Udało mi się wczoraj !!!……

A co mi się udało ????

Ano wypełniłam swoją obietnicę, którą dałam sobie poprzedniego dnia i….

mimo, że aura była niezbyt łaskawa, nieco deszczyk kropił, uskuteczniłam rano, przed pracą

spory spacerek i urządziłam sobie kwietną sesję fotograficzną.

Okazuje się, że kiedyś pisałam nieprawdę, to znaczy nie tak, pisałam nie całą prawdę

Bywają jeszcze przed niektórymi kamieniczkami, domkami, ba, nawet przed

blokami miejsca, gdzie ktoś dba bardzo o zasiane tam kwiatuszki.

Jakże one potem cieszą oko przechodnia

Przewaznie  dotąd przejeżdzałam autem przez ul. Lekarską , ale udało mi się dojrzeć

kilka miejsc wartych odwiedzin z aparatem fotograficznym.

Toteż wczoraj, zaopatrzona w mój skromny aparacik fotograficzny  pojechałam o jeden

przystanek dalej niz zazwyczaj i najpierw odwiedziłamdwa ogródki przed niewielkimi

kamienicami. na ul. Lekarskiej. Deszczyk  co prawda  sobie coraz śmielej  padał,

ale mi to nie przeszkadzało wcale. Nawet weszłam do jednego ogródka, aby z bliży niektóre

kwiatki sfotografować.

Potem poszłam dalej i znów patrzyłam, co można jeszcze ładnego dla mojego  „garnuszka”

odnależć. Tak prezeszłam długą całkiem uliczkę, a na jej prawie końcu, niedaleko

już wejscia na Żabiniec, odnalazłam śliczne kwiatuszki, te które właśnie są na tym

zamieszczonym tutaj zdjęciu, a które „wyszły” poza płot pewnej posesji.

Trochę miałam kłopoty z fotografowaniem, albowiem w tym miejscu nie było chodnika, a

jezdnia dosyć wąska kończyła się ostrym zakrętem, zza którego z dość sporą prędkością

wyskakiwały auta.

Przez ten zakręt widoczność i dla mnie i dla aut była bardzo ograniczona, więc musiałam

bardzo uwazać, żeby nie narazić się  na jakieś niemiłe spotkanie z pędzącymi

pojazdami. Ale czego nie robi się dla sztuki???

Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i mogłam w końcu ewakuować

się na bezpieczny chodnik po drugiej stronie ulicy. Po drodze do przychodni

udało mi się sfotografować piękne mimozy, pierwsze oznaki jesieni, chyba każdy

pamięta tą wspaniałą piosenkę Czesława Niemena „mimozami jesień sie zaczyna”.

Potem jeszcze minęłam kilka bloków już na Żabińcu, gdzie również niektórzy lokatorzy

potrafili przed swoimi domami urzządzić kwietne ogródki.

I mimo, że deszcz robił się coraz bardziej dokuczliwy, uśmiechałam się szczęśliwa,

że jednak trochę tej kolorowej przyrody w Krakowie nie tylko w Botanicznym

Ogrodzie spotkac można.

Po pracy pojechałam razem z Magdą do jej najstarszej córki Kamili, właścicielki

wspaniałej, białej jak mleko, rasowej  kotki Tequili.

Oczywiście znów mój aparat poszedł w ruch, na początku kocica była bardzo nieufna

i niezbyt dawała mi się fotografować, tak więc pierwsze zdjęcia robiła jej Kamilka

Potem usiadłam na kanapce i czułam jak kotka przechodzi za moimi plecami i dokładnie

mnie obwąchuje – widać rozpoznanie droga węchową przeszło pomyślnie, bo kicia

nie tylko, że dała się mi pogłaskać, a nawet sama chętnie pozowała  mi do zdjęć.

Czyli wczoraj udało mi się nawet przekroczyć normę moich zamierzeń, ha, ha, wyrobiłam

conajmniej 200 procent normy, tak jak kiedyś , gdy przekraczanie norm było w modzie.

Dzisiaj wstałam dosyć wcześnie, sen „skończył się” około 5 tej rano, może to rzeczywiście

wina pełni księżyca? Próbowałam jeszcze zasnąć co prawda, niestety, nie udało się.

Więc co miałam robić? Wstałam, zażyłam lekarstewka ( o pomiarze cukru nie wspomnę,

bo ostatnio znów nieco mam wyższe wartosci)  zjadłam śniadanko i zabrałam się za pisanie

niniejszego blogu.

Przynajmniej wcześniej niż zwykle swój wspis umieszczę.

No oczywiście sprawdziłam jeszcze wyniki totolotka – niestety znów pudło.

Szkoda, bo teraz koniecznym moim następnym, poważnym marzeniem jest zakup

dobrego aparatu fotograficznego,  najlepiej lustrzanki, a to niestety trochę kosztuje.

Dzisiaj  będzie chyba pogodny, dzień, przynajmniej taki się zapowiada.

A więc wszystkiego co najlepsze na dzisiejszy dzień Wam życzę.