sejmowa awantura

 

W sejmie awantura dotycząca przeprowadzenia referendum w sprawie obowiązku szkolnego sześciolatków.Oczywiście  wniosek o referendum został odrzucony, co prawda niewielką przewagą, ale jednak. I co dalej?
A właściwie o co ta cała awantura zamieszanie :  wiadomo gdy rząd powie nie opozycja zawsze powie tak ( i vice versa), chociaż nawet wcale do tego nie jest przekonana i sama kiedyś rozmyślała nad możliwością wcześniejszego rozpoczęcia nauki Ale czego nie robi się dla populizmu? Kaczyński wszystko obieca, by zwiększyć swoje procenty wyborcze.
Rozumiem, rodzice chcą zapewnić jak najdłuższe dzieciństwo swoim pociechom, a przecież równocześnie sami są zapracowani, niewiele dla tych dzieci czasu mają, a przedszkola nie do końca są dostępne, wszyscy narzekają na braki miejsc w przedszkolu.Więc może ten pomysł z wcześniejsza nauką nie jest zły? Oczywiście, że będzie wdrażany specjalny program dla sześciolatków – trochę nauki, trochę zabawy, tak zresztą jak do tej pory jest w zerówce, tam przecież też dzieci się uczą, może to da trochę miejsc dla młodszych od tych sześciolatków.
Ja poszłam do szkoły w wieku 6 lat i wcale nie narzekam, co prawda zawsze miałam koleżanki o rok starsze ode mnie, ale dawałam sobie świetnie z tym radę.
Nie przesadzajmy z ta nadopiekuńczością naszych maluchów, bo potem rodzą się fajtłapy
Pewnie, że łatwo to mówić komuś, kogo ta reforma nie dotyczy, ale najpierw wszyscy narzekali, że Tusk zajmuje się  wyłącznie ciepłą woda w kranie, teraz wszystkie reformy, które chce  zgodnie z europejską modłą chce przeprowadzić, natychmiast są wetowane.
I to potem jemu właśnie zarzucają , że walczy z demokracją.
Inna sprawa, że ta ustawa była przeprowadzona w niezrozumiały dla wielu osób sposób i pewnie to jest przyczyną tych wielu protestów???/

 

Dzisiaj za oknem słonko. Pozdrawiam wiec słonecznie i ciepło – listopadowo.

i znów ta nieszczęsna drabina

 

Ale to już po raz ostatni o niej piszę, albowiem już jest i stoi w naszym schowku Jest bardzo wysoka, wyższa chyba, niż ta pożyczana, więc tym bardziej Ulu na pewno nie będę się po niej wspinała, ani teraz, ani po śmierci, wybiorę wtedy bardziej tradycyjna drogę………tunel ???
A co ja tak ciągle o tej śmierci gadam? Może to przekleństwo wieku, bo coraz bliżej mi do magicznej liczny 65? A może to te bio ziarenka tak na mnie działają? – wczoraj wyraźnie czułam jak szorują moje kiszeczki :-). Dobre są, naprawdę, chyba jednak kupię i drugą taką torebkę, bo nawet muszę się przyznać, że przyzwyczaiłam się do tego wrednego smaku napoju o konsystencji kisielu. Podobno dopiero po zużyciu jednego opakowania widać i czuć skutki działania tego błonnika, ba, nawet jest szansa, że moja waga może ulec obniżeniu…….
I tak wspominam sobie mojego kochanego Dziadka ( ojca mojego Taty), który zawsze zalecał leczenie ziołami wszelakie choroby. Opracował piękny atlas ziół, sam je pieczołowicie zbierał i suszył, a następnie leczył nimi swoją rodzinę i najbliższych. Zawsze wierzył w zbawcze ich działanie i tą wiarę przelał na swoje dzieci, które też leczyły ziołami. Pamiętam, że gdy miałam 12 lat, tata zostawił mnie pod opieką moich cioć w Zawoi ( to były jego siostry), a ja pisałam do Taty rozpaczliwe listy: tato, zabierz mnie stąd, bo moje ciotki zadręczają mnie codziennie  obowiązkowym piciem ziół. Wtedy nie doceniałam ich zbawczej mocy, teraz jestem mądrzejsza i może za ziołami nie przepadam, ale rozumiem, że jak trzeba, to należy je używać. Zawsze jest to zdrowszy lek niż pigułki pełne chemii.
Samo zdrowie prosto z łąki, czy z ogródka.
Teraz niestety nie da się iść do ogródka, taka pora roku, trudno, dlatego korzystać muszę z firmy wysyłkowej, która starannie te zioła dla mnie przygotowuje.
Jeżeli ktoś ma kłopoty jelitowe serdecznie polecam. Wystarczy sobie wygoglować np zdrowe jelita  i tam już was naprowadzą na tą firmę, która produkuje ten  zbawczy błonnik Vitalny.

