mój dzień zadumy

 

A ja wczoraj miałam swoje własne, prywatne Zaduszki. To był dzień, gdzie nie chciałam kontaktu ze światem zewnętrznym, ani przez telefon, ani przez internet.
Byłam sama z sobą, z zadumą nad tym co już było, co jest teraz i nad tym co w przyszłości jeszcze na mnie czeka, obojętnie na to, jak długo ta moja przyszłość ma trwać. To nie ważne teraz, trzeba co jakiś czas robić taki wewnętrzny rachunek własnego sumienia, aby nie zachwycić się tak do końca swoją doskonałością, bo nigdy ona tak do końca doskonałością nie pozostaje. Każdy jest normalny ze swoimi zaletami i wadami, nad którymi może i trzeba nieco popracować…ale też bez przesady, nie można na siłę dopasowywać się do każdego, kto tego od ciebie żąda. W głębi duszy zawsze trzeba pozostać sobą, aby nie wzbudzić w sobie wewnętrznej i niepotrzebnej wcale wojny samemu ze sobą.Wszystkie uwagi, które są w twoim kierunku skierowane są dla ciebie stresogenne, sztuką jest opanowanie i chęć pokonania takich przeszkód, bez jakichkolwiek uszczerbków na twoim umyśle. Bo to wszystko i tak przeminie, gdzieś zginie w tłumie codziennych trosk, z czasem stanie się mniej ważne, chociaż teraz może boli i wydaje ci się, że jest niesprawiedliwe?.
Tak właśnie wygląda nasze przemijanie, moment tu na ziemi, a potem wieczność cała…….
Dlatego raz jeszcze oglądnęłam wczoraj film Ciekawy przypadek Benjamina Buttona ……w tym filmie zawarty jest właściwy sens życia, to co jest ważne, albo nie, to co pozostaje w nas na zawsze mimo upływu czasu, to co przemija, ale jednak ślad po sobie pozostawia….. proza życia związana z przemieszaniem się dzieła przypadku i zamierzonym celem nadanym nam z góry. Trochę to filozoficzne podejście do życia, nie każdy na codzień nad tym się zastanawia, a może właśnie tak jest dobrze? Każdy dzień przynosi nam zgryzoty i smutki, trudy do pokonania i chwile wytchnienia, niech więc tak pozostanie, wszak nie można nadmiernie swojej głowy trudzić.
Dlaczego wiec o tym piszę? Bo to było wczoraj, znów przeminęło i znów nowy dzień się obudził, jakże inny od tamtego wczorajszego, może trochę radośniejszy, bo obmyty z wszystkich wczorajszych moich lęków?
Po każdej nocy wstaje nowy dzień i obojętnie czy rozświetlony słonecznym promieniem, czy załzawiony kroplami deszczu, ale przynoszący może i nadzieję, że nie jest aż tak źle? Bo przede mną jeszcze wiele takich dni i powinnam się starać, by nie były złe, bo tak wiele zależy właśnie odemnie.
W tym filmie było takie jedno dla mnie ważne przesłanie: stwierdzenie, że nikt do końca nie pozostaje doskonały i to właśnie należy sobie uświadomić, doskonałość przemija i pozostaje tylko ta codzienna rzeczywistość, z którą należy się pogodzić, ale nie biernie i bezmyślnie, ale czynnie z dużą odpowiedzialnością za to, co się czyni.
A za oknem niestety słoneczka nie widać………