gościnnie od Pana Kawusi

PREZYDENTURA.

 

Wybory skończone , nie w smak to niektórym,

Jak mógł wygrać Bronek przed swym guru małym,

Jak on śmiał być pierwszy i w ogóle dlaczego ,

Święte miejsce bezprawnie zajął, Jareczka małego !

 

Oj ! pójdziemy z szabelką na wojenkę polsko – polską,

Chociaż zapowiadano rozejm – melodia  piękniejsza,

kosy na sztorc, każdy ma przy boku swoje wierne wojsko,

każdy chce pokazać ,ze dla niego Polska najważniejsza.!

 

Pierwsze uderzenie , zaciekle  w krzyż uczyniono,

Nie oddamy krzyża – krzyczano wokoło krytycznie,

Poszła w świat wiadomość : Polska krzyżem walczy,

Garstka oszołomów do księży krzyczy histerycznie.

 

Nie reaguje rząd , kościół – my nie winni i siedzi cicho,

Wszelaka to wina wiadomo  :harcerzy, pal ich za to licho…

Oni to krzyż ustawili  przed prezydenckim pałacem ,

Komorowski winny, PiS z boku na to wszystko patrzy!

 

Mamy Prezydenta, przysięga , wojsko , ogólna euforia ,

Zmęczonymi oczami Prezesa  szukam  wszędzie ,

Będzie wreszcie ta wojna czy jej  znów nie będzie ,

Tylko puste słowa , bez znaczenia ,jak w Sejmowej sali,

Oj ! chyba nie będzie ,

Polski pojednanej !

 

 

 

każdy dzień to przygoda

 

Witaj mój prezydencie, witaj moja kochana pierwsza damo … czy tak wyglądało dzisiejsze

poranne powitanie prezydenckiej pary???

 

No i co z tą pogodą? Niby nic złego, bo ciepło nadal jest, tylko te nawałnice deszczu

i burze dają w kość.

Wczoraj wracałam z pracy i akurat wielka ulewa dopadła mnie w momencie, gdy miałam

wysiąść z autobusu.

Nawet przez moment pomyślałam sobie: a może tak nie wysiadać, tylko pojechać dalej,

do następnej pętli, a może i wcześniej, aż deszcz ustanie.

Jednak odważyłam się, wysiadłam  i…zmokłam jak cholera.

Co prawda uciekłam zaraz pod wiatę ( a autobus niestety kawałek od tej wiaty się

zatrzymał), a tam już oczywiście stała cała masa ludzi, tak że schować się pod nią

było bardzo utrudnione. Więc stałam i czekałam, a na moje plecy prócz deszczu

jeszcze spływała woda z czyjejś parasolki. Dopiero po kilku chwilach udało mi

się nieco głębiej schować i deszcz  jakoś  szczęśliwie  ulewę przeczekałam.

Ale i tak nie był to koniec kłopotów, ponieważ byłam w klapkach, zrobiło mi się

w nich okrutnie ślisko i za każdym moim krokiem noga jeździła w nich z prawa na lewo.

W dodatku zaciął mi się zamek do drzwi do mojego mieszkania, nie mogłam do niego wejsć.

Byłam zła, zmęczona, przemoczona i nawet nieco głodna a tu mieszkanie zamknięte.

Na całe szczęście wezwałam pomoc w postaci mojego Maćka i jakoś do  mojego mieszkania

w koncu udało mi się dostać.

No i na tym chyba moje wczorajsze przygody się skończyły.

Acha, nie dodałam jeszcze słowa o alarmie! Nieco się wycwaniłam wczoraj, poczekałam,

aż przyjedzie do pracy  Magda ( a było to na szczęście jeszcze przed ósmą rano), wręczyłam

jej kluczyki, przypomniałam szyfr i poprosiłam, by otworzyła przychodnię.

Ja stałam spokojnie na uboczu i czekałam. Na szczęście nie zawyło, Magda ma

wyraźnie szczęśliwszą rękę do tego alarmu niż ja, ale teraz już wiem, po prostu trzeba

tą gwiazdkę zatwierdzajacą kod  dłużej przytrzymać.

Na szczęście, jak  już pisałam, to już nie będzie mój problem.

Aż do następnego razu. Oby nie za szybko!!!!!

Dzisiaj sobota, siedzę przed telewizorem ( o komputerze nie wspomnę), popijam

kawusię i czekam na konferencję Jarosława Kaczyńskiego, bardzo jestem ciekawa,

co ten rządny władzy, zawistny człowieczek ma jeszcze narodowi do powiedzenia.