A za oknem ciągle ta ponura jesień, czy do wiosny jeszcze daleko?

co lubię?

 

Na przykład na pewno lubię środy. Bo nawet wtedy, gdy deszcz siąpi za oknem ten dzień jest dla mnie promienisty w oczekiwaniu na spotkanie na blogu z Ulką.
Ula, znów Cię serdecznie dzisiaj pozdrawiam (w tym tygodniu bardzo pilnowałam, żeby znów naszej środy nie przegapić) i posyłam Ci piękne słoneczne promyczki i oczywiście kwiatuszki.

 

Co prawda na niebie nie ma ani śladu słoneczka i nic na to nie wskazuje, aby się pojawiło, ale od czego jest moja bujna wyobraźnia, w której namalowałam właśnie to słoneczko tylko dla Ciebie? Pięknie uśmiechnięte, a te długie jego promyczki na pewno do Poznania dotrą 🙂

Dzisiaj nie będzie nic o polityce, chociaż  aż mnie korci, aby wspomnieć o wielkim zawodzie partii PIS, podczas wczorajszym warszawskim  spacerze sekretarza Stanów Kerry’ego ten nie złożył nawet ukłonu pod tablicą upamiętniającą katastrofę smoleńską, mimo, że w pobliżu Pałacu Prezydenta przechodził, a dzień wcześniej złożył kwiaty na grobie pierwszego premiera Tadeusza Mazowieckiego. Pisowców aż skręcało z wściekłości i chyba nigdy nie wybaczą sekretarzowi zakupionych bagietek w  warszawskiej cukierni. Czyż to można potraktować nie jako nieuwagę a rozmyślne działanie, aby pokazać, jaki stosunek mają amerykanie do katastrofy smoleńskiej? Dla nich ten temat dawno jest wyjaśniony i zamknięty i żadne rewelacje Macierewicza nie są zmienić ich poglądów na ten temat.

Dzisiaj już o 7.30 obudził mnie telefon od kuriera z wiadomością, że do godz. 11 będzie u mnie z drabiną. Matko jedyna, nie mógł z taką wiadomością poczekać jeszcze godzinę, tylko budzić biednego człowieka skoro świt  ( omalże w środku nocy) ???? Ja rozumiem, że on pracuje, ale ja nie muszę  właśnie dlatego wcześniej się budzić, wyjątkowo ostatnio bardzo dobrze rano mi się śpi.  No i skoro ma przyjść o 11, po cholerę informuje mnie o tym już o 7.30?????

