Róże dla Wszystkich Zosieniek w Dniu Imienin

Nie wiem, dlaczego funkcjonuje powiedzenie Zimna Zośka.
Pewnie związane jest to z pewnym ochłodzeniem aury, bo znam kilka Zoś i nie mogę powiedzieć, żeby były „zimne”, wręcz są bardzo miłe , serdeczne i ciepłe.
Pierwszą ważną Zosią na mojej liście dzisiejszych Solenizantek jest moja Bratowa.
Niestety Ona nie czyta mojego bloga, ale dla niej tu życzenia serdeczne zamieszczam, a na pewno dzisiaj będę do niej dzisiaj też z życzeniami telefonowała.
Dwie następne Zosie związane są z moimi dawnymi czasami czatowania na Polchacie, o czym zresztą wczoraj wspominałam, a które osobiście zresztą również kiedyś poznałam.
Jedną z nich jest nasze Słoneczko, bo taki nik własnie w pokoju 50 plus ta nasza słodka Zosia posiadała.
Wesoła, zawsze uśmiechnięta, nieco „rozrabiaka”, ale naprawdę potrafiła się świetnie w towarzystwie odnaleźć i wszystkich świetnie zabawiać podczas naszego zjazdu Czatusiów w Krakowie. Na pewni Uleczka będzie to mogła potwierdzić.
Zresztą ze Słoneczkiem spotkałam się też i na innym zjeździe Czatusiów, raz na Śląsku w Mikołowie, a raz w Kielcach. Fajne to były zjazdy, w ogóle fajne to były czasy……
Kochane to nasze Słoneczko i do niej dzisiaj też zatelefonuję.
Jeszcze jedna Czatusiowa Zosia to Zofia jg, która co prawda na naszym krakowskim spotkaniu nie była , ale udało mi się ją poznać podczas mojej wizyty u Joli- Marzeniee w Jaworze, gdzie również ze swojej Jeleniej Góry przyjechała (pewnie tak powstał ten skrót jg).
Teraz niestety kontakt z Zosią jg nieco się rozluźnił, pozostaje tylko kontakt na Facebooku.
Ale bardzo miło tamto spotkanie w gościnnym domu Marzeniee wspominam, nawet powiedziałabym, że z łezką w oku, bo niestety Marzeniee odeszła od nas już na zawsze, zresztą całkiem niespodziewanie, kilka lat temu.
Nie ma zresztą też i wielu innych wesołych Czatusiów , których wspominam bardzo często, bo na zawsze w moich myślach, w moich wspomnieniach pozostały, a niestety z wieloma z Nich też musieliśmy się już na zawsze pożegnać. Może na tym drugim, lepszym świecie znów w jakimś pokoju 50 plus się spotkamy???
Tymi wspomnieniami przybliżam ten miły dla mnie czas, bo tworzyliśmy tam w naszym pokoju 50 plus niesamowicie rodzinną, wesoła atmosferę, były wesołe rozmowy, śmiechy, wspólne piosenki, kawa, a czasami nawet przepisy kulinarne, spędzaliśmy tam codziennie kilka godzin, nikt się nie złościł, nie kłócił, nie dogryzał i nie dokuczał innym, nie było żadnych niesnasek, za to świetnie ze sobą się wszyscy bawiliśmy.
To był czas, gdy jeszcze, przynajmniej na początku, nie miałam w domu dostępu do internetu, więc późnym popołudniem, czy raczej już wieczorem, odwiedzałam kawiarenki internetowe (tak, tak, wtedy takie kawiarenki istniały), żeby tylko z moimi internetowymi Przyjaciółmi spędzać ten miły czas, a często zdarzało się tak, że gdy akurat o 22 kawiarenkę zamykano, przepraszałam wszystkich, że muszę ich na chwilę opuścić i szybko biegłam szukać takiej kawiarenki, która była czynna aż do północy, albo i czasem nawet dłużej, a potem niestety już nocą musiałam wracać do domu, żeby następnego dnia znów kawiarenkę odwiedzić i znów spotkać się z tymi przemiłymi ludźmi.
Potem było już lepiej, bo wreszcie zdobyłam swój pierwszy własny komputer, no i oczywiście z czasem miałam już w domu dostęp do internetu, więc czatowe rozmowy były dla mnie już ułatwione, mogłam robić to już z własnego domu, mogłam siedzieć na czacie tak długo, aż mnie sen nie zmorzył.
Zresztą co jakiś czas całkiem nowe osoby do naszego pokoju dochodziły, robiło się coraz tłumniej i coraz weselej, aż wreszcie ktoś wpadł na pomysł, że nadeszła najwyższa pora, żebyśmy się spotkali w realu. I tak się rozpoczęły nasze spotkania w różnych częściach Polski, aż kiedyś razem z Basią – Bimborkiem zwanym wpadłyśmy na pomysł, że i my Krakowianki możemy takie spotkanie urządzić. I muszę przyznać, że udało nam się nawet dwa razy w Krakowie do takich spotkań doprowadzić i wszyscy byli zachwyceni. Jak trudno było nam się po takim mile spędzonym wspólnym wieczorze i potem po porannym spotkaniu rozstać……
Oczywiście razem z Bimborkiem opracowałyśmy cały program artystyczny, więc prócz „dzikich tańców” były i konkursy z nagrodami, wspólne śpiewy, opowiadania czasami niestworzonych rzeczy, było dużo śmiechów i kawałów – jednym słowem : FAJNIE BYŁO.
Nawet właścicielka kawiarni, w której urządziłyśmy te nasze Balety stwierdziła, że nie przypuszczała, że osoby w wieku około 50 lat tak świetnie potrafią się bawić.
Ach, gdzie te czasy się podziały……. pozostały nam tylko wspomnienia, nieprawdaż Uleczko?????
Teraz niestety czasy się zmieniły, każdy już zajęty jest czymś innym, ale w każdym z nas jeszcze wciąż drzemią te przemiłe wspomnienia i jak to dobrze, że one są, że mamy co wspominać…..
Wszak właśnie w ten sposób znów stajemy się o te kilka lat młodsi 🙂
No i proszę, zamiast pięknych życzeń dla Solenizantek zamieściłam taki retrospekcyjny tekst do dzisiejszego mojego blogu.
Ale Wszystkim Zosiom, zarówno tym, o których tu wspominałam, jak i tym, o których może nie tyle zapomniałam, ile po prostu nie zmieściły się w tym zbiorze moich wspominek, składam wiele serdeczności i przesyłam bukiet najpiękniejszych życzeń w Dniu Ich Święta – na przykład całuski posyłam do małej Zosi K., która dzisiaj też pewnie świętować będzie.
Wszystkiego najlepszego Zosieńki, jesteście naprawdę wspaniałymi Dziewczynami 🙂