Najwyżej, gdy zbyt mnie zdenerwuje, nacisnę guziczek i go wyłączę.

Zawsze mam taką możliwość.

A teraz życzę wszystkim miłej i spokojnej soboty, bez burz za oknem i w rodzinie.

 

Mamy Prezydenta

BRONISŁAW MARIA KOMOROWSKI ZOSTAŁ PREZYDENTEM RZECZPOSLITEJ

POLSKI

W dniu dzisiejszym został zaprzysiężony  nowy Prezydent Polski

I nie ważne ,że opozycja – PIS lekceważąco do tej uroczystości podeszła- przybrała się w

czarne wstążeczki, na znak żałoby ( nie wiedzieć po czym, chyba po tym, że ich lider

przegrał), nie ważne, że Pan Kaczyński okazał się małostkowy i zachował sie jak dziecko,

obrażony zabrał  swoje zabawki i wyszedł z piaskownicy. że pani Kempa jeszcze w trakcie

ecspose Prezydenta wyszła sobie z sali, a pan Błaszczak powiediał lekceważąco, że to taki

sam powszedni dzień jak każdy inny.

Mylisz się Panie Błaszczak, to był bardzo uroczysty dzień wyborów i twojego i mojego

prezydenta. Gdyby tak ktoś potraktował jak ty twojego „guru” byłbyś przecież śmiertelnie

obrażony.

Ale Pis ostatnio stosuje politykę Kalego i jeszcze uważa, że to jest słuszne.

No cóż, minęła pewna epoka, zaczęła się inna i wszyscy musimy z faktami się pogodzić.

A ja panu Komorowskiemu dzisiaj życzę, by jego prezydentura była udana i żeby udało

mu się przekonac do siebie swoich przeciwników – nie muszą go od razu kochać, wystarczy,

że potrafią odnosić się do niego ze zrozumieniem a przede wszystkim z szacunkiem

 

 

jak to dobrze, że dzisiaj już piątek

Właśnie  dzisiaj minie ostatni dzień mojego pierwszego tygodnia pracy po urlopie.

Ufff – nieco się zmęczyłam.

W poniedziałek, jak pisałam już poprzednio w moim  blogu, latałam z kasetami.

Od wtorku aż po dzisiaj pracowałam w rejestracji. Niby ciężkia praca to nie była, ale

trzeba było wstawać okrutnie wcześnie, czyli o 5.30.

Do wczoraj wszystko było ok – myślę o tym piekielnym alarmie oczywiście.

Przedwczoraj Asia spytała mnie niby niewinnie: „pani Ewo, nie miała pani kłopotów z

alarmem? nic sie nie zacinało? bo…… ” itd

No rzeczywiście przez 2 dni było spokojnie, aż do wczoraj.

Przyznam, że szłam na miękkich nogach do pracy, pomna, że moze jednak alarm się

zaciąć.

No i Asia „wykłapała”, „zaziajała”….

Włączyłam kod, dałam krzyżyk i…nic, zrobiłam to kilkakrotnie ..nadal nic, tylko

zegar  odliczający czas otwarcia pokazywał, jak szybko uciekają sekundy do włączenia

alarmu. Wtedy już wiedziałam, że zaraz będzie wył.

Mimo dalszych moich prób nic to nie dało, alarm włączył się i nagle poczułam, że….

głuchnę. Mimo wszystko nadal próby ponawiałam i dopiero chyba za 10 razem klawisz

z gwiazdką, czyli ten zatwierdzająy zaskoczył

Nastała cisza, ale mimo to nadal ten okropny ryk dzwonił w moich uszach.

Oczywiście zaraz zatelefonowali z Biura Ochrony i poprosili o hasło – byłam

już tak zdenerwowałam, że…zapomniałam, na szczęście stała koło mnie Magda i z opresji

mnie wybawiła ,znała na szczęście hasło.

No i masz, dzisiaj może być powtórka z rozrywki, jako, że ten, kto teraz opiekuje

się zamontowanym alarmem jest nieuchwytny.

Trudno, niech sobie wyje, ale od poniedzialku to już na pewno nie mój będzie problem.

A to jest pocieszająca wiadomość.

Kurcze, biednemu zawsze wiatr w oczy…

Od poniedziałku znowu za to będę biegała z kasetami.