I to by było chyba tyle na  mój środowy wpis. Sama nawet nie wiem, w jaki sposób niepostrzeżenie znów powróciłam do swojego bloga.
Ale nic w życiu nie jest na pewno, wszystko zdarzyć się może…..
Miłego dnia.

nowy zakup

 

 

Tak niewiele ( no powiedzmy, że niewiele), a cieszy.
Wczoraj dokonałam przez Allegro nowego zakupu, czyli drabiny.
Prosta sprawa, ale jej brak bardzo doskwiera, szczególnie, gdy trzeba umyć okna, albo wymienić żarówkę.
Do tej pory korzystaliśmy z pożyczonej drabiny od sąsiadów z parteru, ale niestety zawsze łączyło się to z kłopotami, szczególnie w transporcie owego domowego urządzenia, więc powiedziałam wczoraj : STOP, dokąd mamy korzystać z pożyczek???, najwyższa pora mieć swoją własną drabinę. Siadłam więc  do komputera i znalazłam na Allegro odpowiedni sprzęt, dokonałam internetowej wpłaty i już dostałam potwierdzenie, że mój zakup jest aktualny i w ciągu 48 godzin powinnam się jej spodziewać w moim domu. Już nie będzie miał Maciek trudności z wymianą u mnie żarówki ( a propos, znów jedna się przepaliła), drabina będzie zawsze pod ręką.
Czy na pewno to jest aż taka ważna sprawa, aby opisywać ją w moim blogu??, dla mnie tak, bo wszystko co ułatwia  codzienne życie jest warte uwagi, więc i bardzo ważne. Szczególnie już w pewnym wieku człowiek dąży do pewnego luksusu na co dzień, bez oglądania się na innych.
No nie, na razie nie zamierzam wspinać się po tej drabinie ( mam lęk wysokości)  ale…….
……. może kiedyś ta drabina i mi się przyda, gdy będę  się wdrapywała do nieba? Szczebelek po szczebelku, pomalutku, aż na sam szczyt.
Już wtedy lęk wysokości na pewno mi nie będzie przeszkadzał. Ciągle mam taką cichą nadzieję, że  po mojej  śmierci nie zostanę jednak  zepchnięta w czeluść piekielną 🙂

 Z wielką ciekawością  oglądałam wczoraj program Tomasza Lisa – tym razem była to rozmowa z Adamem Michnikiem. Padały tam bardzo rozważne i spokojne słowa, które raz jeszcze pozwoliły mi przeżywać tamten czas reformacji. A potem czytałam komentarze  pod zamieszczonymi o tej rozmowie wzmiankami na Onecie i na Gazeta.pl i stwierdziłam, że wiele osób zabierających tam głos wcale nie znają tamtych czasów, a więc nie mogą rozumieć tego, co przeżywali w tym okresie Polacy, nie rozumieją tej dumy, która nas rozpierała, że w końcu mamy  tę upragnioną wolną Polskę.
Ci ludzie ulegają jakiejś wstrętnej propagandzie i depczą to co dla wielu było i jest świętością – wolność..
Przykre to niestety, bo fakt, że wiele błędów dzisiejszy rząd popełnił, ale jest też brutalnie tłamszony i pomawiany o rzeczy okropne, które rzekomo mają znamiona reżimu a także znamiona zdrady i zaprzaństwa. Co ta dzisiejsza młodzież może wiedzieć o reżimie? Oni nie żyli w latach pięćdziesiątych, gdy słowo Katyń wymawiane było szeptem, gdy człowiek bał się, że zostanie zadenuncjowany, gdy potem coraz śmielej Polacy upominali się o swoje święte prawa, a Jacek Kaczmarski  z wielkim pietyzmem śpiewał: a mury runą, runą runą i pogrzebią stary świat.
Mury rzeczywiście runęły i……… co myśmy z tym faktem uczynili?
Takie były marzenia ówczesnej młodzieży i tak się stało, tylko niestety nie potrafimy  dzisiaj się cieszyć z tej naszej wolności, z tej naszej demokracji, która niestety kulawa jest, gdy  w imię fałszywych ideałów brat przeciw bratu powstaje . Nie potrafimy wspólnie budować, tylko wspólnie rujnujemy to, co kiedyś z wielkim bólem i trudem budowali inni Ta wielka transformacja w innych krajach, które też wyzwoliły się spod rosyjskiej łapy i w jakiś sposób potrafiła się w dobro obrócić, dlaczego u nas jest inaczej?
Zadaniem opozycji jest krytykować rząd, ale nie rujnować jego imagu strasznymi pomówieniami, nie podpalać kraju w imię dostania się do władzy.
To wszystko, właśnie przez pryzmat pamięci o naszym pierwszym niekomunistycznym premierze Tadeuszu Mazowieckim rozważali w swojej rozmowie Adam Michnik i Tomasz Lis. I można wiele krytykować, ale nie wolni nikomu nie szanować pamięci naszego pierwszego premiera i nie wolno brutalnie oskarżać tych, którzy w tym czasie o tę nasza dzisiejsza Polskę walczyli :  Wałęsę, Michnika, Kuronia, Frasyniuka i wielu innych…… to byli BOHATEROWIE tamtych czasów i mam nadzieję, że historia kiedyś ich należycie oceni.
Wielu jest proroków w naszym  kraju, niestety wielu z tych ludzi są fałszywymi prorokami, którzy na kanwie historii chcą własną polityczną pieczeń upiec.
I mam taką cichą, ale jakże płonną nadzieję, że tam w Warszawskiej Katedrze, podczas pogrzebu Tadeusza Mazowieckiego, Jarosław raz jeszcze spokojnie rozważał wszystko to co się kiedyś działo i to co jest obecnie. Przecież on też z tego samego solidarnościowego pnia się wywodzi, kiedyś też miał takie same marzenia, jak dzisiejsi jego wrogowie. Właśnie, dlaczego wrogowie? Gdzie myśmy  wszyscy się pogubili?????