Po takim moim dzisiejszym, w sumie radosnym tekście nawet nie wypada żadnych politycznych wtrętów zamieszczać, ale tylko nadmienię, że pani Małgorzata Kidawa – Błońska dzisiaj rezygnuje z ubiegania się o fotel prezydencki, a na jej miejsce ma być powołany inny kandydat z PO.
Może i dobrze się stało, bo niestety sytuacja, która nastąpiła po wyborczych zawirowaniach, pozbawiła ją wielu punktów, które wcześniej jej się udało podczas kampanii zdobyć, niestety jej poparcie bardzo wydatnie spadło do kilku tylko punktów, co nie tylko ją, ale i całą partię PO w polityczny niebyt pociągnąć by mogło.
Teraz jest tylko problem, kim zastąpić jej kandydaturę, no i oczywiście tym, czy nowemu kandydatowi uda się na czas zdobyć tę wymaganą liczbę podpisów, potrzebnych do tego, by go wpisać na listę Kandydatów.
A Pis na pewno będzie naciskał, żeby przeprowadzić wybory w jak najkrótszym czasie, bo to jest wielka szansa dla nich, aby całkowicie już PO pogrążyć, co jest wręcz szczególnie marzeniem pewnego pisowskiego , znanego nam prominenta, zniszczyć PO do imentu.
A pomyśleć, że akurat spełniła się przepowiednia pana Jackowskiego, że coś się takiego stanie, że pani Kidawa Błońska przez jakąś nieopatrzną wypowiedź straci swoje jak na ten czas, kiedy była o tym mowa, wysokie poparcie.
Wydawało się to wtedy całkiem nieprawdopodobne, a jednak pan Jackowski miał wtedy niestety rację 😦
Trochę szkoda, a może i nie? – zobaczymy, czas pokaże jak korzystnie (lub nie) wpłynie na politykę nowe rozdanie.
Ale i tak uważam, że czasy świetności PO przechodzą do Lamusa, może jeszcze jakiś czas utrzymają się na powierzchni, łapiąc z wielkim mozołem ostatnie swoje oddechy, ale dzisiejszy dzień niestety pokazał KONIEC PO!!!!
Chyba jednak marzenie pisowców się spełniło, ale niech się zbytnio nie cieszą, w bardzo szybkim tempie i oni podzielą losy tamtej partii, bo już są na równi pochyłej i niewiele potrzeba, żeby znikli z horyzontu polskiej polityki.
Może wreszcie jakaś mądra partia w Polsce się narodzi???

O Solenizantkach Zosiach już było, trochę przypomnień z dawnych, dobrych czasów też, oczywiście i o polityce króciutko napomknęłam, pozostało mi tylko coś o pogodzie naskrobać.
Więc jak to właściwie jest z tą pogodą?
Wczoraj było i trochę deszczu (zwłaszcza w rannych godzinach), potem nawet słonko się pokazało, chociaż było raczej bardzo chłodno.
Ale ostatni Zimny Ogrodnik przeszedł na szczęście już do historii.
A dzisiaj……. oczywiście króluje Zimna Zośka.
No i jest niestety ponura i łzawa ta Zośka, chociaż przecież to sam środek najpiękniejszego miesiąca roku i powinno być ciepło, słonecznie i wesoło.
Ale na to musimy jeszcze troszkę poczekać.

Jeszcze raz Wszystkim Zosiom życzę wszystkiego najlepszego, a moim Kochanym Blogowiczem wspaniałego (mimo niezbyt korzystnej pogody) piątku 🙂