Trudno, dosyć się nalabowałam

Zawsze pewne pocieszenie w tym lataniu to  pewność, że zbijjam nadmierne

kilogramy, co przy utrzymywaniu diety jest bardzo ważne.

Wczoraj znów jadłam grilowane: cukinię, paprykę i największy chyba przysmak- grilowany

bakłażan.

Na prawdę, każdy, nawet najlepszy kotlet przy grilowanym bakłażanie wysiada.

Mięciutki, wspaniały, wystarczy tylko go lekko posypać wegetą i czosneczkiem

w proszku Mniam, mniam,  rarytas, paluszki lizać.

A co najlepsze, można sobie tym bezkarnie zdrowo nasycić.

Zresztą i cukinia i papryka  też podobnie smakują, ale ważne w tym są przyprawy.

No cóż, na wegeterianizm raczej się nie przeniosę i od czasu do czasu mięskiem nie

pogardzę, chudym,oczywiście  że chudym mięskiem, ale i na te jarzynki bardzo ostatnio się

nastawiłam.

Dobrze, zanim pójdę do pracy muszę jeszcze o jednym, bardzo ważnym fakcie

wspomnieć.

Dzisiaj prezydent – elekt Bronisław Komorowski zostanie zaprzysiężony na

PREZYDENTA POLSKI.

Bardzo mnie ten fakt cieszy, bardzo!!!!!!!

Życzę mu, aby wszystkie jego zamierzenia się spełniły tak, by znów za pięć

lat  mógł startować w ponownych wyborach na Głowę Państwa.

TAK  MU DOPOMÓŻ  BÓG.

a teraz już pora  zdjąć z oczu ostatnie senne marzenia, ogarmąć się nieco  i…do pracy

trzeba potuptać.

Oczywiście nie myśląc o tym piekielnym alarmie, niech się dzieje, co się ma dziać.

 

 

 

 

 

 

 

I znów to samo

 

Znów pobudka o 5.30, poranna kawa, chwila przy komputerze ( no może dwie chwile)

i…wymarsz do pracy.

Dzień jak codzień, a co przyniesie??

Wczoraj moje trzy dziewczyny powróciły z Bułgarii, ale albo były tak bardzo

podróżą zmęczone, albo nie wiele miały ciekawych wrażeń ( w co nie wierzę),

bo żadna u Kochanej Cioteczki się nie zameldowała.

Czekałam na telefon, czekałam, aż sama musiałam do nich kolejno

telefonować i z trudem wyciągałam z nich jakieś wiadomości.

Krótko skwitowały: bylo dobrze i tyle.

No to przyjęłam to  do wiadomości, co miałam innego do zrobienia?

Ale kilka zdjęć z Bułgarii mi przysłały, jedno z nich – fontannę umieściłam na blogu,

inne kolejno na garnku zamieszczać będę ( po odpowienim oczywiście graficznym

opracowaniu).

Że co?, że ostatnio nie piszę nic o moim cukrze i mojej wadze?

Nie, nie, mogę pocieszyć niedowiarków, nadal przy swojej diecie trwam.

Na przyjkad wczoraj na obiadek na patelni grilowej ( nie mam niestety takiej stosownej

płyty do tego celu, jak niektórzy mają) usmażyłam sobie ( na niewielkiej ilości oliwy)

cukinię, bakłażan i paprykę – ale uczta wspaniała była.

Nawet w Wierzynku nie podają takich wspaniałych potraw!!!.

Chociaż przyznam, że kiedyś, nie tak całkiem dawno, właśnie takie jadłam z płyty

grilowanej i też były wspaniałe, podobnie jak krewetki.

A ponieważ krewetek nie miałam, zgriolowałam sobie  same jarzynki

Dzisiaj podobny obiadek będę miała,  jako, że połowa cukini i bakłażana jeszcze mi

pozostało. A cukier? – dzisiaj rano miałam 115 czyli około 6.3 czyli może być.

Mogę śmiało powiedzieć, że panuję nad sytuacją.

Wagi na razie nowej nie znam, muszę znów odczekać trochę czasu, zanim ponownie

się zważę, wtedy dopiero  będzie różnicę widać i nie muszę się przez to  niepotrzebnie

stresować.

No to by na tyle na poranek dzisiejszy było.

Wszystkim oczywiście życzę miłego dnia, bez kłopotów i zmartwień, a ja pomału

zbieram się do pracy.