A za oknem szaro- buro, mokro i ponuro.
Wiadomo….LISTOPAD

Miłego dnia

Kolejny poniedziałek

 

No właśnie, znów dzisiaj zaczynamy nowy tydzień. Dla mnie na razie ciągle bez pracy ale już widać koniec tej ” mordęgi”, albowiem w tym miesiącu nowy aparat będzie zamontowany i życie znów nabierze kolorów
Byle tylko nie białych kolorów, bo bardzo nie lubię śniegu, nie widzę w nim nic romantycznego, nawet gdy duże płatki padają za oknem,bo wiem, że będzie ślisko.
Takie spadające grube płaty śniegu są dobre tylko w romantycznych filmach – duży salon z kominkiem, trzaskające płomyki ognia, miękki pled na kolanach, w ręku dobry drink, a obok super przystojny men, wtedy niech sobie nawet za oknem pada olbrzymi śnieg
Ale to bajka, a życie bajką niestety nie jest. Deszcz sobie czasami pada, czasami śnieg, no i łupnie czasami w kręgosłupie, czy w kolanku……. Samo życie.
Na szczęście śniegu jeszcze nie ma i chwilowo na niego się nie zanosi, mamy najmniej lubiany przeze mnie miesiąc listopad ( matko, ale on się będzie ciągnął i ciągnął) czyli nawet do Świąt Bożego Narodzenia tak jeszcze daleko……

