gościnnie od Pana Kawusi

PREZYDENTURA.

 

Wybory skończone , nie w smak to niektórym,

Jak mógł wygrać Bronek przed swym guru małym,

Jak on śmiał być pierwszy i w ogóle dlaczego ,

Święte miejsce bezprawnie zajął, Jareczka małego !

 

Oj ! pójdziemy z szabelką na wojenkę polsko – polską,

Chociaż zapowiadano rozejm – melodia  piękniejsza,

kosy na sztorc, każdy ma przy boku swoje wierne wojsko,

każdy chce pokazać ,ze dla niego Polska najważniejsza.!

 

Pierwsze uderzenie , zaciekle  w krzyż uczyniono,

Nie oddamy krzyża – krzyczano wokoło krytycznie,

Poszła w świat wiadomość : Polska krzyżem walczy,

Garstka oszołomów do księży krzyczy histerycznie.

 

Nie reaguje rząd , kościół – my nie winni i siedzi cicho,

Wszelaka to wina wiadomo  :harcerzy, pal ich za to licho…

Oni to krzyż ustawili  przed prezydenckim pałacem ,

Komorowski winny, PiS z boku na to wszystko patrzy!

 

Mamy Prezydenta, przysięga , wojsko , ogólna euforia ,

Zmęczonymi oczami Prezesa  szukam  wszędzie ,

Będzie wreszcie ta wojna czy jej  znów nie będzie ,

Tylko puste słowa , bez znaczenia ,jak w Sejmowej sali,

Oj ! chyba nie będzie ,

Polski pojednanej !

 

 

 

każdy dzień to przygoda

 

Witaj mój prezydencie, witaj moja kochana pierwsza damo … czy tak wyglądało dzisiejsze

poranne powitanie prezydenckiej pary???

 

No i co z tą pogodą? Niby nic złego, bo ciepło nadal jest, tylko te nawałnice deszczu

i burze dają w kość.

Wczoraj wracałam z pracy i akurat wielka ulewa dopadła mnie w momencie, gdy miałam

wysiąść z autobusu.

Nawet przez moment pomyślałam sobie: a może tak nie wysiadać, tylko pojechać dalej,

do następnej pętli, a może i wcześniej, aż deszcz ustanie.

Jednak odważyłam się, wysiadłam  i…zmokłam jak cholera.

Co prawda uciekłam zaraz pod wiatę ( a autobus niestety kawałek od tej wiaty się

zatrzymał), a tam już oczywiście stała cała masa ludzi, tak że schować się pod nią

było bardzo utrudnione. Więc stałam i czekałam, a na moje plecy prócz deszczu

jeszcze spływała woda z czyjejś parasolki. Dopiero po kilku chwilach udało mi

się nieco głębiej schować i deszcz  jakoś  szczęśliwie  ulewę przeczekałam.

Ale i tak nie był to koniec kłopotów, ponieważ byłam w klapkach, zrobiło mi się

w nich okrutnie ślisko i za każdym moim krokiem noga jeździła w nich z prawa na lewo.

W dodatku zaciął mi się zamek do drzwi do mojego mieszkania, nie mogłam do niego wejsć.

Byłam zła, zmęczona, przemoczona i nawet nieco głodna a tu mieszkanie zamknięte.

Na całe szczęście wezwałam pomoc w postaci mojego Maćka i jakoś do  mojego mieszkania

w koncu udało mi się dostać.

No i na tym chyba moje wczorajsze przygody się skończyły.

Acha, nie dodałam jeszcze słowa o alarmie! Nieco się wycwaniłam wczoraj, poczekałam,

aż przyjedzie do pracy  Magda ( a było to na szczęście jeszcze przed ósmą rano), wręczyłam

jej kluczyki, przypomniałam szyfr i poprosiłam, by otworzyła przychodnię.

Ja stałam spokojnie na uboczu i czekałam. Na szczęście nie zawyło, Magda ma

wyraźnie szczęśliwszą rękę do tego alarmu niż ja, ale teraz już wiem, po prostu trzeba

tą gwiazdkę zatwierdzajacą kod  dłużej przytrzymać.

Na szczęście, jak  już pisałam, to już nie będzie mój problem.

Aż do następnego razu. Oby nie za szybko!!!!!

Dzisiaj sobota, siedzę przed telewizorem ( o komputerze nie wspomnę), popijam

kawusię i czekam na konferencję Jarosława Kaczyńskiego, bardzo jestem ciekawa,

co ten rządny władzy, zawistny człowieczek ma jeszcze narodowi do powiedzenia.

Najwyżej, gdy zbyt mnie zdenerwuje, nacisnę guziczek i go wyłączę.

Zawsze mam taką możliwość.

A teraz życzę wszystkim miłej i spokojnej soboty, bez burz za oknem i w rodzinie.