I znów poranna zmiana

 

Tak nagle wczoraj się zachmurzyło  i………spadł deszcz, parę razy zagrzmiało nawet…

Przynajmniej znów trochę będzie chłodniej ( na szczęście), nawet na razie jest dosyć

chłodno i na pewno bardzo ponuro, ale dopiero jest kwadrans po godzinie szóstej.

Dziś znów mam poranną zmianę, musiałam znów o 5.30 wstawać.

Wczoraj nawet udało mi się otworzyć przychodnię bez wzbudzania alarmu.

A dzisiaj, jutro, pojutrze???

Już mi znów cierpnie skóra. Mam alergię na otwieranie tych drzwi. Wyraźnie.

Ale wytrwam, do piątku nie długo, a od poniedziałku ten obowiązek na szczęście  znów

przejmie odemnie wypoczęta Jadzia.

Widze, że już sporo ludzi powróciło do swoich obowiazków.

Witam po urlopie(?) pana Kawusię, który już zaistniał u mnie swoimi wpisami

i fraszkami, już mi zaczęło tego brakować.Całuski posyłam też Ulce 🙂

No to ja już pomału zbieram się do pracy. Narazie kończe „bylejaką” kawę, miałam jej

niespełna łyżeczkę tylko. Miałam kupić ją  wczoraj wracając z pracy w sklepie na

przeciwko mojego domu, a tu zonk, urlop!!!!.  Sklep na głucho zamknięty.

Już nie chciało mi się błądzić i szukać gdzie indziej tej kawy i całe szczęście, bo prawie

weszłam do domu, jak nieźle z nieba lunęło. Ale bym sobie deszczową kąpiel załatwiła.

Dzisiaj politykować już nie będę, zbyt jestem zniesmaczona po dniu wczorajszym.

chyba się wypaliłam, chociaż nie znaczy to wcale, że zmieniłam  swoje zdanie

w tym temacie.

Życzę miłej środy ( Ula wie, ze środy szczególnie lubię, prawda?)

 

 

B E L Z E B U B

Nie ma szacunku dla Krzyża, nie ma szacunku dla Księży (wrzaski, okrutne pomówienia), nie ma

szacunku dla Słowa Bożego, ( grzechy główne: pycha, chciwość),  nie ma szacunku dla

przykazań  Bożych (nie będziesz miał  innych Bogów przedemną, szanuj bliźniego jak siebie

samego)

nie ma szacunku ! Taka jest moja konkluzja po wydarzeniach dzisiejszych wydarzeń pod

Prezydenckim Pałacem.

POLSKĄ RZĄDZI BELZEBUB!!!!!!

To za jego namową dzisiaj były te niepotrzebne nikomu rozruchy.

Zastanawiam się, jakie to są katoliczki i jacy katolicy z tych ludzi, którzy wrzeszcząc

obrażali innych?????

Czy pójdą się  z tego wyspowiadać i czy dostaną rozgrzeszenie????

no, już pierwsze koty za płoty były

Właśnie jestem po pierwszym dniu pracy.

Jak było?? gorąco, nawet okropnie duszno.

Myślałam, że przez te dwa miesiące aparat zapomniał, że mnie nie lubi i będzie należycie

pracować.

Ale skąd, mylne moje marzenia.Dopiero za piątym razem  wczoraj   go „odpaliłam”.

czyli nihil novi sub sole.

W dodatku nie ma na razie i nie wiadomo kiedy będzie to cyfrowe opragromowanie, więc

z każdym zdjęciem musiałam latać dwa domy dalej do lecznicy, gdzie teraz znajduje się

we władaniu nasza automatyczna  ciemnia.

W dodatku ta ich ciemnia jest całkiem nieprzystosowana, po prostu mały pokoik, w którym

są jakieś klatki z ledwo co  zdrowiejącymi kotami,już nie mówiąc, że nie ma czerwonego

światełka, jak to w ciemniach być powinno, w dodatku ciemnia wywala stopki – same kłopoty,

więc musiałam prosić za każdym razem kogoś z lecznicy, by mi to zdjęcie wywołał

Wyglądało to tak:  tup. tup  z kasetą do lecznicy, czekanie aż mi ktoś wywoła zdjęcie i

naładuje kasetę od nowa, i tup, tup z powrotem  z kasetą i  wywołanym filmem do przychodni

i tak razy kilka.