Wczoraj oglądałam transmisję z pogrzebu Tadeusza Mazowieckiego, rzeczywiście miał taki pogrzeb, na jaki zasługiwał: bardzo wzruszający  i piękny, jeżeli można tak tą smutną uroczystość określić.
Było wiele wzruszających momentów, największe wrażenie na mnie zrobiła mowa pożegnalna wnucząt pana premiera, takie proste i ciepłe, od razu przypomniało mi się nasze rodzinne  pożegnanie z Anią, wygłoszone podczas Jej pogrzebu w kościele.
Prawdopodobnie opozycję musiało bardzo zaboleć, że prócz  hymnu Polski był jeszcze grany hymn Unii, nie bardzo było im w smak, że wielki przeciwnik PIS-u był tak bardzo honorowany ( śmiałabym powiedzieć, że nawet więcej, niż Lech Kaczyński podczas swojego pogrzebu), nie było wcale żadnej pompy, żadnego zadęcia, była prostota w połączeniu obrządku katolickiego i państwowego, pięknie te dwie uroczystości ze sobą korelowały.
Piękne jest miejsce, w którym pan premier został pochowany, na takim cmentarzu umieszczonym w lasku sama chętnie bym sobie poleżała na wieczność, tylko do Lasek za daleko no i kto by mnie tam raz na rok odwiedził???
Bardzo podobał mi się krzyż umieszczony na grobie premiera Mazowieckiego, taki prosty, można by powiedzieć, że żołnierski, zrobiony z brzozy, a w niego wbita była tylko tabliczka z imieniem i nazwiskiem.
Trzeba gwoli sprawiedliwości dodać, że w uroczystościach kościelnych w Archidiecezji brał także udział prezes Jarosław Kaczyński, siedział gdzieś na tylnych ławkach, w bezpiecznej odległości od zajmujących ławy przedstawicieli rządu. Oczywiście na cmentarzu w Laskach był nieobecny, widać już w katedrze
„odbębnił ” swoją polityczną powinność, bo podejrzewam, że ta uroczystość była dla niego niczym święcona woda dla diabła – był zdecydowanym przeciwnikiem pierwszego niekomunistycznego premiera, chociaż razem wywodzili się z tych samych solidarnościowych korzeni. Polityczna linia obu panów zdecydowanie jednak się rozdzieliła, a tu wcale nie chodzi mi nawet o sławetną grubą linię ( kreskę), którą przeciwnicy Mazowieckiego opacznie tłumaczyli.
Jednak wczoraj Kaczynski nie mógł się nie pokazać na tej smutnej uroczystości, opinia publiczna zaraz by to wyłapała i odpowiednio skomentowała.
Więc siedział tam gdzieś z tyłu z miną zbitego psa, pewnie wspominał i porównywał pogrzeb swojego brata, na pewno to było dla niego bardzo bolesne doświadczenie.

Przed nami cały tydzień, życzę więc sporo dobrego humoru, zastępującego brak słonka na niebie, bo uśmiech to też słonko, ale słonko  naszej duszy.

mój dzień zadumy

 

A ja wczoraj miałam swoje własne, prywatne Zaduszki. To był dzień, gdzie nie chciałam kontaktu ze światem zewnętrznym, ani przez telefon, ani przez internet.
Byłam sama z sobą, z zadumą nad tym co już było, co jest teraz i nad tym co w przyszłości jeszcze na mnie czeka, obojętnie na to, jak długo ta moja przyszłość ma trwać. To nie ważne teraz, trzeba co jakiś czas robić taki wewnętrzny rachunek własnego sumienia, aby nie zachwycić się tak do końca swoją doskonałością, bo nigdy ona tak do końca doskonałością nie pozostaje. Każdy jest normalny ze swoimi zaletami i wadami, nad którymi może i trzeba nieco popracować…ale też bez przesady, nie można na siłę dopasowywać się do każdego, kto tego od ciebie żąda. W głębi duszy zawsze trzeba pozostać sobą, aby nie wzbudzić w sobie wewnętrznej i niepotrzebnej wcale wojny samemu ze sobą.Wszystkie uwagi, które są w twoim kierunku skierowane są dla ciebie stresogenne, sztuką jest opanowanie i chęć pokonania takich przeszkód, bez jakichkolwiek uszczerbków na twoim umyśle. Bo to wszystko i tak przeminie, gdzieś zginie w tłumie codziennych trosk, z czasem stanie się mniej ważne, chociaż teraz może boli i wydaje ci się, że jest niesprawiedliwe?.
Tak właśnie wygląda nasze przemijanie, moment tu na ziemi, a potem wieczność cała…….
Dlatego raz jeszcze oglądnęłam wczoraj film Ciekawy przypadek Benjamina Buttona ……w tym filmie zawarty jest właściwy sens życia, to co jest ważne, albo nie, to co pozostaje w nas na zawsze mimo upływu czasu, to co przemija, ale jednak ślad po sobie pozostawia….. proza życia związana z przemieszaniem się dzieła przypadku i zamierzonym celem nadanym nam z góry. Trochę to filozoficzne podejście do życia, nie każdy na codzień nad tym się zastanawia, a może właśnie tak jest dobrze? Każdy dzień przynosi nam zgryzoty i smutki, trudy do pokonania i chwile wytchnienia, niech więc tak pozostanie, wszak nie można nadmiernie swojej głowy trudzić.
Dlaczego wiec o tym piszę? Bo to było wczoraj, znów przeminęło i znów nowy dzień się obudził, jakże inny od tamtego wczorajszego, może trochę radośniejszy, bo obmyty z wszystkich wczorajszych moich lęków?
Po każdej nocy wstaje nowy dzień i obojętnie czy rozświetlony słonecznym promieniem, czy załzawiony kroplami deszczu, ale przynoszący może i nadzieję, że nie jest aż tak źle? Bo przede mną jeszcze wiele takich dni i powinnam się starać, by nie były złe, bo tak wiele zależy właśnie odemnie.
W tym filmie było takie jedno dla mnie ważne przesłanie: stwierdzenie, że nikt do końca nie pozostaje doskonały i to właśnie należy sobie uświadomić, doskonałość przemija i pozostaje tylko ta codzienna rzeczywistość, z którą należy się pogodzić, ale nie biernie i bezmyślnie, ale czynnie z dużą odpowiedzialnością za to, co się czyni.
A za oknem niestety słoneczka nie widać………

