

Potem była krótka akcja Security,na szczęście niepotrzebna,włamania nie było.

Za oknem juz jasno,więc się nie kładę spać,dzisiaj tak u moich żabek muszę być wcześniej,przed ósmą.

Ale głowę mam ciężką,jak tu do 19 godziny w pracy wytrzymać??

Ano ,spróbuję…..muszę…..

Ratuję się pyszną kawusią….

w nowej pracy

Muszę przyznać,że pomału wdrażam sie w nowe obowiązki,chociaż nie jest to wcale całkiem łatwe.

Sporo nowego materiału,który muszę pochłonąć,wiedzę o różnych rybkach,to jeszcze nic same nazwy,tylko trzeba wiedzieć,w którym dziale należy je szukać…

Wczoraj przyjmowałam zamówienia od przedstawicieli( fakt,że bardzo łagodnie mnie traktowali) no i wypisywałam zamówienia.

Okropnie muszę uważać,bo coś ciągle mi się tam myliło,a to data,a to płatnik,a to odbiorca ect…

No i jak się wreszcie rozkręciłam…kazali mi iść wcześniej do domu,bo szef-Marcin potrzebował spokojnej konferencji z jakimisz grubymi dopiero fiszami.

Dziwne,ale czułam się zawiedziona,że nie dali mi poprawnie popracować….

Dzisiaj skupiam się na maxa,będę uważała,nie mogę tych błędów popełniać,bo uznają,że się nie nadaję :((.

Podróż w obie strony ( do i z firmy) wcale nie jest taka najgorsza,nawet komunikacja jest poprawna,ale wciąż mamy jeszcze lato….

Narazie sobie taś,taś drogą idę,nie jest żle.

BYLE BYM  WYTRWAŁA !!!!!   

 

W T O R E K

Dzisiaj jest właśnie ten smutny WTOREK , w  którym przyjdzie mi się na cmentarzu pożegnać z moim B R A T E M  Krzysztofem

Już na zawsze !!!!!!!

Przynajmniej na tym świecie,na tamtym napewno się spotkamy,wierzę w to

 Nawet pogoda płacze………..

Wspomnienia….

Pierwszy urodził się Krzysztof. W ciężkich,wojennych latach,czego może nie pamietał,gdyż rodzice starali się zapewnić  mu jak nalepsze warunki.

W niedługim czasie potem na świat przyszła Kasia,ale zapalenie płuc zgasiło jej 2 miesięczne życie- nie przeżyła,nie było wtedy antybiotyków….była wojna….

Po kilku latach przyszła na świat Ania,która pewno zapełniła pustkę po Kasi,ale rodzice nie spodziewali się,że raz jeszcze los do nich się uśmiechnie i w prezencie przyniesie im po kilku latach małą Ewę (czyli mnie),z którą od samego początku były kłopoty-najpierw ciężko po porodzie zachorowała mama a w dwa tygodnie później  do mnie przczepiła się podstępna czerwonka,tak,że rodzice znowu bali się,ze utracą następną córkę.

I gdy już odchodzili od zmysłów,gdyż żaden lekarz nie potrafił się uporać z chorobą pojawił sie dr Groer,który nakazał 24 godziny ścisłej diety,a po upływie tego czasu podać do jedzenia..mączkę bananową.

Słuszna to była decyzja,jako,że nie dość że przeżyłam, chyba na tej mączce odrazu ciałka nabrałam i tak pozostało do chwili obecnej….

Bardzo wcześnie straciliśmy ukochaną Mamę (miałam zaledwie 10 lat)-podstępny rak nie dał jej szans na dalsze życie.

Tata też stosunkowo szybko niestety odszedł ( już wtedy miałam 24 lata).

Krzysztof po Ojcu przejął rodzinną firmę Zakład Rentgena,rozwinał ją ( już potem przy pomocy swoich dzieci),podtrzymywał rodzinne tradycje.

Teraz pewnie jego syn, Łukasz po swoim Ojcu przejmie i rozwinie  dalszy

rodzinny  interes,aby ród znanych krakowskich radiologów nadal był utrzymywany i uznawany w lekarskim świecie……

Łukasz ma dokładnie tyle samo lat ile miał Krzysztof w chwili śmierci swojego Ojca,gdy musiał podejmować trud utrzymania rodzinnej renomy.Jemu to się udało, wiem,że i uda sie to Łukaszowi…

A ja???

Chociaż nie założyłam własnej rodziny zawsze miałam brata i siostrę i jej dzieci,a potem wnuki koło siebie.

Tak było do niedawna.

Dwa dni temu mój brat również odszedł od nas,siedzi teraz pewnie na jakiejś chmurce,koło Rodziców i swojego ukochanego Syna Michała  i razem radzą,jak nam tutaj na tym ziemskim padole pomóc….

Teraz zostałyśmy tylko dwie z siostrą……Ania i ja.

Żegnaj Krzysiu !!!!!!!!!

Może nieraz spieraliśmy się,czy kłócili-jak to w rodzeństwie bywa, ale wiesz,że zawsze jednak bardzo się kochaliśmy,cała trójka.

Wierzę,że znowu kiedyś tam na tym lepszym świecie się spotkamy…….  

pytania….

Jak to nie Go już nie ma????.

Kto mnie teraz opieprzy,że nie odbieram telefonów???

Po mocno przespanej nocy ( nawet jeden sen mnie nie dopadł) obudziłam się

z myślą,że to niemożliwe,ze to jakiś zły sen,a jednak……

Życie toczy się dalej,ale to już wszystko jest inaczej…..

Z czasem wrócą normalne dni,tylko już Kogoś w nich będzie brak.

Na zawsze!!!!!

BRAT

Nie mam już  Brata,

zmarł dzisiaj w nocy,zaraz po trzeciej godzinie.

Gdy byłam małym dzieckiem,śpiewał mi kołysanki do snu-pamiętam.

Był naprawdę dobrym  człowiekiem.

Tylko dlaczego był????.

Miał dopiero 65 lat.