No cóż, jeżeli to potrwa  jeszcze trochę, to do następnej wizyty u mojej pani doktor

diabetolog „zgubię” około 30 kg, na bank.

To nic, niejaki pan Adrian Lukoszek w ciągu roku, na życzenie własnego syna, schudł

aż 120 kg ( słownie sto dwadzieścia kilogramów) – tak dzisiaj podawano w TVN.

Szukałam jego strony lub adres mailowy, niestety nie znalazłam, a szkoda, bo podobno

chętnie ludziom pomaga w podjęciu walki na tej niwie.

Gdyby ktoś coś na ten temat wiedział, byłabym wdzięczna do deski grobowej i jeszcze

dzień dłużej 🙂

Bo ja chudnę, chudnę, ale jakoś powoli……

Inna sprawa, że gdybym schudła 120 kg nic by  ze mnie nie pozostało……

Ten facet „startował ” z 220 kilogramów, a teraz waży coś trochęę ponad 100 kg.

No nie, takiej wyjściowej wagi to ja na szczęście nie miałam !!!!!

Dzisiaj i przez następne dni tygodnia idę wcześnie rano otwierać przychodnię

( ach ten alarm) i za rejestratorkę robić będę – teraz kolej dla Jadzi  na urlopowanie.

Popołudniu w Rtg Jaruś  będzie pracować

No ale w przyszłym tygodniu i pewnie jeszcze przyszłym znów z tymi kasetami

latać będę.

Zawsze jakieś urozmaicenie, labowałam tak długo, to teraz nadrabiać muszę.

No cóż, ongiś weterynarze do nas latali wołać zdjęcia ( do czasu remontu ciemnia

stała u nas) i to chyba przez 3 lata, to ja przez miesiąc (?) też mogę sobie nieco

polatać no nie? Może nie dłużej  niż miesiąć będą tą cyfrówkę u nas montowali???

Dla zdrowia, polatam sobie, a co ….

Dzisiaj będzie ciężki dzień, nie u mnie w pracy tylko politycznie w Stolicy.

Zastanawiam się, czy te fanatyczki religijne odważą sie podnieść rękę na księży?

Wszystkiego po południu już się dowiemy, ale zapowiada się trochę dziwnie :

coś tam wspominali o przelewaniu krwi……

A nie można by w zgodzie ten Krzyż przenieść do kościoła św Anny, w spokoju i z

namaszczeniem, który Krzyżowi przystoi?

Te panie, wyznawczynie Krzyża mogły by cały dzień spędzać w tym kościele, ba, tylko

tyle, że nie byłoby tam  tylu kamer i tyle szumu koło nich. No i pewnie na noc Kościół

jest zamykany, przynajmniej wreszcie miały by normalne, przespane noce, nie

musiiałyby , jak teraz i dzień i noc przy nim czuwać, stamtąd już nikt by im symbolu

„świętości” pana K.  nie wykradł.

Bo w sumie głównie tu chodzi właśnie o pana K. niż ,jak twierdzą obłudnicy

o wszystkich pozostałych ofiar tej strasznej katastrofy, niestety…..

No i  nieumożliwiona była  by te  wspaniałe manifestace każdego 10 – tego  dnia

miesiąca jako anty Peowska  akademia ku czci…. na złość temu znienawidzonemu przez

przeciwnika –  Komorowskiemu.

Jak on śmiał  wygrać  wybory z Guru????

Taka jest rzeczywistość.

Miałam nie politykować na forum, ale skoro 4 lipca poszłam i oddałam głos na

pana Komorowskiego, teraz muszę też opowiedzieć się przeciw politycznej hucbie.

Mam  po prostu moralny obowiązek popierać tylko prawdę.

Nawet, jeżeli PO „skłamała” bo o jeden procent Vat podniosła

Powstało powszechne oburzenie, nawet elektowi – prezydentowi się przy okazji

po uszach oberwało, chociaż narazie  i tak nic nie może zmienić, bo Prezydentem zostanie

dopiero w piątek, po zaprzysiężeniu.

Nawet w ferworze ktoś obliczył, że w związku z tym  biedni ludzie wydadzą na jedzenie około

200 zł więcej, ale w przeciągu całego  roku, co  ( jak skrzętnie obliczyłam) kwota przekłada

się na kwotę 5zl 50 groszy – czyli akurat tyle ile wynosi cena przecięnego piwa.

Wiem, że niektórzy wolą wino niż piwo,czyli wyszło by około 1/4 butelki wina.