polecam do oglądania

 

 

odrobina nieba : Little Bit of Heaven,

 

Piękny film o miłości, przyjaźni, miłości rodzinnej i o ….umieraniu.
Naprawdę warto zobaczyć, jak młoda dziewczyna potrafi pogodzić się ze śmiercią i przekonuje swoją rodzinę, swoich przyjaciół i tego jedynego, którego pokochała, chociaż nigdy nie wierzyła w prawdziwą miłość, że śmierć jest zjawiskiem naturalnym, który powinien przynieść nie rozpacz, ale radosne wspominanie wspólnych przeżytych chwil.
Akurat świetny film na wczorajsze Święto Zmarłych i dzisiejszy Dzień Zaduszny.

Znalazłam ten fim na 134.pl ale jest tez  w zalukaj.pl.
Co ciekawe, pierwotnie znalazłam jako polecany film w VOD.pl. ale tam w wypożyczalni film kosztuje 9zł ( a przez sms jeszcze drożej), więc poszukałam go sobie w innych portalach i oglądałam za darmo. Prawda, jaka jestem sprytna?
Oczywiście nie wszystkie filmy można tak znaleźć, ale niektóre…..warto poszukać.

Dzisiaj też odwiedzamy naszych bliskich na cmentarzach, albowiem jest to Dzień Zaduszny, dzisiaj modlimy się za tych, którzy już od nas odeszli i prosimy dla nich o życie wieczne.
Ale jest to też dzień sobotni, a więc  gospodarsko – wypoczynkowy, jedni wykonują zaległe pracy domowe, drudzy się lenią.
Ja zdecydowanie należę do tych drugich :-). Tak już mam !
Słonko za oknem czasami jeszcze świeci, ale jest zdecydowanie chłodniej niż wczoraj.
Wspaniałej soboty życzę

Polskie cmentarze

 

Szeleszczą liście pod nogami
kwiatami groby zasypane
duchy najbliższych razem z nami
tchną  w znicze dzisiaj zapalane
 
Gdzieś jest granica niebo – ziemia
lecz od niej dzisiaj każdy stroni
bo tej różnicy przecież  nie ma
dziś tu są wszyscy, my i oni

Ten czas szczególny wszyscy znamy
wspomnienia znów w nas ożywają
lecz my do domu powracamy,
oni niestety tu pozostają 

 autor :Ewa W. 1 listopad 2013