I znów to samo

 

Znów pobudka o 5.30, poranna kawa, chwila przy komputerze ( no może dwie chwile)

i…wymarsz do pracy.

Dzień jak codzień, a co przyniesie??

Wczoraj moje trzy dziewczyny powróciły z Bułgarii, ale albo były tak bardzo

podróżą zmęczone, albo nie wiele miały ciekawych wrażeń ( w co nie wierzę),

bo żadna u Kochanej Cioteczki się nie zameldowała.

Czekałam na telefon, czekałam, aż sama musiałam do nich kolejno

telefonować i z trudem wyciągałam z nich jakieś wiadomości.

Krótko skwitowały: bylo dobrze i tyle.

No to przyjęłam to  do wiadomości, co miałam innego do zrobienia?

Ale kilka zdjęć z Bułgarii mi przysłały, jedno z nich – fontannę umieściłam na blogu,

inne kolejno na garnku zamieszczać będę ( po odpowienim oczywiście graficznym

opracowaniu).

Że co?, że ostatnio nie piszę nic o moim cukrze i mojej wadze?

Nie, nie, mogę pocieszyć niedowiarków, nadal przy swojej diecie trwam.

Na przyjkad wczoraj na obiadek na patelni grilowej ( nie mam niestety takiej stosownej

płyty do tego celu, jak niektórzy mają) usmażyłam sobie ( na niewielkiej ilości oliwy)

cukinię, bakłażan i paprykę – ale uczta wspaniała była.

Nawet w Wierzynku nie podają takich wspaniałych potraw!!!.

Chociaż przyznam, że kiedyś, nie tak całkiem dawno, właśnie takie jadłam z płyty

grilowanej i też były wspaniałe, podobnie jak krewetki.

A ponieważ krewetek nie miałam, zgriolowałam sobie  same jarzynki

Dzisiaj podobny obiadek będę miała,  jako, że połowa cukini i bakłażana jeszcze mi

pozostało. A cukier? – dzisiaj rano miałam 115 czyli około 6.3 czyli może być.

Mogę śmiało powiedzieć, że panuję nad sytuacją.

Wagi na razie nowej nie znam, muszę znów odczekać trochę czasu, zanim ponownie

się zważę, wtedy dopiero  będzie różnicę widać i nie muszę się przez to  niepotrzebnie

stresować.

No to by na tyle na poranek dzisiejszy było.

Wszystkim oczywiście życzę miłego dnia, bez kłopotów i zmartwień, a ja pomału

zbieram się do pracy.