W związku z tym mam propozycję :  trzeba wprowadzić w Polsce prohibicję.

I już się Polacy wzbogacą!!!!!

Dosyć już polityki!!! Życie samo pokaże co dalej będzie.

A ja muszę zabrać się dzisiaj za to co za mnie ważne, czyli za…..podróż do pracy.

Bo dzisiaj muszę być nawet przed ósmą, bo punkt ósma ma przyjsć pan do naprawy

drukarki i wrota na oścież winny być  już wtedy otwarte.

Zatem wszystkim miłego dnia życzę, a warszawiakom……spokoju w tym  gprącym dniu bitwy

polsko – polskiej.

A ja po powrocie z pracy pooglądam sobie TVN – 24 ( mój ulubiony ostatnio program),

muszę osobiście sprawdzić, jak tworzy się nowa historia Polski.

Następcy będą musieli o tym się uczyć, ja będę nieomalże naocznym tego świadkiem.

Na razie !!!!!

 

 

 

 

 

 

Poniedziałkowa konkluzja: niedziela – ostatni dzień „wolności”

Niedziela była ostatnim dniem mojej  bardzo długiej i leniwej laby.

Oczywiście, że spędziłam go w Modlnicy.

Trochę byłam u Magdy, trochę u Maćka na urodzinowych krewetkach.

Pogoda dopisała, słoneczko świeciło, czasami nawet zbyt mocno, ale to i nie tak

samo było skwarnie , jak wtedy, gdy były  te niesamowite upały sprzed 2-3 tygodni.

Oczywiście nie obyło się bez małej sesji fotograficznej, którą uskuteczniałam, nie tylko na

osobach, ale i na zwierzętach i  na pięknych okolicznościach  przyrody.

Co prawda, nie wszyscy obecni na sesji zadowoleni byliby do końca, aby ich na zdjęciu

tutaj uwiecznić, ograniczam się więc do zdjęcia Jasia, który co prawda na początku

też niezbyt chętny był do pozowania do zdjęć, jakoś na szczęście później takiej ochoty

nabral, ba, chyba nawet mu się to spodobało, co na zamieszczonym zdjęciu wyraźnie widać.

A teraz pytanie zasadnicze:

Czy można poranną kawę pić zaraz po czwartej rano?

To jest jeszcze noc, czy to już jest poranek?

Ciemny, bo ciemny, ale prawie poranek – za niedługo pewno już będzie się rozjaśniało.

No, nie wiem, to raisefiber przed tym moim pierwszym dniem pracy  po urlopie, czy co,

ale już o 2.50 otworzyłam oczy i mimo, że bardzo zmuszałam się do dalszego spania,

jakoś mi się to nie udało..

Pewnie znów jakaś złośliwa komarzyca mnie nadgryzła ( oj swędziała prawa kostka u

nogi,swędziała), więc sobie wstałam, zapaliłam papieroska, usiadłam za moim ukochanym

komputerem ( no wiem, to nałóg), parę zdjęć do garnka wkleiłam, parę zdjęć zamieszczonych

tam innych forumowiczów oceniłam, zrobiłam sobie pomiar cukru ( he, he, nawet nie

spodziewałam się, że mimo, że dobrze sobie poucztowałam wczoraj tymi grilowanymi

jarzynkami i grilowanymi krewetkami, cukier będzie tylko na granicy 108) i… poszłam

sobie zaparzyć kawę.

A co mi tam, spać będę następnej nocy.

Co prawda idę dzisiaj na popołudniową zmianę,ale już jestem zwarta i gotowa.

No, co to znaczy być obowiązkowym i sumiennym pracownikiem!!!!.

Poniedziałkowy dzień dobrze rozpoczęty: cukier pomierzony, lekarstwa pozażywane,

kawusia wypita ( pewnie około 8-9 będzie czas na drugą kawkę), mogę więc powiedzieć,

że nowy tydzień pracy dla mnie juz się rozpoczął.

Heh, niektórzy pewnie teraz gdzieś tam na urlopie jeszcze odpoczywają (  nie ładnie, ale

troszeczkę im zazdroszczę), ale duża część do pracy jak i ja dzisiaj się wybiera.

I tym i tym życzę więc miłego tygodnia i przyjemnego, słonecznego, ale niezbyt upalnego

poniedziałku, zwłaszcza dla tych pracujących. Niech im nie będzie żal……